font_preload
PL / EN
Środowisko 28 czerwca, 2019 godz. 7:31   

Perzyński: Przestańmy wreszcie mylić smog i emisje CO2

smog

To świetnie, że temat polityki klimatycznej interesuje coraz szersze grono odbiorców i mają oni w tym obszarze coraz większe wymagania wobec klasy politycznej. Każdy kto ma zdrowy rozsądek intuicyjnie chce czystego powietrza i ograniczenia emisji, jednak żeby być świadomym wyborcą, trzeba zdawać sobie sprawę z istotnych różnic między tymi dwoma zagadnieniami i zapamiętać je raz na zawsze – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Oczywiście można zrozumieć dlaczego te dwa problemy są mylone – ich główną, choć niejedyną przyczyną jest spalanie węgla, obie te kwestie są szkodliwe dla planety i ludzi (choć oczywiście w różny sposób), i obie kwestie wymagają pilnych działań na poziomie krajowym i międzynarodowym. Jednak emisja emisji nierówna, dlatego warto sobie przyswoić dwa podstawowe pojęcia, by zrozumieć subtelną różnicę między emisją gazów cieplarnianych a emisją zanieczyszczeń; są to wysoka emisja oraz niska emisja. Niska emisja to przede wszystkim wydzielanie produktów spalania paliw stałych, ciekłych i gazowych do atmosfery ze źródeł znajdujących się na wysokości poniżej 40 metrów. Możemy do niej zaliczyć głównie emisję komunikacyjną oraz wynikającą z produkcji ciepła na potrzeby centralnego ogrzewania i ciepłej wody użytkowej w domach czy mieszkaniach. Wszystkie źródła emisji znajdujące się na wysokości powyżej 40 metrów zaliczamy do emisji wysokiej. Jak podaje Główny Instytut Ochrony Środowiska, stężenie szkodliwych substancji w jej przypadku jest o wiele mniejsze niż w przypadku niskiej emisji, którą należałoby uznać za główne źródło zanieczyszczeń powietrza i przyczynę smogu.

Zjawisko smogu towarzyszy polskim miastom i wsiom w zasadzie przez cały sezon grzewczy. Doszło nawet do tego, że na liście WHO 50 miast o najgorszej jakości powietrza, aż 35 z nich było w Polsce. Takie zanieczyszczenie środowiska jest zabójcze dla ludzi – powoduje wszelkie schorzenia układu oddechowego i układu krążenia, a nawet nowotwory. Według niektórych badań, krótki spacer w „smogowy” dzień jest porównywalnie szkodliwy do wypalenia kilku papierosów. Co roku w Polsce z powodu chorób wywołanych przez smog umiera około 40 tysięcy osób. Zjawisko to w znaczny sposób oddziałuje na średnią długość życia w naszym kraju – skraca je średnio o kilka miesięcy. Smog jest nie tylko groźny dla zdrowia, ale również dla gospodarki, dla której stanowi poważne obciążenie związane z koniecznością wydawania wielkich sum na służbę zdrowia, spadkiem efektywności pracy, z kolei na wsi smog zatruwa glebę, co ma oczywiste przełożenie na straty w plonach.

Jak można z tym walczyć? Rozwiązania są znane, ale kosztowne. Przyczyny smogu można wyeliminować walką z tzw. niską emisją – wprowadzić kampanie edukacyjne, wyższe normy jakości kotłów, którymi ogrzewane są mieszkania, ułatwić ich wymianę na „czysty” sprzęt przez system dotacji, inwestować w termomodernizację budynków, wprowadzić kary za umyślne zatruwanie powietrza na przykład przez palenie śmieci, albo zakaz wjazdu do centrów miast dla samochodów z najstarszymi silnikami diesla – niektóre sposobów są znane i już funkcjonują jako prawo, coraz widoczne są jednak sygnały, że nie są one egzekwowane w należyty sposób, tak, aby w jak najkrótszym czasie były jak najbardziej skuteczne. Przedstawiciele rządu zapowiadali zresztą, że przepisy wprowadzane dzisiaj dadzą efekt dopiero za około siedem lat.

To, co możemy zrobić we własnym zakresie i niezależnie od władzy, to przede wszystkim zrezygnować z jazdy samochodem na rzecz komunikacji miejskiej, czy bieżąco informować się o poziomie zanieczyszczenia w naszym bezpośrednim otoczeniu, co dzięki licznym aplikacjom mobilnym jest coraz łatwiejsze i bardziej wiarygodne; oczywiście nie zmniejszy to poziomu smogu, ale przynajmniej będziemy wiedzieć kiedy zamiast joggingu wybrać leniwy dzień przed telewizorem. Ponadto warto zainwestować z dobrą maskę antysmogową i domowy oczyszczacz powietrza. Najgorsze jest to, że problem smogu nie zaistniał wtedy, kiedy zaczęto robić pomiary albo o nim mówić – jest on z nami od bardzo dawna, tylko przez wszystkie lata myśleliśmy, że to tylko mgła, która przypadkowo dziwnie pachnie spalinami – całe życie żyliśmy w smogu i nawet o tym nie wiedzieliśmy. I niestety poniesiemy tego konsekwencje.

Dym unoszący się z kominów elektrowni nie jest bezpośrednio niebezpieczny dla ludzi, ale przyczynia się do globalnego ocieplenia, które już jest dla nas groźne – szalone burze, upały, i pożary lasów zaczynają być codziennością okresu letniego również w Polsce, ale to tylko niewielka część problemów, które wywołują zmiany klimatu. Wzrost globalnej temperatury naruszy delikatne ekosystemy i przyczyni się do wymiarania gatunków, topniejące lodowce podniosą poziom wody w morzach, susze mogą doprowadzić do nowych masowych migracji, a te z kolei mogą doprowadzić do nowych konfliktów.

Porozumienie paryskie mówi jasno, że aby powstrzymać wzrost temperatury na świecie, konieczne jest definitywne odejście od paliw kopalnych, przede wszystkim od węgla i ropy. Jest to gigantyczne wyzwanie szczególnie dla państw, które są od nich najbardziej uzależnione, jak Polska od węgla, ale też na przykład Arabia Saudyjska od ropy. Odejście od najbardziej emisyjnych źródeł energii na rzecz odnawialnych to jednak problem nie tylko finansowy, ale być może przede wszystkim techniczny, ponieważ nie jest jeszcze znany sposób na to, by ustabilizować system energetyczny oparty na samych źródłach odnawialnych. Jeśli ktoś coś takiego wynajdzie, może być pewny, że otrzyma nagrodę Nobla, bo rozwiąże tym samym lwią część zmartwień współczesnego świata.

I podobnie jak w przypadku smogu, również my sami możemy zmniejszyć nasz ślad węglowy – opanować się z jedzeniem mięsa, nie jeździć samochodem, jeśli nie jest to konieczne, oszczędzać energię, jeśli mieszkamy w domu jednorodzinnym, zainteresować się energetyką prosumencką. Wszystko to wymaga zmiany stylu życia, co nigdy nie jest łatwe ani przyjemne, ale przede wszystkim zmiany świadomości. Jest to o tyle istotne, że świadomy obywatel jest bardziej wymagający wobec klasy politycznej i trudniej go wodzić za nos.