Stępiński: Koniec atomowej traumy w Polsce? Pomoże Japonia?

22 lutego 2019, 07:31 Atom
japonia atom
Energetyka jądrowa Japonii. Infografika: BiznesAlert.pl

Kraj Kwitnącej Wiśni chce dzielić się swoimi doświadczeniami w budowie elektrowni jądrowych z innymi państwami, w tym także z polskimi dziennikarzami. Polska oficjalnie nadal nie zdecydowała czy chce budować atom – pisze Piotr Stępiński, redaktor BiznesAlert.pl.

Druga wizyta w Japonii

Polska od lat snuje plany budowy pierwszej elektrowni jądrowej. Nadal jednak nie wiadomo czy część energii, jaka w przyszłości będzie docierała do polskich gniazdek, będzie pochodziła z atomu. Technologie jądrowe są z powodzeniem wykorzystywane w wielu państwach na świecie. Z tych doświadczeń może skorzystać również Polska. 23 lutego na zaproszenie Ministerstwa Gospodarki, Handlu i Przemysłu Japonii rozpoczynamy drugą wizytę studyjną w Japonii. Pierwsza odbyła się dwa lata temu i nie zabrakło na niej naszej redakcji.

Jakóbik: Jądrowy flirt Japonii z Polską z szansą na stały związek

Tym razem udamy się na wizytę z rzeczniczką prasową Ministerstwa Energii, Joanną Borecką-Hajduk, zastępcą redaktora naczelnego portalu Energetyka24 Jakubem Wiechem oraz dziennikarzem i popularyzatorem nauki, Tomaszem Rożkiem. Przez tydzień sami będziemy mogli z bliska przyjrzeć się tamtejszym elektrowniom jądrowym. Będziemy słuchać wykładów i rozmawiać z przedstawicielami miejscowych władz oraz Ministerstwa Gospodarki, którzy przybliżą japoński punkt widzenia na rozwój atomu.

Brak bazy surowcowej, w tym energetycznej znacząco wpłynął na historię Japonii w ubiegłym stuleciu. Dzisiaj blisko 90 procent potrzeb energetycznych Kraj Kwitnącej Wiśni, jest zmuszony pokrywać poprzez import. Dynamiczny rozwój japońskiego przemysłu po 1945 roku opierał się na imporcie ropy. Globalny kryzys naftowy z początków lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, był punktem krytycznym dla tamtejszego sektora energetycznego. Wówczas około 66 procent generowanej energii w Japonii pochodziło z tego surowca. Kryzys naftowy uświadomił Tokio konieczność dywersyfikacji miksu energetycznego. Postawiono wówczas na dynamiczny rozwój atomu. Już wtedy w Japonii funkcjonowało pięć reaktorów. Pierwszy uruchomiono w 1966 roku (Tokai 1). Był to brytyjski reaktor chłodzony gazem, o mocy 160 MW. Siedem lat później energetyka jądrowa została uznana przez Japonię za jeden z jej  priorytetów.

Rezurekcja atomu w Japonii

Punktem zwrotnym w historii japońskiego atomu była awaria w elektrowni Fukushima w 2011 roku, do której doszło po uderzeniu tsunami. Do tego czasu 30 procent generowanej w Japonii energii pochodziło z atomu. W 2017 roku funkcjonowały tylko 4 reaktory, pokrywając 3 procent zapotrzebowania na energię. Po katastrofie wyłączono wszystkie eksploatowane reaktory. To jednak nie spowodowało, że energetyka jądrowa przestała mieć dla Japończyków priorytetowy charakter. Obecnie w Kraju Kwitnącej Wiśni istnieje 37 reaktorów o łącznej mocy 36 147 MW, z których obecnie wykorzystywanych jest 9 – 8 706 MW. Wkrótce ma zostać uruchomionych 7 następnych, a dla 17 prowadzona jest procedura udzielenia zgody na ponowny rozruch.

Syndrom Fukushimy

Mimo stopniowej rezurekcji japońskiego atomu, syndrom Fukushimy pociągnął za sobą decyzje rządów niektórych państw o odejściu od atomu. Najgłośniejszy był przypadek Niemiec, które podjęły decyzję, że do 2022 roku wyłączą wszystkie eksploatowane reaktory. Warto jednak podkreślić, że awaria w Fukushimie nie była efektem błędu ludzkiego do jakiego doszło w Czarnobylu. Od jej czasu procedury bezpieczeństwa zostały wzmocnione, co również będę mógł sprawdzić wizytując japońskie elektrownie jądrowe. Będę także mógł zbadać jak tamtejsze władze radzą sobie z syndromem Fukushimy.

Czy w Polsce mamy do czynienia z podobnym syndromem? Atom cieszy się u nas poparciem społecznym w naszym kraju na poziomie blisko 60 proc. Podobnie jest wśród mieszkańców gmin, które są brane pod uwagę, jako potencjalna lokalizacja elektrowni jądrowej. Mimo poparcia społecznego projektu jądrowego, nadal brakuje politycznego rozstrzygnięcia w tej sprawie. Główną przeszkodą pozostają kwestie finansowe, ponieważ według dostępnych szacunków inwestycja ma kosztować ok. 40-70 mld złotych. Czas gra na niekorzyść projektu. Zgodnie z planami założonymi w projekcie polskiej polityki energetycznej do 2040 roku, za 14 lat mamy posiadać 2 bloki jądrowe o łącznej mocy 1-1,5 GW. Do 2043 roku ma to być już 6-9 GW. Mimo to nadal nie wiemy, gdzie one powstaną, ile ostatecznie będą kosztować i kto dostarczy technologię. Japonia może pomóc.

Walka o polski atom

Jako potencjalnych partnerów w wyścigu o polski atom wymieniano Stany Zjednoczone, Chiny, Francję, Koreę Południową oraz Japonię. Kierownictwo Ministerstwa Energii spotykało się z przedstawicielami sektora z tych krajów. Jednak publicznie nie informowano o dokładnych ustaleniach. W listopadzie ubiegłego roku ciszę informacyjną przerwał minister energii Krzysztof Tchórzewski. Wówczas twierdził, że amerykańska oferta spełnia polskie oczekiwania, ponieważ odnosi się nie tylko do sprzedaży technologii i budowy elektrowni, ale także do wejścia kapitałowego. Temat powrócił podczas ostatniej wizyty w Polsce wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a, który otwarcie mówił o współpracy jądrowej z naszym krajem. Miałaby ona polegać na umowach na dostawy LNG i uzbrojenia, co stanowiłoby kolejny element zacieśnienia współpracy między Polską a Stanami Zjednoczonymi, o czym szerzej pisałem już na łamach BiznesAlert.pl.

Stępiński: Atom za szczyt o Iranie?

Do podobnych wniosków można dojść, rozpatrując ewentualny udział japońskich spółek w budowie polskiego atomu. Zaangażowanie Tokio w projekt mogłoby stanowić ważny element w stosunkach między naszymi krajami, których 100. rocznicę obchodzimy w tym roku.  Atom mógłby być uzupełnieniem współpracy w obszarze energetyki. Niedawno Polska i Japonia podpisały porozumienie na temat współpracy przy rozwoju czystych technologii węglowych, które miałyby być szansą dla polskiego węgla. Poza tym, japońskie Hitachi przy współpracy z Energą i Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi buduje największy w Polsce magazyn energii o pojemności 27 MWh. Ta sama spółka razem z Polimeksem konstruuje również blok gazowo-parowy w elektrociepłowni na warszawskim Żeraniu. W swoim portfelu posiada też instalacje jądrowe. Choć w ostatnim czasie ze względu na brak przejrzystości i wiarygodności w strukturze finansowej, niezbędnych do wsparcia projektu, Hitachi porzuciło budowę elektrowni jądrowej Wylfa w Wielkiej Brytanii. To jednak nie przeszkadza Japończykom snuć plany, dotyczące poszukiwania nowych szans rynkowych, które mogliby znaleźć w Polsce. W 1980 roku Lech Wałęsa zapowiedział, że nad Wisłą będzie druga Japonia. Czy po blisko 40 latach plan ten zostanie pośrednio wcielony poprzez budowę elektrowni jądrowej, z wykorzystaniem technologii japońskich? Być może odpowiedź przyniesie wizyta polskich dziennikarzy w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jej przebieg będzie można wkrótce śledzić na łamach BiznesAlert.pl dzięki hasztagowi #BAwJaponii.

Walka o polski atom trwa. Również w kręgach rządowych, które oficjalnie nadal nie zdecydowały, jaka ma być przyszłość energetyki jądrowej nad Wisłą. Stąd może się brać nasz rodzimy syndrom, czyli trauma wynikająca z braku rozstrzygnięć dla atomu. Być może Japonia mogłaby pomóc, ale najpierw Polska musi się zdecydować.