Jakóbik: Razem przeciwko Nord Stream 2 źle, osobno jeszcze gorzej

12 sierpnia 2020, 07:30 Energetyka
Merkel Trump
Angela Merkel i Donald Trump. Fot.: Wikimedia Commons

Amerykanie nie koordynują już polityki sankcji z Unią Europejską, zwiększając popularność obrońców Nord Stream 2 w Europie. Jednakże jedynie ich unilateralna polityka może jeszcze zatrzymać sporny projekt. W tej dyskusji należy także poruszyć wątek schizofrenicznej polityki Niemiec – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Komisja broni litery prawa

Komisja Europejska prowadziła dotąd politykę opartą na założeniu, że nie może zablokować projektu Nord Stream 2, będącego formalnie inicjatywą firmy rosyjskiej wspieraną finansowo przez spółki z Europy Zachodniej. To podejście jest kwestionowane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta z Polski, który bada, czy taka forma współpracy nie jest jedynie sposobem współpracy mającym zastąpić powstanie konsorcjum uznanym za niezgodne z prawem konkurencji przez UOKiK, ale dającym analogiczny rezultat. Ponadto, należy odnotować głosy wskazujące niekonsekwencję Komisji Europejskiej, która zdołała zatrzymać projekt gazociągu South Stream mającego kończyć bieg w Bułgarii, powołując się na niezgodność przetargów z prawem. Nie jest jasne, czy Komisja byłaby w stanie zatrzymać Nord Stream 2, gdyby miała poparcie polityczne zaistniałe w przypadku jego południowego bliźniaka.

Komisja podjęła jednak działania na rzecz ochrony Europy przed negatywnymi konsekwencjami uruchomienia Nord Stream 2. Bruksela wyszła w 2019 roku z propozycją rewizji prawa unijnego, a konkretnie dyrektywy gazowej, aby objęło ono sporny gazociąg z Rosji do Niemiec już po ukończeniu i w ten sposób zapewniło ochronę klientów europejskich przed ewentualnymi nadużyciami Rosjan. Ta inicjatywa została wsparta między innymi przez Polskę i przyniosła wstępny sukces. Niemcy muszą teraz wdrożyć przepisy dyrektywy gazowej względem Nord Stream 2 co najmniej opóźniając projekt, który pierwotnie zakładał, że Gazprom będzie jedynym dostawcą i właścicielem rury poprzez Nord Stream 2 AG zgodnie z prawem rosyjskim dającym tej firmie monopol na eksport gazociągowy, ale niezgodnie z dyrektywą gazową zakładającą rozdział właścicielski. Dopóki Nord Stream 2 nie zostanie dostosowany do prawa unijnego, a Komisja nie zatwierdzi jego aplikacji, gaz nie będzie mógł płynąć nawet po ukończeniu budowy.

Jakóbik: Niemcy nie wyjmą Nord Stream 2 spod prawa, ale jak Rosjanie je wdrożą?

USA kontynuują starą politykę w nowych realiach Trumpa

Amerykanie idą dalej i chcą zatrzymać budowę Nord Stream 2. Nie zgadzają się z tezą Komisji Europejskiej o tym, że projektu nie da się zatrzymać zgodnie z prawem. Wprowadzili sankcje wobec firm budujących sporny gazociąg, doprowadzając do opuszczenia placu budowy przez szwajcarski Allseas. Planują poszerzyć sankcje tak, aby objęły wszelkie podmioty, także firmy europejskie, dające wsparcie projektowi Nord Stream 2. Senatorzy amerykańscy wysłali list do portu Sassnitz, w którym ostrzegają, że poszerzone sankcje zniszczą go finansowo. Administracja USA podjęła dialog z biznesem niemieckim, ostrzegając go przed negatywnymi konsekwencjami nowych obostrzeń. To polityka nieskonsultowana z Komisją Europejską, która może potencjalnie zatrzymać Nord Stream 2, jeśli Rosjanie nie zdołają dokończyć go samotnie albo nie będą mogli słać przez niego gazu po ukończeniu. Pierwszy partner finansowy Nord Stream 2, niemiecki Uniper, przyznał się do obaw o przyszłość spornego gazociągu, rozważając obniżenie wkładu finansowego na wypadek dalszego opóźnienia lub wręcz zatrzymania budowy. Zrobił to w dniu wizyty ministra spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maasa w Moskwie, podczas której przekonywał wraz ze swym rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem, że Nord Stream 2 ostatecznie dostarczy gaz do Europy.

Przypadek Nord Stream 2 pokazuje zmianę polityki sankcji Brukseli i Waszyngtonu wobec Rosji po nielegalnej aneksji Krymu. Były one dotąd w pełni koordynowane. Jednakże precedensem było wprowadzenie sankcji USA wobec projektu Jużne-Kirinskoje Gazpromu na Sachalinie, które nie zostały wprowadzone w koordynacji z Komisją Europejską w 2015 roku, a więc jeszcze przed prezydenturą Donalda Trumpa krytykowanego za politykę niezgodną z oczekiwaniami Europy Zachodniej. Wtedy jednak Komisja Europejska milczała, nie komentując poczynań Amerykanów. Wprowadzenie sankcji wobec Nord Stream 2 z końcem 2019 roku i plan ich poszerzenia w 2020 roku to analogiczny przypadek, w którym jednak Komisja staje po stronie firm europejskich, które mogą zostać dotknięte nowymi obostrzeniami. W tym przypadku znów widać różnicę podejścia Brukseli, która nie interweniowała w obronie Shella zaangażowanego w projekt na Sachalinie.

Amerykanie chcą zablokować Nord Stream 2 za pomocą ponadpartyjnej inicjatywy wypływającej z polityki zagranicznej i bezpieczeństwa USA znanej od czasów Ronalda Reagana zakładającej ograniczanie wpływów rosyjskich w Europie także poprzez działania w sektorze energetycznym. Komisja Europejska działa pryncypialnie i zgodnie z własną interpretacją litery prawa, uznając działania Amerykanów za unilateralizm niezgodny z prawem międzynarodowym. Stanowisko Brukseli zyskuje poparcie obrońców Nord Stream 2, którzy z kolei zyskują poparcie w Europie coraz bardziej rozczarowanej całą polityką Donalda Trumpa polegającą na wydawaniu dyspozycji Europejczykom. Być może bardziej skoordynowana polityki z czasów Baracka Obamy przysparzałaby Amerykanom większego zrozumienia na Starym Kontynencie, ale – warto podkreślić – mogłaby uniemożliwić wprowadzenie tak radykalnych rozwiązań, jak obecne poszerzenie sankcji, które może zablokować Nord Stream 2.

Oznacza to, że polityka Komisji Europejskiej nie daje rezultatów oczekiwanych przez część przeciwników Nord Stream 2, którzy zabiegają o blokadę projektu, natomiast polityka USA daje taką możliwość, ale ze względu na niezdarną dyplomację prezydenta amerykańskiego, zasila nastroje antyamerykańskie w Europie, dając rosnące poparcie obrońcom spornej inwestycji. Skoordynowana polityka transatlantycka przeciwko Nord Stream 2 byłaby mniej radykalna, ale miałaby większą legitymację na kontynencie i być może uniemożliwiłaby Rosji grę na różnicach między Ameryką a Europą. Być może jednak nie zatrzymałaby spornego projektu. Polityka unilateralna USA może zatrzymać Nord Stream 2, ale oddala Brukselę od Waszyngtonu. Polityka sankcji zachodnich wobec Rosji w energetyce prowadzona razem wypada źle (jest nieefektywna), ale może wypaść jeszcze gorzej osobno, pogłębiając spory transatlantyckie z całą administracją widoczne w szeregu tematów, w których Donald Trump skutecznie zantagonizował się z Europą.

Jakóbik: USA uderzają w czuły punkt Gazpromu. Europa milczy

Prawdziwa schizofrenia w Niemczech

To przyczynek do refleksji nad najbardziej schizofreniczną polityką w sprawie Nord Stream 2, czyli polityką Niemiec. Z jednej strony zabiegają o utrzymanie dostaw gazu przez Ukrainę, a z drugiej chcą kontynuować biznes z Rosjanami ze względu na unilateralną politykę gospodarczą niezgodną z pryncypiami bezpieczeństwa dostaw i dywersyfikacji wyznawanymi przez Komisję Europejską. Warto dalej dyskutować o polityce Trumpa, ale nie można pomijać w dyskusji wątku polityki niemieckiej. Gdyby Niemcy uznali za Komisją Europejską, że Nord Stream 2 jest niezgodny z interesem europejskim, mogliby zatrzymać jego budowę z dnia na dzień poprzez wycofanie poparcia dla niego. Wolą jednak kontynuować koordynację polityki w tym zakresie z Rosjanami i używać przewodnictwa prezydencji unijnej do obrony swych interesów kosztem wspólnoty.