Sikorski: Gazprom nas ograł (ROZMOWA)

24 stycznia 2022, 07:25 Atom
Fot. Radosław Sikorski/Facebook. Grafika: Gabriela Cydejko.
Fot. Radosław Sikorski/Facebook. Grafika: Gabriela Cydejko.

– Wygląda na to, że Gazprom nasz PGNiG koncertowo ograł, a skutki tego płacą polscy przedsiębiorcy i polscy konsumenci – przekonuje Radosław Sikorski z Koalicji Obywatelskiej w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Czy należy spodziewać się ofensywy wojskowej na Ukrainie? Czy sygnały o gromadzeniu wojsk to raczej straszenie, czy już faktycznie przygotowania do działań?

Radosław Sikorski: Tego nikt nie wie poza Władimirem Putinem, a może nawet on sam jeszcze nie zdecydował. Z tego co się słyszy to prawie wszystkie przygotowania do operacji wojskowej zostały wykonane: koncentracja wojsk poprzedzona próbą generalną na wiosnę, atak cybernetyczny, dwie nieudane prowokację, żeby mieć pretekst do inwazji. Najpierw minister Szojgu mówił coś o broni chemicznej amerykańskiej w Donbasie, a potem Amerykanie ostrzegli świat przed prowokacją      nieznanych sprawców, być może krzyżując plany Władimira Putina, który zresztą teraz już nie może wykorzystać elementu zaskoczenia. Na drugiej szali jest to, że opinia rosyjska zdaje się nie być przygotowywana do wojny w mediach państwowych, ale to może być też wynikiem kalkulacji, że takie rosyjskie Gliwice mogą być odpowiednim pretekstem do powiedzenia: ’’no nie chcieliśmy atakować Ukrainy, ale teraz musimy’’. Nie należy wykluczać agresji, ale wojskowi z którymi rozmawiam mówią, że 130 a nawet 150 tys. żołnierzy na granicy to za mało na podbicie całej Ukrainy.

Czy w takim razie pętla energetyczne, o której mówi prezydent Wołodymyr Załeński to inne narzędzie, którego można używać nawet bez wypowiedzenia wojny?

Myśmy ostrzegali naszych niemieckich sojuszników, że jedynym celem Nord Stream i Nord Stream 2 jest właśnie to, czyli pozbawienie Ukrainy dochodów z przesyłu i możliwości dostarczenia gazu klientom w Europie Zachodniej przy przykręceniu Jamału i Drużby dla klientów w Europie Środkowej.

Czy w obliczu tego zagrożenia oraz kryzysu energetycznego Zachód reaguje adekwatne do zagrożenia? Czy ma jednolite stanowisko?

Tu kluczowe są oczywiście Niemcy. Zieloni zanim weszli do rządu byli krytykami Nord Stream 2, ale zdaje się, że im wytłumaczono, że przez interesy ekonomiczne przemysłu niemieckiego są ważniejsze niż interes strategiczny całej Unii Europejskiej, a w szczególności wschodniej flanki. Rząd niemiecki zdaje się być podzielony w tej sprawie.

Tymczasem rosyjski Kommiersant sugeruje, że Gazprom powinien dalej przykręcać kurek z gazem Europie, bo sprzeda więcej gazu, podpisze nowe kontrakty długoterminowe. Jak w takim razie powinny działać kraje europejskie w tym Polska, której niebawem kończy się kontrakt z Rosjanami?

Jestem od jakiegoś czasu zwolennikiem nie tylko unii energetycznej, ale wręcz unii gazowej. Rosjanie próbują z pozycji quasi monopolisty dyktować ceny różnym krajom, a przecież my jesteśmy największym konsumentem rosyjskiego gazu. Nie uważam się za specjalistę w tej dziedzinie, ale wiem, że inny surowiec energetyczny, czyli uran jest kupowany przez Komisję Europejską w imieniu wszystkich państw członkowskich, potem jest rozdzielany wedle potrzeb na państwa członkowskie, dzięki czemu mamy bezpieczeństwo energetyczne, to jest pewność dostaw po konkurencyjnej cenie. Gdybyśmy to samo zrobili z gazem to dostalibyśmy pewniejsze i tańsze dostawy.

Czy w kontekście tego co się dzieje Polska powinna podpisywać nowy kontrakt z Rosją i schodzić ze ścieżki dywersyfikacji, która wydaje się droższa w dobie kryzysu energetycznego, czy robić swoje?

Myśmy obecnemu rządowi dali wspaniałe narzędzie wielkim wysiłkiem. Podczas dwóch kadencji zbudowaliśmy terminal gazowy LNG w Świnoujściu, a rząd PiS-u przybił do niego tabliczkę z imieniem Lecha Kaczyńskiego, ale został on od pierwszej łopaty do ostatniego kurka zbudowany za rządu PO-PSL. Celem terminalu było to, aby kolejny kontrakt z Rosjanami móc podpisywać bez szantażu, z możliwością dywersyfikacji dostaw. Chcieliśmy, żeby ceny były niższe w kontraktach długofalowych, ale zdaje się, że koledzy z PiS-u poszli do kasyna i postanowili pospekulować na cenie gazu. Nie tylko na transakcjach spotowych, gdzie zdaje się też sobie nie poradzili, bo grali na spadki, a ceny poszły do stratosfery. Mówię o tym, że zmienili formułę cenową tak, jakby spotowe ceny zawsze miały być niższe, a przecież na rynkach to nie było gwarantowane.  Premier Waldemar Pawlak, który śledzi te sprawy pilniej niż ja twierdzi, że w ciągu 18 miesięcy na zmianie tej formuły cenowej straciliśmy już 16 miliardów zł czyli 4 miliardy dolarów. Taki prezent PGNiG i rząd przekazał Władimirowi Putinowi.

Co w takim razie robić?

Byłem ministrem spraw zagranicznych, a nie energetyki czy przemysłu. Rozumiem, że to, co potrzebne jest gospodarstwom domowym w Polsce produkujemy z własnych źródeł, więc importujemy gaz dla przemysłu, przede wszystkim tego ciężkiego, bo to bodajże pięć dużych fabryk nawozów sztucznych. Nadal uważam, że molekuły gazu nie mają sierpów i młotów na swoich atomach, trzeba ten gaz kupować na najkorzystniejszych warunkach tylko tak rząd PiS-u nie potrafi, bo jak się mianuje czy to w stadninie koni, czy w spółkach skarbu państwa ludzi według lojalności partyjnej, a nie według kompetencji, to potem są rezultaty. Wygląda na to, że Gazprom nasz PGNiG koncertowo ograł, a skutki tego płacą polscy przedsiębiorcy i polscy konsumenci.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik