Reforma zarządzania Naftogazem ze sporem politycznym w tle

18 października 2015, 11:28 Alert
gaz

(Zn.UA/Apostrof/Wojciech Jakóbik)

Rząd ukraiński zatwierdził reformę zarządzania państwowym koncernem gazowym Naftogaz. Zakłada on przeniesienie bezpośredniej kontroli nad firmą do Rady Ministrów. Był to jeden z głównych warunków udzielenia kredytu przez zagraniczne banki. Sprawa ma jednak drugie dno.

Naftogaz i Kijów przekonują, że reforma pozwoli krótkoterminowo na odbiór pożyczek z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju na kwotę 300 i 500 mld dolarów, które posłużą do zakupu gazu z innych źródeł, niż od rosyjskiego Gazpromu. Długoterminowo ma wprowadzić nowy model zarządzania, oparty na najwyższych standardach OECD. Według nich państwo powinno być aktywnym udziałowcem z dostępem do informacji na temat działalności spółki, co ma gwarantować przejrzystość i profesjonalizm zarządzania. Plan został ustalony z EBOiR przy poprzedniej pożyczce na modernizację gazociągu Urengoj-Pomary-Użhorod, czyli głównego szlaku tranzytowego dla rosyjskiego gazu. Zmiana została zatwierdzona w porozumieniu koalicyjnym obecnego rządu oraz w planie reformy sektora gazowego stworzonego przez Bank Światowy.

Bezpośrednim udziałowcem Naftogazu zostanie Rada Ministrów, zamiast ministerstwa energetyki i przemysłu węglowego, jak było dotychczas. 100 procent akcji trafi do rządu, który wypuści dedykowaną serię papierów wartościowych, aby możliwe było przyjęcie akcji spółki. Dyrektor Naftogazu Andrej Kobolew powiedział, że rząd przyjął plan działania jednogłośnie. Faktem jest jednak, że główny zainteresowany, czyli minister energetyki Wołodymyr Demczyszyn przebywał w momencie dyskusji na temat reformy z wizytą zagraniczną w Tiranie na konferencji ministrów Wspólnoty Energetycznej.

Wcześniej Demczyszyn sygnalizował, że jego resort ma szereg zastrzeżeń do planu reformy Naftogazu wspieranego przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Jego zdaniem zmiany mogą zagrozić spółce. Przekazanie akcji Ukrtransgazu (zarządzanie gazociągami), Ukrnafty (zarządzanie ropociągami) i Ukrgasdobyczy (wydobycie gazu) z bezpośredniej kontroli rządu do Naftogazu mogą być ryzykowne, ze względu na duży dług tej firmy i możliwe kary. Część obserwatorów obawia się, że w wypadku problemów z rentownością, spółki pod kontrolą Naftogazu zostaną sprzedane. Niektórzy idą dalej, twierdząc, że jest to zabieg celowy, mający przygotować te aktywa do odsprzedania ich jednemu z oligarchów. Demczyszyn argumentuje także, że zmiany sprawią, że Rada Nadzorcza Naftogazu będzie rozdarta między posłuszeństwem planom wyznaczonym przez ministerstwo, a żądaniami rządu. Dodaje, że zmiany muszą być poprzedzone poprawkami w istniejących już regulacjach.

Rząd ukraiński, co miesiąc dotuje Naftogaz. W czerwcu osiągnęła ona poziom około 7 procent PKB Ukrainy, czyli około 105 mld dolarów. Subsydia otrzymują także gospodarstwa domowe, w formie obniżki cen gazu w rachunkach.

Niektórzy przedstawiciele branży na Ukrainie wskazują, że doradcami Rady Ministrów zostali w ostatnim czasie ludzie Rinata Achmetowa, oligarchy, do którego należy firma energetyczna DTEK, z którą był skonfliktowany minister energetyki. Miał on podburzać górników przeciwko Kijowowi w celu usunięcia Demczyszyna, ale ten plan się nie powiódł. Dlatego obecnie oligarcha ma działać na rzecz pozbawienia ministra kontroli. To z tego powodu miał rzekomo powstać pomysł powołania wiceministra, koordynatora do spraw energetyki, który byłby przeciwwagą dla szefa resortu zajmującego się tym sektorem. Premier Jaceniuk miał nie poinformować Demczyszyna o tym, że organizuje spotkanie poświęcone sezonowi grzewczemu, co byłoby kolejnym sygnałem o sekowaniu ministra. Zwolennicy ministra wskazują, że wymagania EBOiR mogły zostać przedstawione za lobbingiem kogoś z Ukrainy. Innym wymiarem sporu jest fakt, że Wołodymyr Demczyszyn jest człowiekiem prezydenta Petra Poroszenki. Z tego powodu wielokrotnie spierał się z nim premier Arsenij Jaceniuk, którego stronnictwo rywalizuje z prezydenckim.

Jednakże działania premiera Ukrainy mogą mieć inne podłoże. Centralizacja nadzoru nad Naftogazem może pomóc utrzymać stabilizację w sektorze gazowym w sezonie grzewczym, kiedy możliwe będą działania Rosjan destabilizujące gospodarkę kraju. W celu uniknięcia tego scenariusza, Kijów może sięgać po kontrowersyjne metody. W zeszłym roku podwyższył podatek od wydobycia o 50 procent, czym ostatecznie wypłoszył znad Dniepru poszukiwaczy gazu łupkowego i wprowadził ustawę kryzysową, która zmuszała firmy do kupowania gazu tylko od Naftogazu. Chociaż regulacje były krytykowane przez europejskich ekspertów, spełniły swoje zadanie. Zmiana może mieć także ekonomiczne uzasadnienie. Raporty Naftogazu pokazują, że spółka ponosi straty w działalności regulowanej, a zyski w nieuregulowanej. Ponadto, brak efektywnej regulacji ze strony ukraińskiego odpowiednika Urzędu Regulacji Energetyki (NKREKU) skłania do poszukiwań nowej formy zarządzania. Do wyboru była prywatyzacja lub przeniesienie kontroli do rządu. W ten sposób w założeniu ma zostać wyeliminowany spór ministerstwa finansów, które chce transferować zyski Naftogazu w formie dywidend do budżetu, a ministerstwem energetyki, które woli je inwestować.

Dzięki reformie Naftogaz ma operować, jako spółka biznesowa. Zostanie usunięty wymóg każdorazowego głosowania decyzji Zarządu przez Radę Nadzorczą. Zmiany zmierzają do ograniczenia kompetencji tego organu nadzoru. Jako przedstawicielstwo rządu w firmie, będzie miał na czele niezależnego dyrektora, którego wybór zostanie obwarowany dodatkowymi wymaganiami. Ma on działać w interesie spółki, a nie udziałowca, czyli państwa. Do składu Rady mają wejść przedstawiciele EBOiR. Rząd rozważa włączenie do niej zagranicznych menadżerów z doświadczeniem, np. z największych koncernów zachodnioeuropejskich. To jednak wiązałoby się z wysokim wynagrodzeniem dla takich specjalistów.

Następnym krokiem ma być rozdział właścicielski Naftogazu zgodnie z trzecim pakietem energetycznym Unii Europejskiej. Z firmy mają zostać wydzielone podmioty oddzielnie zarządzające wydobyciem, transportem i sprzedażą gazu.

Więcej: Przez spory polityków Ukraina cofa się na rozdroża