Stępiński: Demony przeszłości stoją za problemami reform na Ukrainie?

26 października 2017, 07:30 Energetyka
ukraina miniesterstwo energetyki
Budynek ministerstwa energetyki Ukrainy / fot. BiznesAlert.pl

Ukraina chce brać aktywny udział w integracji z Unią Europejską, aby odciąć się od dziedzictwa Związku Radzieckiego i rozpocząć nowy rozdział w swojej historii. Niestety wydaje się, że demony przeszłości, widoczne szczególnie w energetyce, nadal roztaczają się nad Kijowem – pisze Piotr Stępiński, redaktor BiznesAlert.pl.

Spacerując po ulicach ukraińskiej stolicy, nie można nie dostrzec, że jest to miasto pełne kontrastów. Z jednej strony widać zabytkowe zabudowania z początków XX wieku, które w przeważającej części uzupełnia budownictwo o głęboko socrealistycznym charakterze. Z drugiej zaś w tej mieszance stylów zauważalny jest powiew nowoczesności, czego przejawem są wieżowce, w których swoje biura mają przedstawiciele zachodnich spółek i sklepów. To w pewien sposób pokazuje, że nad Dnieprem dokonuje się próba pewnej reorientacji i chęci skorzystania z korzyści i wartości płynących z szeroko rozumianego Zachodu. Przy czym wydaje się, że „czerwone demony” nadal powstrzymują Ukrainę przed wyzwoleniem się z historycznych zaszłości.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego państwa europejskie, które dotychczas znajdowały się pod jego wpływem, wstąpiły na ścieżkę integracji z zachodnimi strukturami takimi jak Unia Europejska czy NATO. W wielu przypadkach ten wysiłek przyniósł efekty i kraje te mogły skorzystać z dorobku Zachodu, który przez lata istnienia żelaznej kurtyny był dla nich nieosiągalny. Wydaje się, że w tym wyścigu o europejskie marzenie na boczny tor z różnych przyczyn zjechała Ukraina. Mimo że w ostatnim czasie Kijów stowarzyszył się z Unią Europejską, dzięki czemu uzyskał m.in. możliwość bezwizowego poruszania się po terytorium Wspólnoty, to jednak prozachodnie aspiracje nadal nie idą w pełni za podejmowanymi przez władze działaniami.

Brak dynamiki w reformach

Widać to niestety na przykładzie sektora energetycznego, który Kijów próbuje reformować, aby przybliżyć go do zachodnich standardów. Jednak dynamika tego procesu nie odpowiada oczekiwaniom wielu zachodnich instytucji, które poprzez szeroki strumień środków wspierają zmiany nad Dnieprem. Dość jaskrawym przykładem jest sektor gazowy. W 2015 roku na Ukrainie przyjęta została ustawa o rynku gazu, która zapoczątkowała proces restrukturyzacji Naftogazu w oparciu o prawo unijne zgodnie z trzecim pakietem energetycznym. Polega ona na wydzieleniu odrębnych podmiotów odpowiedzialnych za segmenty wydobycia, transportu oraz magazynowania. W tym celu powołano do życia dwie osobne spółki: Magistralnyje Gazoprowody Ukrainy oraz Podziemnyje Gazohraniszcza Ukrainy. Zmiana struktury Naftogazu jest jednym z warunków dalszego udzielania kolejnych transz kredytów przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Również Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) uzależnił dalsze kredyty na zakup gazu od przeprowadzenia wspomnianej reformy.

W tym kontekście należy zaznaczyć, że w trakcie trwającej w Kijowie konferencji „Ropa i Gaz 2017” wicedyrektor EBOiR na Ukrainie Marina Petrov nie wykluczyła, że bank będzie nadal inwestował w Naftogaz, ale wymaga to kontynuacji reformy zarządzania korporacyjnego i sektora gazowego. Jej zdaniem na obecnym etapie nie można odkładać kluczowych decyzji. – Kiedy zaczynaliśmy współpracę z Naftogazem była to bankrutująca spółka w bankrutującym państwie. W 2015 roku program Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) był na etapie opracowywania, a Naftogaz był główną przyczyną deficytu budżetowego. Była to dla nas trudna decyzja, ale zgodziliśmy się na tę transakcję ze względu na program reformy sektora gazowego, który został zatwierdzony przez ukraiński rząd, Sekretariat Wspólnoty Energetycznej, MFW, EBOiR oraz inne instytucje. Reforma zarządzania korporacyjnego była dla nas bardzo ważna – mówiła.

O konieczności reform przekonuje także sam Naftogaz i jego prezes Andriej Kobolew. Jego zdaniem realizacja strategii rozwoju spółki i transformacja rynku energetycznego może zapewnić wzrost ukraińskiego PKB o blisko 7 proc. i zwiększyć wpływy do budżetu o ponad 8 mld dolarów.

Naftogaz może stać się ukraińskim Gazpromem

Niestety istnieje realne zagrożenie, że proces ten zostanie wyhamowany, a być może dojdzie nawet do pewnego regresu. Warto w tym kontekście spojrzeć na sytuację, w której znajduje się ukraiński monopolista. Niedawno do dymisji podali się niezależni członkowie rady nadzorczej Naftogazu, którzy zarzucili władzom zbyt dalece posuniętą ingerencję w działalność spółki oraz podległe mu Ukrgazwydobywanie i Ukrtransgaz. Ciekawy jest zwłaszcza przypadek objęcia przez Pawła Stańczaka sterów w Ukrtransgazie. Nadal jest on pozbawiony dostępu do informacji niejawnych, co w skuteczny sposób ogranicza mu możliwość podejmowania kluczowych decyzji, o czym szerzej pisał w ostatnim tekście na łamach portalu BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik.

Wakaty na stanowiskach niezależnych dyrektorów Naftogazu powodują, że zarządzanie spółką jest utrudnione. Jak wskazują eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich, skutkiem obserwowanego paraliżu ukraińskiego koncernu będzie uzyskanie przez rząd w Kijowie większego wpływu na jego funkcjonowanie. Istnieje prawdopodobieństwo, że takie działanie spowoduje, że Naftogaz stanie się ukraińską wersją Gazpromu, który jest w pełni kontrolowany przez państwo. To z kolei nie będzie korzystne z punktu widzenia europejskich aspiracji spółki w dążeniu do przyjęcia zachodnich standardów. Zdaniem prezesa Naftogazu Andrieja Kobolewa, aby kierowane przez niego przedsiębiorstwo nie stało się ukraińskim odpowiednikiem rosyjskiego koncernu, potrzebne jest wprowadzenie zarządzania korporacyjnego zgodnego ze standardami OECD z niezależną i efektywną radą nadzorczą. Według niego standardy spółki publicznej wymagają pełnej otwartości i transparentności. To jednak w świetle ostatnich wydarzeń wydaje się dość trudne, zwłaszcza że sytuacja wokół Naftogazu rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.

Unbundling po ukraińsku

Kontrola państwa nad Naftogazem przejawia się także w innym wymiarze, choć tym razem symbolicznym. Idąc ulicą Chmielnickiego w Kijowie, można zaobserwować bardzo ciekawą rzecz. Należy spojrzeć na numery 4 i 6, a właściwe na obiekty, które się pod nimi znajdują. Dlaczego? Otóż okazuje się, że pod numerem 4 mieści się jeden z budynków Ministerstwa Energetyki i Przemysłu Węglowego Ukrainy. Natomiast pod numerem 6 swoją siedzibę ma Naftogaz. Obydwa budynki oddziela zaledwie ściana, co doskonale obrazują poniższe zdjęcia.

fot. Piotr Stępiński / BiznesAlert.pl

Budynek ministerstwa energetyki i przemysłu węglowego Ukrainy / fot. Piotr Stępiński BiznesAlert.pl

Należy od razu zaznaczyć, że główna siedziba resortu energii znajduje się przy ul. Chreszczatyk 30. Przy czym wspomniane budynki leżą w odległości zaledwie 500 m. W kontekście zakładanego podziału Naftogazu widać, że również w wymiarze symbolicznym władzę i kierownictwo spółki wiele łączy. W Polsce sytuacja, w której siedziba Gaz-Systemu czy PGNiG znajdowałaby się praktycznie w tym samym gmachu co Ministerstwo Energii, byłaby trudna do wyobrażenia, a co najmniej powodowałaby pewien zgrzyt.

Na koniec jeszcze raz odniosę się do symboli i to ponownie w kontekście architektury i reform. Tym razem chodzi o samą siedzibę ministerstwa energetyki. Tu również widać jak świat zachodni przeplata się ze wschodnim. W tym przypadku Zachód ma tu postać sklepu znanej marki odzieży sportowej, a Wschód uosabia sowiecka gwiazda, która góruje nad wejściem do urzędu. To symboliczne zwłaszcza w sytuacji, w której Kijów dąży do integracji z Zachodem i zrzucenia z siebie ciążącego na nim dziedzictwa epoki ZSRR. Nie ma wątpliwości co do tego, że Ukraina potrzebuje reform i wsparcia Zachodu, zwłaszcza w kontekście sterowanej przez Kreml niestabilności państwa, ale wymaga to intensyfikacji działań przede wszystkim po stronie samym Ukraińców.

Kijów może liczyć na silne wsparcie m.in. ze strony Stanów Zjednoczonych, o czym zapewniła w trakcie wspomnianej wcześniej konferencji „Ropa i Gaz 2017” ambasador USA na Ukrainie Marie Louise Yovanovitch. Jej zdaniem Waszyngtonowi zależy na zbudowaniu na Ukrainie transparentnego rynku energetycznego. Twierdzi ona, że zakładane reformy pozwolą na to, by Naftogaz zapewnił energetyczną niezależność Ukrainy. Ta niezależność nie może jednak mieć charakteru deklaracji, lecz musi zostać przekuta w realne działania. Owszem, wiele wody w Dnieprze musi jeszcze upłynąć, aby proces ten zakończył się powodzeniem, ale być może czas w końcu pozbyć się duchów przeszłości, które w pewien sposób ciążą nad reformami ukraińskiej energetyki.

Budynek ministerstwa energetyki i przemysłu węglowego Ukrainy / fot. Piotr Stępiński BiznesAlert.pl