font_preload
PL / EN
Alert 21 września, 2019 godz. 7:31   
REDAKCJA

RAPORT: Widmo wojny a ceny ropy

RAPORT Grafika: Patrycja Rapacka

Świat boi się wojny na Bliskim Wschodzie, co widać po kursach giełdowych ropy naftowej. Napięcie w regionie szuka punktów wyjścia, jego ofiarą padły rafinerie ropy naftowej Arabii Saudyjskiej. Głównym podejrzanym w sprawie jest Iran i jego sojusznicy w lokalnych konfliktach. Czy czeka nas gorący konflikt?

Pierwsze reakcje

Ataki na rafinerie w Arabii Saudyjskiej spowodowały pożary widoczne nawet na zdjęciach satelitarnych. W komunikacie, wydanym w sobotę po rozmowie telefonicznej Trumpa z saudyjskim księciem Muhammadem ibn Salmanem, Biały Dom potępił ataki. Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo już w sobotę obarczył odpowiedzialnością za te ataki władze w Teheranie, mimo że odpowiedzialność za nie wzięły, wspierane przez Iran, oddziały szyickich rebeliantów Huti. Pompeo stwierdził, że nie ma żadnych dowodów świadczących o tym, że ataki zostały przeprowadzone z terytorium Jemenu. Jak poinformował w niedzielę koncern Aramco, w rezultacie ataku na rafinerię w mieście Bukajk (Abqaiq) najbardziej ucierpiało 15 obiektów po zachodniej i północno-zachodniej stronie kompleksu. Sugerowałoby to, że ataki zostały przeprowadzone z terytorium położonego na północ terytorium Iranu, a nie położonego na południu Jemenu. Ataki podniosły na kilka dni ceny ropy prawie o 10 procent. – Jeżeli oddziaływanie incydentu saudyjskiego nie będzie krótkoterminowe, powinno odbić się na cenach paliwa na stacjach w przeciągu kilku tygodni oraz na cenie dostaw gazu w kontrakcie jamalskim za kilka miesięcy (indeks działa z około dziewięciomiesięcznym opóźnieniem) – ostrzega redaktor naczelny BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik.

Jakóbik: Atak na cenę ropy

Cena ropy zaczęła jednak spadać po informacjach o tym, że Saudyjczycy mogą usunąć szkody w rafineriach, które zostały zaatakowane, do końca września. – Do końca września przerób ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej zostanie przywrócona do stanu, jaki istniał przed sobotnimi atakami na dwie saudyjskie rafinerie – poinformował we wtorek minister energetyki Arabii Saudyjskiej książę Abdel Aziz ibn Salman.

Arabia Saudyjska chce usunąć skutki ataku na rafinerie do końca września

Napięcie w Cieśninie Ormuz

Po południu w poniedziałek irańscy Strażnicy Rewolucji przejęli tankowiec w Zatoce Perskiej za rzekomy przemyt 250 000 litrów oleju napędowego do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. – Tankowiec został zatrzymany w pobliżu przy Cieśninie Ormuz. Załoga została przekazana organom prawnym w południowej prowincji Hormozgan – podała agencja ISNA, która nie podała jakiej narodowości są członkowie załogi.

Iran zatrzymał kolejny tankowiec w Zatoce Perskiej

Po ataku wydobycie saudyjskiej ropy zmniejszyło się o połowę, co spowodowało zmniejszenie podaży surowca na globalnych rynkach o 5 proc. Oznacza to wzrosty cen dla konsumentów, które dotkną szczególnie kraje azjatyckie, będące głównymi odbiorcami saudyjskiej ropy. Japonia jest prawie w 100 proc. zależna od dostaw surowca z Arabii Saudyjskiej, a Chiny importują stamtąd jedną piątą dostaw. Wyższe ceny ropy dla krajów azjatyckich spowodowują zakłócenia w całym azjatyckim łańcuchu dostaw i sprawią, że dla zachodnich konsumentów wzrosną ceny większości importowanych z Dalekiego Wschodu dóbr, „od sprzętu medycznego i elektroniki po żywność” – powiedział w rozmowie z agencją AP szef analiz firmy S&P Global Platts Chris Midgley.

Trump na Twitterze

Trump zagroził już w niedzielę uderzeniem odwetowym sprawcom ataku, a wcześniej szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo oskarżył Iran o zniszczenie saudyjskich instalacji naftowych. Do ataku przyznały się jemeńskie szyickie milicje Huti, wspierane przez Teheran w wojnie z sunnickimi państwami Zatoki Perskiej, którym przewodzi Rijad. – Nie potrzebujemy ropy naftowej ani gazu z Bliskiego Wschodu i w rzeczywistości mamy tam bardzo niewiele tankowców, ale pomożemy naszym sojusznikom! – napisał Donald Trump na Twitterze.

Po atakach w Arabii Saudyjskiej nastąpił największy skok cen ropy od 28 lat

Koszty ataku

Atak dronów na największe instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej może negatywnie wpłynąć na wycenę Saudi Aramco przed planowanym debiutem giełdowym. Sugerowaliśmy to na łamach BiznesAlert.pl jeszcze w poniedziałek. – Nie jest pewne, czy atak będzie miał skutki wizerunkowe podobne do kryzysu zanieczyszczonej ropy z Rosji, który podważył wiarygodność firm rosyjskich. Może jednak utrudnić i tak opóźnioną prywatyzację Aramco – pisał redaktor naczelny Wojciech Jakóbik. Według The Wall Street Journal jeżeli zagrożenie kolejnymi atakami będzie się utrzymywało to wycena saudyjskiego giganta naftowego może spaść nawet o 300 mld dolarów. Zdaniem gazety Rijad, nie ma pełnej gwarancji, że saudyjska armia będzie w stanie odeprzeć kolejny atak. Już wcześniej wartość Saudi Aramco była kwestią sporną między saudyjskimi urzędnikami. Książę koronny Mohammed bin Salman i jego doradcy finansowi, zapewniali, że przed IPO (wstępna oferta publiczna – przyp. red.) spółkę możną wycenić na 2 bln dolarów. Jednocześnie, wielu przedstawicieli sektora bankowego oraz ścisłego kierownictwa koncernu twierdzi, że jego wartość wynosi ok. 1,5 bln dolarów.

WSJ: Atak dronów może kosztować Saudi Aramco trzysta miliardów dolarów

Usuwanie skutków ataku

Arabia Saudyjska uspokajała, że chce sobie jak najszybciej usunąć szkody po ataku na swoje rafinerie. Zdaniem ministra do końca tego miesiąca Arabia Saudyjska będzie produkować 11 mln baryłek dziennie, a do końca listopada osiągnie poziom 12 mln baryłek dziennie. Szef resortu zapewnił, że podaż surowca nie zostanie zachwiana i globalny popyt będzie w pełni zaspokajany. Podkreślił jednocześnie, że Rijad musi podjąć radykalne środki, aby zapobiec w przyszłości podobnym atakom. Książę Abdel Aziz oświadczył również, że obecnie saudyjski rząd nie wie „kto stoi za atakami i dlaczego je przeprowadził”.Sobotnie ataki na dwie rafinerie należące do saudyjskiego koncernu Aramco na wschodzie Arabii Saudyjskiej spowodowały wstrzymanie produkcji 5,7 mln baryłek ropy dziennie, czyli ok. 50 proc. całkowitej produkcji Aramco. Stanowi to 5 proc. globalnej podaży tego surowca.

Arabia Saudyjska chce usunąć skutki ataku na rafinerie do końca września

Interesy Rosji

Tymczasem na zawierusze w Arabii Saudyjskiej chcą też skorzystać Rosjanie. Prezes Rosnieftu Igor Sieczin zadeklarował w New Delhi, że jego firma rozważa nawet podwojenie dostaw do Indii (rafineria Vadinar) po atakach na instalacje Saudi Aramco z zeszłego tygodnia. Mimo to Saudyjczycy deklarują gotowość do usunięcia szkód do końca września i świadczą dostawy z wykorzystaniem rezerw już teraz. Rosjanie oferują także Hindusom dostęp do projektów naftowych. Póki co hinduskie firmy zaangażował y się w projekt wydobywczy Wankor (49 procent akcji ONGC) oraz Tass-Juriach (29,9 procent). Od czasu tych inwestycji przed 2016 rokiem Indie nie zainwestowały w nowe przedsięwzięcia rosyjskiego sektora naftowego.

Rosnieft chce skorzystać na problemach Arabii Saudyjskiej

Reakcja Arabii Saudyjskiej

Dowiedzieliśmy się też, że ataku wykorzystano pociski manewrujące oraz drony, które przed osiągnięciem celu na niskiej wysokości przeleciały na południowym Irakiem i przez przestrzeń powietrzną Kuwejtu – przekazała osoba, na którą we wtorek wieczorem powołała się amerykańska stacja telewizyjna. Kuwejt w poniedziałek ogłosił, że wszczął dochodzenie w sprawie doniesień, że nad krajem widziano drony lub pociski na krótko przed tym, jak trafione zostały saudyjskie instalacje naftowe. Według źródła CNN dzięki obranej trajektorii pociski nie leciały nad Zatoką Perską, gdzie rozmieszczone są najsilniejsze środki obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej USA i Arabii Saudyjskiej. Do tej pory ani Waszyngton, ani Rijad nie opublikowały dowodów, które potwierdzałyby, skąd dokonano sobotnich ataków na saudyjskie rafinerie. Rządy obu państw publicznie podważyły jednak wersję o tym, że ataki przeprowadzono z terytorium Jemenu, jak twierdzili zaangażowani w tamtejszy konflikt zbrojny rebelianci Huti. Źródło CNN zaznaczyło, że „nie ma absolutnie żadnej przesłanki, która wskazywałaby, że pociski zostały wystrzelone z południa, a już zwłaszcza z miejsca tak odległego jak Jemen”. Źródło przekazało CNN, że amerykańscy eksperci ds. systemów broni przybyli do Arabii Saudyjskiej, by pomóc w śledztwie prowadzonym przez tamtejsze władze oraz by ustalić, jak wiele pocisków uderzyło w obie rafinerie oraz jakiej były konstrukcji. Ma to pomóc w określeniu pochodzenia użytej w nich technologii i jej przynależności do któregoś z krajów. Zadanie to może okazać się łatwiejsze, niż sądzono, ponieważ nie wszystkie pociski dosięgły celów i ich szczątki znaleziono na pustyni. Inne źródło, na które powołuje się telewizja, a które rozmawiało z saudyjskimi władzami, poinformowało, że przynajmniej część wykorzystanych w ataku pocisków znana jest pod nazwą Kuds-1.

Iran może stać za atakami na saudyjskie rafinerie. Rijad dołącza do misji ochrony żeglugi

Doniesienia CNN

Huti zaprezentowali tę broń na targach w lipcu. Według niektórych ekspertów pociski te wykorzystano w czerwcowym ataku na lotnisko w Absze na zachodzie Arabii Saudyjskiej; rannych zostało wówczas 26 osób. Zdaniem ekspertów Kuds-1 prawdopodobnie oparty jest na irańskiej konstrukcji i przypomina pocisk manewrujący produkcji irańskiej – Sumar. Specjaliści ds. uzbrojenia twierdzą, że Huti niemal na pewno nie mieli wiedzy technicznej, pozwalającej na samodzielne prace nad ta bronią. Ponadto zasięg Kurds-1 jest zbyt mały, a silnik pocisku zbyt paliwożerny, by ten mógł pokonać aż 1,3 tys. km między Jemenem a zaatakowanymi w sobotę rafineriami w Arabii Saudyjskiej.

Jakóbik: Czy będzie interwencja w Iranie?