font_preload
PL / EN
Energetyka OZE 26 czerwca, 2019 godz. 7:31   
REDAKCJA

Śniegocki: Przemysł może wybrać OZE. Potrzebny jest sygnał od rządzących (ROZMOWA)

oze wiatraki vestas fot. Pixabay

Bez stałej, przewidywalnej polityki rozwoju energetyki odnawialnej udział polskich producentów w rynku OZE będzie stosunkowo niewielki. Potrzebna jest spójna wizja rozwoju rynku OZE przedstawioną przez rząd, aby zachęcić polskie firmy do aktywniejszego włączania się w łańcuchy dostaw niskoemisyjnych technologii. Bez czytelnego planu grożą nam nieprzewidywalne, jednorazowe zrywy, jak tegoroczne aukcje. W takiej sytuacji udział polskich dostawców pozostanie mniejszy od naszego rzeczywistego potencjału – mówił w rozmowie z portalem BiznesAlert.pl Aleksander Śniegocki, kierownik Projektu Energia i Klimat w WiseEuropa, współautor raportu „Wkład krajowych dostawców w rozwój energetyki wiatrowej na lądzie i jej wpływ na polski rynek pracy do 2040 r.”. 

BiznesAlertpl: Czy mógłby Pan streścić konkluzje płynące z Państwa raportu?

Aleksander Śniegocki: Z naszego opracowania płyną trzy wnioski dla polskiej strategii energetycznej. Odnawialne źródła energii, w szczególności sektor wiatrowy, charakteryzują się wysokim poziomem krajowych dostaw na potrzeby budowy nowych instalacji. W przypadku farm wiatrowych na lądzie przekraczają one obecnie 50 procent, ale krajowi dostawcy mogą zaspokajać w perspektywie 20 lat nawet do 2/3 potrzeb branży. Wynika to z faktu, że w przeciwieństwie do energetyki konwencjonalnej, na etapie produkcji energii elektrycznej nie trzeba importować paliw, ani kupować uprawień do emisji CO2. Z drugiej strony już dzisiaj polskie firmy są aktywne w łańcuchu dostaw na rzecz wiatrowej energetyki na lądzie. Ponadto, jeśli odblokuje się możliwość budowy nowych farm wiatrowych na lądzie, mogą powstać, pośrednio i bezpośrednio, tysiące nowych miejsc pracy.

Ile dokładnie?

W przypadku zatrudnienia bezpośredniego przy budowie, produkcji i montażu komponentów do lądowych farm wiatrowych liczba nowych miejsc pracy może przekroczyć 10 tys. W całym łańcuchu dostaw może sięgnąć nawet 40 tys. nowych miejsc pracy w sektorach bezpośrednio i pośrednio związanych z branżą.

Co się musi stać, aby liczba miejsc pracy została zwiększona?

Fundamentalną kwestią jest stworzenie stabilnego otoczenia prawnego dla energetyki wiatrowej. Należy także zaplanować ścieżkę stopniowego wzrostu mocy zainstalowanej, co będzie stanowiło czytelny sygnał rozwojowy dla branży. Po takiej deklaracji należy oczekiwać, że w ciągu ok. 5-10 lat znacząco wzrośnie udział krajowej produkcji przy budowie elementów farm wiatrowych na lądzie, wraz z dostosowywaniem się polskich firm do nowych, atrakcyjnych możliwości rynkowych. Występuje tu również powiązanie z rozwojem dostaw na rzecz sektora morskich farm wiatrowych. To będzie ważny sygnał dla ośrodków tradycyjnej energetyki, w tym dla Śląska, gdzie ważną rolę odgrywa przemysł elektromaszynowy i metalowy. Te właśnie branże mogą odnaleźć się jako dostawcy dla lądowych i morskich farm wiatrowych.

Ile jest w Polsce firm, które mogą partycypować przy transformacji energetycznej?

W dużym zakładzie wytwarzającym elementy do farm wiatrowych może pracować od 1000 do 1500 osób. Takie firmy, obecne na Śląsku, a także na północy kraju, eksportują swoje produkty na rynek europejski. Można mówić o kilkunastu dużych polskich firmach, które mogą się odnaleźć w tej branży oraz o setkach mniejszych firm. Docelowo branża może łącznie utrzymywać ok. 40 tys. etatów.

Czego więc brakuje, aby powstały te miejsca pracy?

Tak jak wspomniałem wcześniej – kluczowe jest to, czy firmy będą podążać za nowymi trendami. To z kolei będzie zależeć od tego, czy polscy przedsiębiorcy oraz międzynarodowe koncerny będą dostrzegać wolę trwałego rozwoju rynku przez rządzących. W raporcie pokazujemy, że firmy zarówno z polskim, jak i zagranicznym kapitałem odnajdują się już teraz w łańcuchu dostaw energetyki wiatrowej. Mogłoby ich być znacznie więcej, gdyby nie karuzela legislacyjna.

Co musi się stać, aby firmy, które były dostawcami dla sektora górniczego, stały się dostawcami dla sektora farm wiatrowych?

Przemysł elektromechaniczny produkuje nie tylko dla górnictwa. Obsługuje także takie branże jak sektor chemiczny czy hutniczy. Firmy zaczynają jednak dostrzegać rodzący się potencjał lądowych farm wiatrowych. Rolą państwa nie jest tworzenie wszechogarniającego, precyzyjnego, odgórnie narzuconego planu tworzenia polskich dostawców technologii. Zamiast tego powinno się skupić na czytelnym sygnalizowaniu kierunku, w którym będzie podążać branża energetyczna. Jeśli nakreśli się kierunek stałego rozwoju, wówczas średnie i małe firmy, jako dostawcy i poddostawcy, będą stawiać na ten sektor. Problemem może być nierówny cykl inwestycyjny. Taka sytuacja miała miejsce w Niemczech. Zamiast stałego trendu, rosnącego w kolejnych latach, pojawiły się braki zamówień. Jeśli nie będzie wytyczonej przez rząd stałej perspektywy wzrostu dla sektora, potencjalni dostawcy nie będą ryzykować budowy nowych kompetencji w obszarze technologii wiatrowych – i trudno się im dziwić.

Jeśli zakładamy chaotyczną rozbudowę mocy OZE przez skokowy przyrost kolejnych gigawatów raz na kilka lat, to trudno liczyć, że krajowe firmy będzie w stanie w tak krótkim czasie dostosować swoją ofertę produkcyjną na potrzeby farm wiatrowych. Taka sytuacja nie pozwoli wejść na rynek nowym dostawcom. Gdybyśmy już dzisiaj wiedzieli, jak będzie wyglądać ścieżka rozwoju branży w latach 20. i 30., to firmy, dostawcy i poddostawcy byliby w stanie się na ten okres przygotować. Tego rodzaju problemy występują zresztą nie tylko w Polce, ale i w Europie, chociażby w Niemczech.

Czym możemy konkurować?

Polska może postawić na konkurowanie jakością regulacji. Jasnym jest, że transformacja energetyczna w stronę dekarbonizacji gospodarki będzie przyspieszać. Popyt na energię elektryczną będzie rósł, przyspieszając w latach 30. Będzie to wynikało z eliminacji konwencjonalnych nośników energii w innych branżach poprzez ich elektryfikację. Potrzebna więc będzie rozbudowa sieci przesyłowych, przygotowanie systemu na duży udział źródeł rozproszonych, a także dialog ze społeczeństwem pozwalający na uzyskanie akceptacji społecznej.

Z raportu wynika, że do 2040 roku moc zainstalowanych farm wiatrowych na lądzie może sięgnąć 24 GW. Czy ten pułap jest możliwy do osiągnięcia przy obecnej ustawie odległościowej, ograniczającej budowę nowych farm wiatrowych na lądzie?

Jest to możliwe do osiągnięcia, ale nie przy obecnym prawie. Kwestia rozbudowy sieci, czy zwiększenia akceptacji społecznej to coś, na co rządzący mają wpływ. Powinno to być element aktywnego kształtowania polskiej polityki energetycznej, a nie biernego reagowania na zastane problemy poszczególnych technologii.

Utrzymywanie obecnej ścieżki rozwoju energetyki będzie niemożliwe przez rosnące ceny uprawień do emisji CO2. Warto już teraz pracować nad projektowaniem nowej energetycznej wizji dla Polski. Już w 2030 roku może się okazać, że w całej Europie zaczyna przyspieszać zeroemisyjna elektryfikacja całej gospodarki, a my nie będziemy na ten proces gotowi. Powinniśmy rozpocząć przygotowania do tej nowej rzeczywistości już teraz, by nie działać na ostatnią chwilę i nie ponosić nieproporcjonalnych kosztów gospodarczych, społecznych i politycznych. Pamiętajmy, że jeżeli dziś nie będzie dialogu z zainteresowanymi stronami – w tym lokalnymi społecznościami – o tym, w jakim kierunku zmierza polska energetyka, to kiedy już nadejdzie kryzys, czasu na spokojną rozmowę zwyczajnie zabraknie.

Rozmawiał Bartłomiej Sawicki