Bieliszczuk: Certyfikacja Nord Stream 2 przez niemieckiego regulatora możliwa jeszcze w tym roku

1 lipca 2021, 07:30 Energetyka
Fot. Nord Stream 2. Grafika: Gabriela Cydejko.
Fot. Nord Stream 2. Grafika: Gabriela Cydejko.

Rosjanie składając wniosek o certyfikację mogą mieć dwa cele – pierwszy, to cichą akceptację zapisów dyrektywy gazowej, którą oficjalnie krytykują i walczą z nią w trybunałach, a drugim jest chęć sondowania działań Berlina, niemieckiego regulatora BNetZa, Komisji Europejskiej na to jak zareagują na takie działanie – pisze Bartosz Bieliszczuk, ekspert Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (PISM).

Co dalej z Nord Stream 2?

Warto pamiętać, że Rosjanie i europejscy promotorzy Nord Stream 2 zmagają się obecnie z dwoma wyzwaniami. Pierwsze to ukończenie układania gazociągu i jego techniczne uruchomienie (znacząco opóźniają to i utrudniają amerykańskie sankcje). W ostatnich miesiącach uwaga mediów i komentatorów skupia się właśnie na tym, ale pamiętajmy o jeszcze o drugim wyzwaniu – regulacyjnym, wpływającym na to, jak gazociąg będzie funkcjonował po uruchomieniu.

Po przyjęciu w 2019 roku zmian w dyrektywie gazowej UE, Nord Stream 2 będzie musiał funkcjonować wg przejrzystych reguł, podobnie jak gazociągi w UE. Gazociągiem będzie musiał zarządzać niezależny operator, który zagwarantuje m.in. przejrzyste taryfy oraz niedyskryminacyjny dostęp do gazociągu dla różnych dostawców.

Nord Stream 2 AG złożył wniosek o certyfikację w roli niezależnego operatora

Dla Gazpromu, który ma w Rosji monopol na eksport gazociągami, realne zastosowanie tych regulacji może mieć poważne konsekwencje. Jego konkurenci (np. Rosnieft, na którego czele stoi potężny Igor Sieczin) będą chcieli wykorzystać to, by móc korzystać z Nord Stream 2 dla eksportu własnego gazu – w przeszłości płynęły już  sygnały, że Rosnieft jest zainteresowany wykorzystaniem infrastruktury Gazpromu.

W związku z tym Gazprom i jego europejscy sojusznicy za wszelką cenę starali się nie dopuścić do przyjęcia wspomnianych zmian w dyrektywie gazowej. Szczególną rolę odgrywały tu Niemcy. Już w 2015 roku, wicekanclerz, minister ds. ekonomii i energii Sigmar Gabriel podczas wizyty na Kremlu zapewniał Putina, że Berlin będzie blokował inicjatywy takie jak wspomniane zmiany w dyrektywie gazowej. I rzeczywiście, dyplomacja niemiecka robiła co tylko mogła by zablokować nowelizację dyrektywy – na szczęście nie powiodło się to.

Działania w tej sprawie podejmowała też należąca do Gazpromu spółka Nord Stream 2 AG (NS2AG), odpowiedzialna za budowę gazociągu. Złożyła ona do niemieckiego regulatora BNetzA wniosek o derogację dla Nord Stream 2 – tj. wyłączenie z obowiązku stosowania części wymogów dyrektywy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wnioskować można o to dla gazociągów ukończonych przed 23 maja 2019 roku, a jak wiemy Nord Stream 2 wciąż nie został ukończony. BNetzA wniosek odrzuciła – będąc apolitycznym regulatorem i działając w granicach prawa nie mogła postąpić inaczej; zresztą przychylenie się do wniosku NS2AG z pewnością zostałoby podważone przez Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE). NS2AG odwołała się od decyzji regulatora do niemieckiego sądu (do czego miała prawo), ale raczej nic to nie da. NS2AG zaskarżył także samą nowelizację dyrektywy gazowej do arbitrażu i stara się przed TSUE o anulowanie zmian w dyrektywie. Zabiegi te jednak niemal na pewno nic nie dadzą – Rosjanie po prostu chwytają się wszystkiego.

Pomimo tych wszystkich wysiłków i jeszcze przed ogłoszeniem rozstrzygnięć sądowych, NS2AG poinformowała, że 11 czerwca złożył wniosek do BNetzA, by operatorem budowanego Nord Stream 2 ustanowić właśnie NS2AG. Spółka wprawdzie należy do Gazpromu (który ma dostarczać gaz przez gazociąg) jednak nie jest to wbrew prawu UE: przewiduje ono wyznaczenie tzw. niezależnego operatora systemu przesyłowego (ITO – Independent Transmission System Operator), który może należeć do eksportera gazu. Musi jednak spełniać szereg konkretnych wymogów, co zagwarantuje jego niezależność od właściciela-eksportera (NS2AG będzie więc musiał np. gwarantować dostęp do Nord Stream 2 nie tylko Gazpromowi, ale i innym rosyjskim koncernom). Spełnienie ww. wymogów będzie badane przez BNetzA w procedurze tzw. certyfikacji operatora. Wydanie wstępnej decyzji może zająć do 4 miesięcy, a następnie (po zaopiniowaniu przez Komisję Europejską) ostatecznej – do 2 miesięcy.

Oznacza to, że jeśli NS2AG rzeczywiście spełnia wszystkie wymogi, regulator i KE nie będą mieli żadnych zastrzeżeń (a ta sprawa na pewno będzie badana niezwykle wnikliwie i śledzona w wielu stolicach), to NS2AG może zostać operatorem Nord Stream 2 jeszcze w tym roku. Rosjanie z pewnością zdają sobie sprawę, że próby podważenia dyrektywy na drodze prawnej się nie powiodą, rozpoczęcie procedury certyfikacyjnej to zatem skupienie się na tym, co będzie dalej.

Nie można też jednak wykluczyć „sondowania” przez Rosjan działań regulatora niemieckiego, KE i innych państw UE. Nawet pomyślna certyfikacja NS2AG to tak naprawdę początek dostosowywania Nord Stream 2 do przepisów UE. W praktyce bowiem będziemy mieli do czynienia z kolizją dwóch porządków prawnych: unijnego, gwarantującego niedyskryminacyjny dostęp do Nord Stream 2 i rosyjskiego, gwarantującego monopol eksportu Gazpromu przez gazociągi. W przypadku stwierdzenia jakichkolwiek nieprawidłowości funkcjonowania operatora (a biorąc pod uwagę dotychczasową działalność Gazpromu należy zakładać, że będzie starał się jakoś obejść przepisy UE), Polska musi być gotowa by angażować KE i TSUE ws. wszystkich ewentualnych nieprawidłowości.

Jakóbik: Nord Stream 2 chce użyć prawa Zachodu przeciwko niemu