font_preload
PL / EN
Alert 26 lipca, 2017 godz. 14:00   
REDAKCJA

Sankcje mogą uderzyć w Nord Stream 2. Rosja krytykuje działania USA

gazociąg gaz rurociąg infrastruktura gazprom nord stream Rury Nord Stream. fot. Gazprom

Pięć firm z Unii Europejskiej, biorących udział w rosyjskim projekcie budowy gazociągu Nord Stream 2, może zostać objętych nowymi sankcjami, które zostały zaakceptowane przez Kongres. Zdaniem Moskwy przyjęcie przez Izbę Reprezentantów projektu ustawy to świadomy wybór wrogów Rosji w Stanach Zjednoczonych, który negatywnie wpłynie na normalizację stosunków dwustronnych.

W opinii wiceprzewodniczącego Demokratów w Izbie Reprezentantów Eliota Engela „obecna administracja wielokrotnie pokazała, że chce zbliżyć się do Władimira Putina. Ale prawda jest następująca: Putin nie jest naszym sojusznikiem”.

Zanim projekt ustawy trafi do Donalda Trumpa, musi ponownie zostać przegłosowany przez Senat, co najprawdopodobniej nastąpi w sierpniu.

Według EU Observera można przypuszczać, że amerykański prezydent nie zdecyduje się na weto, ponieważ większość w Kongresie mogłaby je odrzucić.

Sankcjami mają być objęte spółki uczestniczące w projektach, w których rosyjskie podmioty posiadają co najmniej 33 procent. To oznacza, że niemieckie spółki Uniper i Wintershall, austriacki OMV, francuskie Engie oraz brytyjsko-holenderski Shell znajdą się w trudnej sytuacji.

Jedno z anonimowych źródeł EU Observera uważa za mało prawdopodobne, aby wspomniane spółki natychmiastowo odczuły skutki nowych regulacji, ale powinny je traktować jako zagrożenie.

Węgierski dyplomata András Simonyi określił działania Waszyngtonu jako „poważne”. Uważa on, że inwestorzy Nord Stream 2 powinni spodziewać się ostrego sprzeciwu.

Jego zdaniem wspomniana ustawa, która dotyczy m.in. Nord Stream 2, „jest wiadomością do Unii Europejskiej, że krótkoterminowe interesy korporacyjne nie mogą zastąpić strategicznych interesów odnoszących się do bezpieczeństwa”.

Konsorcjum Nord Stream 2 AG odmówiło komentarza na temat „toczącego się procesu legislacyjnego”. Natomiast wcześniej rzecznik spółki stwierdził, że nowe sankcje uderzą głównie w Unię Europejską, jej obywateli i europejskie firmy.

Amerykańskie sankcje mogą mieć drugie dno

Według Rema Kortewega, eksperta Clingendael Institute, gazociąg Nord Stream 2 „jest bardzo wątpliwym projektem”, który może pozbawić Ukrainę roli państwa tranzytowego dla dostaw rosyjskiego gazu do Europy, pozbawiając ją dochodów z tytułu opłat tranzytowych. Jego zdaniem byłby to cios w ukraińską gospodarkę i jednocześnie podważałoby to politykę Unii Europejskiej względem Kijowa. Jak zaznacza Korteweg, skomplikowane stanowisko Europy w sprawie Nord Stream 2 jest efektem zaangażowania się w projekt kilku czołowych spółek energetycznych, które mogą skorzystać z gazociągu, podczas gdy kilka państw z Europy Środkowo-Wschodniej, podobnie jak Ukraina, straci możliwość otrzymywania opłat tranzytowych. Zaznaczył jednak, że Bruksela gwałtownie zareagowała na nowe sankcje, oskarżając Stany Zjednoczone m.in. o ingerencję w jej wewnętrzny rynek energii. Ekspert podejrzewa, że jednym z ukrytych zamiarów nowej legislacji jest chęć zmniejszenia deficytu handlowego między USA a Unią Europejską. W tym celu mogłyby zostać wykorzystane dostawy LNG, a dzięki nowym ograniczeniom amerykańskie paliwo stałoby się atrakcyjniejsze od surowca dostarczanego rurociągami przez Rosjan.

W podobnym tonie wypowiedział się w rozmowie z agencją RIA Novosti prezes Wintershallu (partnera Gazpromu przy budowie Nord Stream 2 – przyp. red.) Mario Meren. Jego zdaniem sankcje nie powinny być wykorzystywane do promowania swoich interesów gospodarczych np. dla sprzedaży amerykańskiego LNG. Podkreślił, że Winttershall jest przeciwnym nowym regulacjom. Jego zdaniem współpraca między Europą a Rosją w obszarze dostaw surowców energetycznych powinna być przez nie określana a nie przez strony trzecie.

Sankcje nie wpłyną na dostawy rosyjskiego gazu do Europy

Z kolei w wypowiedzi dla The Wall Street Journal prof. Alan Riley z londyńskiego Institute for Statecraft stwierdził, że jeżeli sankcje są kierowane w szczególności na Nord Stream 2, to nie będą miały istotnego wpływu na przesył rosyjskiego gazu do Europy. Przy czym prawdą jest, że szeroko sformułowane w projekcie ustawy sankcje przeciwko rosyjskim rurociągom eksportowym dają pewną dowolność w stosowaniu ich przez amerykańskiego prezydenta. W rzeczywistości każde tzw. executive order, które miało wpływ na nałożenie sankcji, musiałyby być blisko powiązane z Nord Stream 2.

Zdaniem wspomnianego wcześniej Kortewega, jeżeli Trump podpisze ustawę i użyje sankcji względem Nord Stream 2, doprowadzi do napięć z Komisją Europejską, a także z Niemcami oraz pozostałymi państwami członkowskimi Unii Europejskiej.

Amerykańskie sankcje mogą poróżnić Europę

Podobnego zdania jest Judy Dempsey, analityk Carnegie Europe. Według niej nowe sankcje wpłyną również na relację na linii Bruksela – Waszyngton. Ponadto odbiją się na stosunkach między państwami członkowskimi samej Unii Europejskiej. Jej zdaniem głosowanie z 25 lipca może negatywnie wpłynąć na jedność, jaką Europa oraz Stany Zjednoczone prezentowały dotychczas w sprawie sankcji wobec Rosji za jej nielegalną aneksję Krymu w marcu 2014 roku oraz późniejszą inwazję Kremla na wschodzie Ukrainy. Według Dempsey może się okazać, że Rosja skorzysta na transatlantyckim konflikcie. Przegranymi mogą natomiast okazać się europejskie spółki, a przede wszystkim europejska jedność.

Jak zaznacza ekspertka Carnegie Europe, zatwierdzone przez Kongres nowe sankcje, które w założeniu miały być odpowiedzią na rosyjskie próby wpływania na wybory w 2016 roku, zaostrzą również stosunki Waszyngtonu z Moskwą i doprowadzą do nieprzyjemnej kłótni.

Rosja: Sankcje to świadomy wybór wrogów Moskwy w USA

Na odpowiedź Rosjan nie trzeba było długo czekać. Tamtejszy wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow nazwał przyjęcie przez Izbę Reprezentantów projektu ustawy o zaostrzeniu sankcji „poważnym krokiem w kierunku zniszczenia perspektyw normalizacji stosunków dwustronnych”. Jego zdaniem to, co stało się w Waszyngtonie, „nie mieści się w granicach zdrowego rozsądku”.

Zaznaczył przy tym, że można było się spodziewać takiego rozstrzygnięcia. Według niego już wkrótce ustawa trafi do podpisu przez prezydenta Donalda Trumpa.

Podkreślił, że Moskwa „nie będzie ulegała emocjom” i nadal będzie poszukiwała kompromisu w kwestiach, które są istotne dla obu stron, wymieniając przy tym walkę z terroryzmem oraz rozprzestrzenianiem broni masowego rażenia.

Rosyjska dyplomacja uważa przyjęcie wspomnianego projektu ustawy za świadomy wybór wrogów Rosji w Stanach Zjednoczonych.

– Odpowiednio będziemy postrzegać dzisiejszą Amerykę. Waszyngton to źródło zagrożenia. Należy to zrozumieć i działać w sposób zrównoważony, spokojny i rozsądny – powiedział Riabkow.

Według niego Rosja nie raz informowała USA o możliwych środkach odwetowych za nałożone sankcje i liczy, że ta wiadomość trafiła do adresatów w Waszyngtonie.

Głos  zabrał również rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow. Stwierdził, że Kreml powstrzyma się od oceny nowych sankcji do czasu przeprowadzenia ich szczegółowej analizy. Zaznaczył przy tym, że na razie mowa jest tylko o projekcie ustawy. Ostateczną decyzję w sprawie oficjalnego stanowiska Rosji w tej sprawie ma podjąć Władimir Putin.

– Obecnie można powiedzieć, że z punktu widzenia stosunków rosyjsko-amerykańskich oraz perspektyw ich rozwoju, są to bardzo smutne wiadomości. Są one równie przygnębiające z punktu widzenia prawa międzynarodowego oraz międzynarodowych stosunków handlowych. Na razie tylko tyle wiemy o tym projekcie. Jeszcze raz pragnę powtórzyć, że musi jeszcze dojść do głosowania w Senacie. Poczekajmy, kiedy projekt stanie się ustawą – zakończył Pieskow.

AKTUALIZACJA: 26.07.2017 r. godz. 15:57

AKTUALIZACJA: 26.07.2017 r. godz. 16:39

EU Observer/Euractiv.com/The Wall Street Journal/TASS/RIA Novosti/Piotr Stępiński