Zanieczyszczenie ujęć wód podziemnych zaopatrujących kilka miejscowości Dolnego Śląska ustępuje w sposób naturalny. Istotnym problemem staje się nie usuwanie objawów tego zanieczyszczenia, ale ich głębszych przyczyn. Jedna z nich jest poszanowanie prawa i jego przestrzeganie w strefach ochronnych tych ujęć, o czym nikt, nigdzie nie wspomina.
Sobotnie wydanie dolnośląskich mediów przynosi uspakajające wiadomości, co do rozszerzania się bakteriologicznego skażenia wód pitnych w Jordanowie i Ziębicach. Wrocławski Sanepid, który pobierał tam próbki wody orzekł, że teraz już nadaje się ona do spożycia, choć pod pewnymi warunkami. Podstawowym wymogiem jest jej przynajmniej dwu minutowe przegotowanie. O sytuacji w Mirsku, który jest niewielkim miasteczkiem w Zachodnich Sudetach na pograniczu z Czechami, brak wszelkich wiadomości o poprawie jakości wody z tamtejszych ujęć.
O tym, że sytuacja ta nie jest stabilna, świadczą złe wyniki badań bakteriologicznych ujęcia wód podziemnych w Żukowicach koło Głogowa, z którego dostarczana jest woda dla należącej do KGHM Huty Miedzi Głogów. Lokalne media podały, że obecnie trwają tam prace mające na celu przywrócenie jakości wody zgodnej z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 07 grudnia 2017 roku w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Huta Miedzi Głogów monitoruje sytuację na bieżąco i jednocześnie pozostaje w stałym kontakcie z Państwowym Powiatowym Inspektorem Sanitarnym w Głogowie. Nikt nie wie jednak, na czym polegają owe prace mające przywrócić stan używalności tej wody do wymagań zgodnych z przepisami. Dla Sanepid wystarczają bieżące badania jakości wody, nic więcej od instytucji tej nie można wymagać, gdyż właśnie do tego celu została ona powołana.
Leczymy skutki, nie przyczyny skażenia
Z dotychczasowego przebiegu skażenia ujęć wód podziemnych na Dolnym Śląsku wynika, że najważniejszym zadaniem jest przywrócenie jej jakości do normatywnych wymagań. Sugestia jest taka, że powtarzające się tego rodzaju wydarzenia za każdym razem będą podobnie zwalczane. Nie ulega wątpliwości, że jakość wód podziemnych wpływa na zdrowie tych, którzy je spożywają. Dlatego stosując medyczną profilaktykę, należy bardziej zwalczać przyczyny tego stanu, aniżeli jego objawy, co aktualnie akurat ma miejsce.
Ogólnie wiadomo, że przyczyną skażenia wód w wspomnianych miejscowościach jest dostanie się do nich bakterii kałowych typu coli. Można zapytać jak się one tam dostają? Też powszechnie wiadomo, że pochodzą one z naturalnych nawozów, ścieków, nieszczelnych rur kanalizacyjnych i z innych tego typu powodów. Jednak wspomniane ujęcia w których doszło do tego skażenia są obiektami konkretnymi, a nie ogólnymi. Dlatego warto dla nich przeprowadzić szczegółowa analizę pochodzenia tych zanieczyszczeń.
To jednak wymaga nakładów finansowych, liczonych w dziesiątkach i setkach tysięcy złotych, których gminom brakuje.
Strefy ochronne martwe w praktyce
Pewną wskazówką w kierunku bieżącego zapobiegania tego rodzaju skażeniom jest nieprzestrzeganie podstawowych przepisów bezpieczeństwa ujęć wód podziemnych określonych w prawie wodnym. Otóż przewidują one ustalenia dla nich stref ochronnych, które określają zakazy i ograniczenia mające zapobiegać właśnie takiemu skażeniu wody. Strefa ta składa się z dwóch części strefę ochrony bezpośredniej (TOB) , gdzie znajdują się najsurowsze ograniczenia i które bezpośrednio otaczają urządzenia poboru wody oraz strefę ochrony pośredniej (TOP) , która zawiera dodatkowy obszar działania. Pierwsza strefa dla studni wierconych wynosi 8 –10 m od urządzeń, a dla studni kopanych 15 – 20 m.
W tej pierwszej strefie obwiązują najsurowsze zakazy, które mogą zanieczyścić wodę. Pośrednią strefę ochrony wyznacza się indywidualnie dla każdego ujęcia osobno w zależności od miejscowych warunków hydrogeologicznych. Z reguły jej promień od ujęcia liczony jest w setkach metrów i ma zapewnić długotrwałą jakość wody pitnej. Strefy te ustanawiają Wody Polskie i miejscowy wojewoda.
Nic nie słychać, ani też nikt się tym nie interesuje, jak realizowane są te przepisy. I czy, aby ich ignorowanie nie jest przyczyną tych skażeń wód podziemnych. Jest zrozumiałe, że są to pytania niezręczne, na które zabraknie kompetentnych wypowiedzi. Tu można podzielić się odpowiedzialnością za zaistniała sytuacje, gdyż nikt dotąd nie zwracał na to żadnej uwagi. Istotnym problemem jest powrót do rygorów tego prawa i rozpoczęcie jego egzekwowania nie zważając na związane z tym koszta, gdyż chodzi tu o zdrowie, a nie tylko o pieniądze związane z nakładami na ten cel.
Adam Maksymowicz


