font_preload
PL / EN
Energetyka Środowisko Węgiel 23 września, 2019 godz. 18:15   
KOMENTUJE: Bartłomiej Sawicki

Sawicki: Więcej wizji mniej telewizji o klimacie

Siedziba ONZ w Nowym Jorku. Źródło: Flickr Siedziba ONZ w Nowym Jorku. Źródło: Flickr

Elektryczne Gitary śpiewały kiedyś: „Wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest”. To idealne określenie położenia, w którym znalazła się globalna polityka klimatyczna. Nikt z wielkich emitentów CO2 nie zrobi pierwszego kroku w kierunku redukcji CO2, jeśli jego globalny konkurent nie zrobi tego pierwszy. Wojna handlowa między USA a Chinami, która kładzie się cieniem na polityce klimatycznej, dodatkowo podszyta jest populizmem i drobnymi uszczypliwościami z obu stron. Widać wyraźnie, że zniknął duch porozumienia klimatycznego, a jego wywoływanie nie przynosi rezultatów – pisze Bartłomiej Sawicki, redaktor portalu BiznesAlert.pl.

23 września w Nowym Jorku ruszył szczyt klimatyczny. Jego celem jest wypracowanie kolejnego punktu porozumienia klimatycznego z 2015 roku o ograniczeniu wzrostu temperatur na świecie do 1,5 stopnia. Kraje, które podpisały porozumienie klimatyczne sprzed czterech lat, zobowiązały się do podjęcia ambitniejszych celów klimatycznych w 2020 roku. Żaden z krajów, będących największym emitentami CO2, nie kwapi się jednak do wyjścia przed szereg.

Czas na konkrety

Na mocy porozumienia paryskiego z 2015 roku, kraje zobowiązały się do opracowania nowych, ambitniejszych planów klimatycznych w 2020 roku. – Jak dotąd brakuje im ambicji potrzebnych do skutecznego zwalczania globalnego ostrzeżenia pomimo nasilającego się kryzysu klimatycznego, w wyniku którego topnienie lodowców na Grenlandii jest szybsze niż przewidywano. Płoną lasy w Amazonii, obserwujemy również burze tropikalne na Karaibach – czytamy na stronach ONZ. Ostatnia analiza ONZ pokazuje, że jeśli teraz zostaną podjęte działania, możemy zmniejszyć emisję Co2 w ciągu 12 lat i utrzymać wzrost średniej globalnej temperatury do poziomu poniżej 2 °C, a nawet, zgodnie z najnowszymi badaniami, do 1,5 °C powyżej poziomu ery przemysłowej.

– Na szczęście mamy porozumienie paryskie – wizjonerskie, realne, przyszłościowe ramy polityczne, które dokładnie określają, co należy zrobić, aby zatrzymać zakłócenie klimatu i odwrócić jego wpływ. Sama umowa nie ma jednak znaczenia bez ambitnych działań – czytamy w stanowisku ONZ.

Co ustalono w Paryżu?

Podczas przełomowego szczytu klimatycznego w Paryżu w 2015 roku, kluczowym ustaleniem było utrzymanie wzrostu globalnych, średnich temperatur na poziomie poniżej 2 °C ponad poziom przedindustrialny. Podkreślono także potrzebę kontynuowania wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu temperatur do 1,5 stopnia. Ponadto, aby osiągnąć długoterminowy cel ograniczenia wzrostu temperatur, państwa, które podpisały porozumienie, mają dożyć szczytu emisji gazów cieplarnianych „tak szybko, jak to możliwe. Uznano, że dla krajów „rozwijających się” nastąpi to później. Państwa mają dokonywać szybkiej redukcji emisji, a w drugiej połowie stulecia osiągnąć równowagę pomiędzy antropogenicznymi źródłami emisji a pochłanianiem gazów cieplarnianych, a więc neutralność klimatyczną. Oznacza to ograniczenie emisji CO2 w przemyśle, transporcie i energetyce oraz zrównoważenie emisji, poprzez zwiększanie pochłaniania np. przez lasy. Porozumienie nie zawiera sztywnych dat ani poziomów dla poszczególnych krajów. Dla jednych była to zbyt wysoka cena sukcesu, dla drugich szansa na wspólne działanie na rzecz zmian klimatu.

Kto emituje najwięcej?

Autorzy badania mówią o wzroście emisji CO2 z paliw kopalnych w dwóch kolejnych latach – o 1,6 procent w 2017 roku oraz o 2,7 procent w 2018 roku. Z raportu Global Carbon Budget 2018 wynika, że tylko czterej najwięksi emitenci CO2 – Chiny, USA, Unia Europejska i Indie – odpowiadają za ponad 56 procent całkowitej emisji w ostatniej dekadzie. Dwadzieścia najbardziej rozwiniętych krajów na świecie (członkowie G20) odpowiada już za 78 procent. Chiny odpowiadają za ok. 27 procent emisji.
Łączna emisja z krajów G20 wzrastała o 2,1 procent rocznie od 2004 do 2014 roku. Od 2014 do 2016 roku poziom emisji pozostawał względnie stały, a w 2017 roku miał wzrosnąć o ok. 1 procent. Czy w 2018 roku było lepiej? Nie. USA, drugi co do wielkości (po Chinach) emitent dwutlenku węgla, zwiększył emisję o 3,4 procent w 2018 roku – mimo, że w trzech ostatnich latach odnotowano spadek.

Emisje CO2 na świecie. Źródło: Emissions Gap Report 2018

Emisje CO2 na świecie. Źródło: Emissions Gap Report 2018

Co się więc stało od 2015 roku, że mimo szumnych deklaracji emisje CO2 rosną? Nie ma jednej odpowiedzi, ale do nich należy zaliczyć sceptyczne nastawienie prezydenta USA Donalda Trumpa wobec porozumienia klimatycznego. Jego zdaniem, to porozumienie zablokuje rozwój USA względem innych krajów, takich jak Chiny. Drugim największym problemem jest postawa Chin. Kilka dni przed szczytem klimatycznym agencja Reuters poinformowała, że chińskie projekty energetyczne opalane węglem wynoszą obecnie 226,2 GW, co jest najwyższym poziomem na świecie i ponad dwukrotnie większym, niż nowe moce w Indiach. Jedynym regionem, który narzuca na siebie ambitną politykę klimatyczną jest Unia Europejska – odpowiada za ok. 10 procent emisji CO2.

Polska wszystkiemu winna?

Polska wyemitowała w 2017 roku 326,6 mln ton, co w skali świata stanowi 0,9 procent. CO2. Plasuje nas to na 21 miejscu na świecie. Z badań Eurostatu wynika, że sama UE, do której należy Polska, obniżyła emisję średnio o 2,5 procent. W Polsce jednak emisje wzrosły o 3, 5 procent. To efekt rozwijającej się gospodarki, która zasilana jest energią pochodzącą w 76 procentach z węgla.

Przed rozpoczęciem szczytu prezydent Francji oskarżył Polskę o blokowanie walki ze zmianami klimatu i realizacji unijnej polityki klimatycznej. W odpowiedzi wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański stwierdził, że Polska swoim zaangażowaniem w COP24 pokazała, że podchodzi poważnie do problematyki klimatycznej. Zaznaczył jednak, że zanim na poziomie europejskim zostaną podjęte decyzje w sprawie neutralności klimatycznej, Polska oczekuje jasnych zasad podziału obciążeń. Chodzi o polskie veto podczas czerwcowego posiedzenia Rady UE. Polska zawetowała osiągnięcie neutralności klimatycznej UE do 2050 roku. Kilka dni później wiceminister energii Tomasz Dąbrowski oznajmił, że „prawdopodobnie” do końca tego roku poprze cel zerowej emisji netto dla UE do 2050 roku. Dodał, że kwestią sporną są rekompensaty kosztów społecznych. Powiedział, że odejście polskiej energetyki od węgla kosztowałoby Polskę ok. 900 mld zł, przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności sieci. Polskie veto miało dać nam czas na negocjacje koniecznych funduszy. Problem jednak polega na tym, że UE była zajęta powstaniem nowej Komisji. Czy więc nie było czasu na rozmowy? Projekt neutralności energetycznej pojawił się jeszcze przed grudniową Konferencją Klimatyczną w Katowicach. Pytanie brzmi: czy Polska rozpoczęła wówczas rozmowy o pakiecie rekompensat? Odpowiedź na to pytanie pozostaje otwarta.

Emisje CO2 w UE w 2018 r. Źródło: Eurostat

Emisje CO2 w UE w 2018 r. Źródło: Eurostat

Polska wyemitowała w 2018 roku faktycznie mniej CO2 niż Francja, która w 75 procentach opiera swoją energetykę o dziedzinę jądrową. Jednak ta sama Polska chce inwestować w atom i w morską energetykę wiatrową, aby podobnie jak Francja, ograniczać emisję CO2. Problem polega jednak na tym, że coraz wyższe ograniczenia dla energetyki węglowej czy rosnące koszty emisji CO2 utrudniają polskiej energetyce oszczędzanie na inwestowaniu w nowe technologie. Powstanie więc kwadratura koła. Francja zamiast pouczać Polskę, powinna razem z Warszawą poszukać optymalnego finansowania transformacji energetycznej. Francja w okresie protestów żółtych kamizelek sama przekonała się jak to jest ważne. Wówczas protesty były spowodowane tzw. opłatą emisyjną.

Biorąc pod uwagę nieobecność Donalda Trumpa, wciąż trwającą wojnę handlową między Chinami i USA, co przekłada się na traktowanie polityki klimatycznej jako drugorzędnej, czy wreszcie animozje w samej UE, może oznaczać, że szczyt w Nowym Jorku, poza ambitnymi obietnicami, nie przyniesie konkretnych zapisów w kontekście celów klimatycznych po 2020 roku. Z czym Polska jedzie na szczyt? Jednym z filarów ma być pochłanianie CO2 przez lasy czy elektromobilność. Jednak ten rodzaj transportu rozwija się w Polsce głównie w transporcie zbiorowym. Co więcej, cieniem na polską strategię negocjacyjną kładzie się budowa elektrowni węglowej po 2020 roku, a dokładnie Elektrowni Ostrołęka C. Zdaniem António Guterresa, Sekretarza Generalnego ONZ, po 2020 roku kraje powinny przestać budować i wspierać nowe bloki węglowe.