Trzeba odejść od węgla. Tylko jak? Partie polityczne mają różne wizje (RELACJA)

17 maja 2019, 07:30 Atom
parlament europejski Parlament Europejski. Fot. BiznesAlert.pl

Politycy wszystkich polskich ugrupowań partyjnych zdecydowanie zgadzają się, że nie ma odwrotu od wykluczenia paliw kopalnych z krajowego miksu energetycznego. Różnią się jednak znacznie co do tego, w jaki sposób ma to nastąpić. Swoją wizję dotyczącą przyszłości krajowej energetyki i ochrony klimatu przedstawili kandydaci w wyborach do Europarlamentu, reprezentujący wszystkie partie, biorące w nich udział, w trakcie debaty wyborczej na temat polskiej transformacji energetycznej, podczas III Ogólnopolskiego Kongresu Energetyki Obywatelskiej.

Zbigniew Gryglas z PiS był zdania, że mroczna wizja degradacji klimatu wcale nie musi się spełnić, ale by do tego nie doszło potrzebne są działania na każdym szczeblu od światowego, poprzez unijny, po krajowe. W jego przekonaniu są one prowadzone, również przy udziale Polski, a ich wyrazem była m.in. organizacja COP 24 w Katowicach. Gryglas przypomniał, że przede wszystkim każda osoba indywidualnie może wiele wnieść w ochronę klimatu swoimi działaniami i zachowaniem.

Dr Władysław Teofil Bartoszewski z PSL przekonywał, że wszyscy zgadzają się co do tego, że należy zmienić nasze przywiązanie do paliw kopalnych, jednak według niego problem polega na tym, iż Europa jest bardzo małym emitentem CO2, w związku z tym jej działalność będzie miała ograniczony skutek, bo najwięcej dwutlenku węgla produkuje się teraz w Azji i w Stanach Zjednoczonych. –  Nie znaczy to, że nie powinnyśmy zmieniać naszego miksu energetycznego, ale każdy kraj powinien zacząć od siebie, a nie dyktować innym co mają robić.  Polska ma bardzo dużo do zrobienia, bo jesteśmy bardzo zapóźnieni, jeśli chodzi o wdrażanie OZE i teraz właśnie na tym musimy się skoncentrować. Należy także walczyć o środki z UE, żeby móc realizować transformację energetyczną. Musimy się za to szybko zabrać, bo tak fundamentalne zmiany trwają bardzo długo – przekonywał.

Urszula Kuczyńska z Lewicy Razem odniosła się do słów przedmówcy podkreślając, że drażni ją mówienie, że „jeśli my coś zrobimy, a inni nie, to będzie problem”. Jej zdaniem zarówno Polska, jak i UE powinny postawić sobie bardziej ambitne cele klimatyczne, a odejście od węgla dopiero w 2050 roku to zdecydowanie za późno. – Chcemy zwiększenia udziału OZE w UE do 45 procent, zmniejszenia zużycia energii do 40 procent, jak również by 5 procent unijnego PKB szło na zielone inwestycje. Jest to dla Unii wykonalne, wziąwszy pod uwagę jakie narzędzia posiada, tymczasem cały czas przeznacza ona zdecydowanie za mało środków na realizację celów klimatycznych – przekonywała.

Zgodził się z nią Tomasz Terlecki z Wiosny Biedronia, który ostrzegł, że stoimy u progu katastrofy klimatycznej. – Dla mnie cel jest jasny. W 2050 roku musimy być neutralni klimatycznie, bo inaczej nasza cywilizacja przestanie istnieć, na razie działania UE są zbyt mało ambitne, abyśmy mogli marzyć o osiągnieciu tego celu.

Danuta Hübner, reprezentująca Platformę Obywatelską wyraziła zadowolenie, że o klimat walczą dziś przede wszystkim młodzi ludzie, jak na przykład szwedzka nastolatka Greta Thunberg. Zdaniem Hübner, aby skutecznie walczyć ze zmianami klimatu, państwa europejskie muszą podejmować wspólne działania, a UE powinna je koordynować.

Mirosława Stępień z Zielonych wyraziła zdanie, że unijne cele klimatyczne są zdecydowanie za mało radykalne. – Jestem aktywistką i weszłam do polityki, ponieważ jestem sfrustrowana, że tak niewiele się dzieje w kwestii zmian klimatu. Uważam, że Polska jest w stanie zrezygnować z węgla do 2030 roku, jest to możliwe zarówno z punktu widzenia ekonomicznego, jak i technologicznego, ale bez woli politycznej nic się nie zmieni. W Polsce już są miejsca, gdzie odbywa się transformacja, na przykład w Wielkopolsce wschodniej, z której pochodzę. Burmistrzowie tego regionu oddolnie podjęli decyzję zobowiązującą ich do odejścia od węgla – podkreśliła.

Kandydaci na eurodeputowanych mówili również podczas debaty jak ich zdaniem powinna wyglądać polska polityka energetyczna i jakie nasz kraj ma podjąć działania na forum UE, by uzyskać od niej wsparcie w realizacji krajowych celów klimatycznych.

Gryglas przekonywał, że na poziomie UE możemy zrobić bardzo wiele, a Polska ma szansę być liderem zmian, jeśli chodzi o kwestie ochrony klimatu. – W interesie naszego kraju, którego energetyka miała przez długi czas inną strukturę niż wielu państw UE, bo byliśmy bardziej niż one zależni od paliw kopalnych, leży wielorakie wykorzystanie unijnych funduszy, ponieważ stoją przed nami różne wyzwania. Te najważniejsze to emisyjny transport, przemysł i wylesianie. Na rozwiązanie tych problemów PiS chce skierować unijne środki, ale także na inwestycje w OZE, w źródła rozproszone, offshore oraz na drugim miejscu na inwestycje w ochronę klimatu na poziomie lokalnym – zadeklarował.

Bartoszewski chce przeznaczyć unijne środki na zwiększenie udziału OZE w polskim miksie energetycznym, apelował też by zmienić wprowadzoną przez PiS ustawę odległościową, przez którą jego zdaniem nie opłaca się budować wiatraków na lądzie.  – Ważne jest zwiększenie efektywności energetycznej, wymiana pieców w domach, bo głównym problemem nie jest przemysł, ale gospodarstwa domowe. Przemysł ma odpowiednie filtry, a wiele rodzin nie stać na wymianę pieców. Trzecia kwestia to rozwój elektrociepłowni, kolejna elektryczny transport publiczny. Powinien on funkcjonować we wszystkich miastach w Polsce, bo wizja premiera Morawieckiego, że będziemy jeździć elektrycznymi samochodami to bzdura. Co do budowy atomu, to musi się w tej kwestii odbyć dyskusja społeczna, bo część ludzi się go obawia i trzeba wziąć to pod uwagę – postulował Bartoszewski.

Urszula Kuczyńska komentując słowa przedmówcy uznała, że jest niezwykle przykre, że politycy wysokiego szczebla mają problem z odróżnieniem smogu od emisji dwutlenku węgla. Odnosząc się do unijnej polityki klimatycznej uznała, że cele wyznaczone przez porozumienie paryskie są za mało ambitne. Jej zdaniem priorytetami polskiej polityki energetycznej powinny być rozwój OZE, energetyki prosumenckiej i energetyki rozproszonej na poziomie lokalnym. – Te projekty muszą się rozwijać, ale nie łudźmy się, że bez przeorania mentalnego naszego społeczeństwa, dzięki takim działaniom odejdziemy od węgla, do tego potrzebne jest niskoemisyjne, systemowe źródło energii, którym jest atom.

Według Terleckiego najważniejszą kwestią, na którą Polska powinna przeznaczyć unijne środki jest budowa magazynów energii. Danuta Hübner podkreślała z kolei, że do realizacji projektów działających na rzecz ochrony klimatu, finansowych z publicznych środków trzeba wciągać biznes. Jej zdaniem w walce ze zmianami klimatu niezwykle ważna jest świadomość i edukacja dzieci już od najmłodszych lat.

Mirosława Stępień zwróciła uwagę, że walka ze zmianami klimatu to zdecydowanie za mało, ponieważ poza nimi mamy dwa ogromne problemy, jakimi są wymieranie zwierząt i zanieczyszczenie środowiska. – Musimy stanowczo zmienić styl życia, nawet jeśli powstrzymamy zmiany klimatyczne nasz świat zginie, bo zginie fauna – przekonywała.

Politycy oceniali także podczas debaty, kiedy ich zdaniem Polska będzie w stanie odejść od węgla. Zbigniew Gryglas uznał, że postulowany przez niektórych 2035 rok jest nierealny i odejście od surowca do tego czasu byłoby nieodpowiedzialne społecznie. Z kolei Urszula Kuczyńska odniosła się do tej propozycji uznając, że to mówienie o tym, że od węgla nie da się odejść do 2035 roku jest nieodpowiedzialne, bo zagraża naszym dzieciom i całemu ludzkiemu gatunkowi. Terlecki skrytykował obecne i poprzednie rządy mówiąc, że bez względu na to czy rządzi PiS, czy rządziła Platforma, Polska nadal inwestowała w węgiel, marząc o atomie. Danuta Hübner nie podała konkretnego terminu odejścia Polski od węgla, uznając, że musi się to stać jak najszybciej. Mirosława Stępień jak jedna z jej przedmówczyń również uznała, że 2050 to zdecydowanie za późno i raczej powinno się to stać w 2030-2035 roku. Skrytykowała również obecną politykę energetyczną. – My obecnie węgiel importujemy, to totalnie wbrew naszemu bezpieczeństwo energetycznemu, atom też przecież będziemy musieli skądś wziąć. Gaz kupujemy z Rosji. Jedynie OZE może zapewnić nam bezpieczeństwo energetyczne. Brak jest też pewności co do wzrostu cen za energię, kiedy przestanie działać ustawa prądowa, przyjęta przez PiS, pójdą one gwałtownie w górę – ostrzegała.

W dyskusji pojawił się też wątek elektrociepłowni w Bełchatowie, która jest największym emitentem dwutlenku węgla w Europie, jak również tworzenia odkrywek, które miałyby dostarczać do niej węgiel.

Danuta Hübner zażartowała, że w miejsce elektrociepłowni mógłby powstać park narodowy, bo tych mamy niewystarczającą ilość. Kuczyńska przestrzegała, że myśląc o likwidacji Bełchatowa musimy pamiętać o pracujących tam ludziach, którzy muszą z czegoś żyć. Jej zdaniem należy im zaproponować coś w zamian. – Można tu zastosować model job for job (praca za pracę), wciągać osoby, które czekają zwolnienia w programy związane z zieloną energetyką, żeby ich przekwalifikować. A Bełchatów można zastąpić jądrówką – zaproponowała. Mirosława Stępień również postulowała, by w przypadku elektrociepłowni transformacja była sprawiedliwa. Według niej taki proces zajmie kilka lat i musi być dostosowany do pracujących w Bełchatowie osób. Tomasz Terlecki uznał, że odkrywki to fantasmagoria i nigdy nie powstaną, natomiast całą infrastrukturę wokół elektrowni trzeba wykorzystać. – Jednym z pomysłów może być budowanie bloków jądrowych – zaproponował.

Na koniec debaty publiczność mogła oddać głos na kandydata, który jej zdaniem najlepiej poradził sobie w dyskusji. Zwyciężczynią okazała się Elżbieta Kuczyńska z Lewicy Razem.