Marszałkowski: Naftowa zagadka z drugim dnem

3 stycznia 2020, 07:30 Energetyka
łukaszenko putin
Prezydenci Białorusi i Rosji: Aleksander Łukaszenko (L) i Władimir Putin (P), fot. Kancelaria Prezydenta Federacji Rosyjskiej

Los rozmów naftowych Białoruś-Rosja nie został rozstrzygnięty z końcem roku. Zagadkowe rozmowy na temat dostaw ropy wydają się być powiązane z innymi kwestiami, wokół których panuje zagadkowa cisza – pisze Mariusz Marszałkowski, redaktor BiznesAlert.pl.

Tajemnicze rozmowy Rosja-Białoruś

Ostatnie dni grudnia ubiegłego roku były intensywnym czasem w relacjach białorusko-rosyjskich. Szczególną uwagę polityków i ekspertów zwracały aspekty energetyczne, zarówno związane z ropą, jak i z gazem. Wszystko to razem „spinała” ożywiona dyskusja oraz negocjacje związane z pogłębieniem integracji Białorusi i Rosji.

Tłem określonych wydarzeń jest koniec umów zarówno przesyłowych jak i zakupowych na rosyjskie surowce energetyczne, który wypada 1 stycznia 2020 roku. Do tego czasu oczekiwano znalezienia satysfakcjonującego rozwiązania dla obu stron. Jest to o tyle trudne, że oczekiwania te nie są ze sobą całkowicie zbieżne. Białoruś oczekuje preferencyjnych warunków cenowych na gaz oraz ropę, korzystnego kredytowania białoruskiej gospodarki przez Rosję oraz dochodów z przesyłu surowców na zachód. Rosja oczekuje głębokiej integracji politycznej Białorusi, z przyjęciem wspólnego systemu podatkowego, walutowego oraz ustanowienia nowych, wspólnych dla dwóch podmiotów, ośrodków władzy centralnej z parlamentem i rządem na czele.

Dla prezydenta Białorusi jest to sytuacja nie do zaakceptowania w obecnej konstelacji politycznej. Łukaszenko podpisując 8 grudnia 1999 roku umowę integracyjną liczył, że w niedalekiej przyszłości zastąpi schorowanego i niedomagającego Borysa Jelcyna na stanowisku prezydenta zintegrowanego państwa związkowego Rosji i Białorusi. 21 dni później sytuacja zmieniła się diametralnie, gdyż zamiast Łukaszenki, prezydentem Federacji Rosyjskiej został młody i energiczny Władimir Putin. Potem relacji Białorusi i Rosji nie można było nazwać partnerskimi, a ich przebieg warunkowały różne wydarzenia polityki zewnętrznej, takie jak rozszerzenie NATO o państwa bałtyckie, rozszerzenie na wschód Unii Europejskiej, powstanie programu Partnerstwa Wschodniego itp. Jedynym obszarem względnie dobrej współpracy były kwestie obrony i bezpieczeństwa. Rosja traktuje Białoruś jako swoją zachodnią rubież, Białoruś natomiast zyskuje na takim traktowaniu, względnie nowoczesnym i tanim (subsydiowanym) uzbrojeniem. Jednakże i w tej współpracy są rysy, gdyż Łukaszenko konsekwentnie odrzuca pomysły związane ze zwiększeniem militarnej obecności rosyjskich sił zbrojnych na terytorium Białorusi w celu „obrony przed agresją wojsk NATO”, argumentując to koniecznością stawiania w aspekcie obronnym na białoruskie siły zbrojne.

Obecnie, Łukaszenka we wspólnym państwie związkowym może zostać jedynie prowincjonalnym gubernatorem, zależnym od Putina zarówno ekonomicznie, jak i politycznie. Rozmowy o dalszej integracji pomiędzy Putinem a Łukaszenką, odbywające się najpierw 7 grudnia w Soczi, a potem 20 grudnia w Petersburgu, nie przyniosły przełomowych rezultatów. Z perspektywy energetycznej, więcej konkretów padło po spotkaniu 20 grudnia.
Aleksandr Łukaszenka stwierdził, że doszli do wstępnego porozumienia odnośnie kwestii ropy i gazu. Wolumeny wynoszą ok. 20 mld m sześc. w przypadku gazu oraz 24-25 mln ton w przypadku ropy naftowej. Okazało się jednak, że nie wszystko wygląda tak pozytywnie, jak pierwotnie się wydawało.

Gazowy Reżim Kryzysowy

Dwa ostatnie dni 2019 roku upłynęły pod znakiem intensywnych kontaktów telefonicznych i spotkań pomiędzy Łukaszenką i Putinem, ale również urzędników ministerstw i urzędów różnych szczebli.

30 i 31 grudnia Łukaszenka odbył rozmowy telefoniczne z prezydentem Putinem, premierem Miedwiediewem oraz ministrem energetyki Nowakiem. Ostatniego dnia roku, prezydent Białorusi odbył kryzysowe spotkanie z przedstawicielami państwowych zakładów petrochemicznych, nakazując im przygotowanie się na sprowadzanie ropy innymi źródłami niż z Rosji, tj. koleją z portów bałtyckich bądź rewersem ropociągu Przyjaźń z Polski. Tego samego dnia odbyło się również nadzwyczajne spotkanie w siedzibie białoruskiego MSZ z ambasadorem Federacji Rosyjskiej na Białorusi, Dimitrijem Mezencewem. W wyniku tych spotkań, na kilka godzin przed końcem roku udało się podpisać porozumienie dotyczące dostaw rosyjskiego gazu na Białoruś. Brak jednak szczegółowych detali dotyczących wolumenów. Z informacji białoruskiego portalu Tut.by wiadomo natomiast, że umowa została podpisana na okres jednego roku, jednak formuła cenowa obowiązuję tylko w dwóch pierwszych miesiącach bieżącego roku i szacowana jest na 127 dolarów za tysiąc m sześc.

Cena ta jednak w rzeczywistości nie jest taka sama. Od początku 2019 roku obowiązuje tzw. manewr podatkowy rozłożony na pięć lat. Manewr ten polega na stopniowym znoszeniu ceł eksportowych na produkty ropopochodne, ropę oraz gaz, i podwyższaniu w tym samym czasie podatków od wydobycia. Białoruś do tego czasu korzystała z preferencyjnych stawek celnych na ropę, przez co jej rafinerie mogły zarabiać na eksporcie produktów petrochemicznych. Od stycznia 2020 weszły kolejne zmiany związane z wyżej wspomnianym manewrem. Gaz natomiast był tańszy.

Dodatkowo, cena ta jest zamrożona jedynie do końca lutego i będzie wymagała dalszych negocjacji. Zgodnie ze słowami Łukaszenki, Gazprom oczekuję ceny w wysokości 152 dolarów i będzie ona tyle wynosić, jeżeli Mińsk nie zgodzi się na poszerzenie integracji.

Naftowa niewiadoma

Jeszcze bardziej niejasna jest kwestia dostaw ropy na Białoruś. Dotychczas z informacji Interfax wynikało, że strony są zgodne co do wolumenu, tj. 24 mln ton w 2020 roku, natomiast cena zostanie ustalona zgodnie z matrycą manewru podatkowego Rosji. Kommiersant donosi, że Białorusini pod koniec roku usztywnili stanowisko związane z ceną samego surowca. Dlatego wciąż nie ma nowej umowy na dostawy ropy do białoruskich rafinerii. Taki impas może wynikać również z typowo negocjacyjnych aspektów, związanych z opłatami za przesył ropy na zachód.

Białoruski operator przesyłowy Belnefekthim w ubiegłym roku dwukrotnie sygnalizował konieczność wzrostu o ponad 20 procent opłaty na przesył rosyjskiej ropy na zachód. Pierwszy raz w lipcu, w wyniku kompensacji strat wynikających z działania manewru podatkowego, drugi raz pod koniec września ze względu na brak możliwości przepompowania zakontraktowanej ilości ropy w wyniku zanieczyszczenia mającego miejsce w ropociągu Przyjaźń pod koniec kwietnia. Strona rosyjska kategorycznie odrzuciła takie żądania, ogłaszając, że podwyżka opłaty tranzytowej może mieć miejsce dopiero od 1 stycznia 2020 i tylko maksymalnie o 7 procent. W sierpniu doszło jednak do porozumienia i uzgodniona została podwyżka opłaty przesyłowej o 3,7 procent od września. Zestawiając to z późniejszymi komunikatami, mówiącymi o konieczności podwyższenia opłaty o 21 procent, prawdopodobne wydaje się więc, że oś sporu leży nie tylko w cenie samej ropy dla białoruskich rafinerii, ale również w kwestii opłaty za jej tranzyt przez terytorium Białorusi.

31 grudnia Rosjanie w wyniku białoruskich żądań ogłosili przekierowanie ropy przeznaczonej na białoruski rynek do portów eksportowych nad Bałtykiem i Morzem Czarnym, a także zwiększenie przerobu ropy we własnych rafineriach.

Noworoczne dysputy między Rosją a Białorusią o dostawy i tranzyt ropy stają się już niejako pewną tradycją, jednak tegoroczny spór został poszerzony o kwestie polityczne i integracyjne. Powoduje to strach nie tylko w szeregach zachodnich sąsiadów Białorusi, ale zapewne także u samego Aleksandra Łukaszenki, który musi drżeć o władzę.