font_preload
PL / EN
Energetyka Ropa 13 maja, 2016 godz. 10:30   
KOMENTUJE: Konrad Świrski

Świrski: Saudyjska ropa w Polsce czyli owoc gry rynkowej

081119-N-0075S-006 Tankowiec naftowy. Fot. Wikimedia Commons

KOMENTARZ

Prof. nzw.dr.hab. inż Konrad Świrski

Politechnika Warszawska

Prezes Transition Technologies

 

Kontrakt Orlenu z Saudi Aramco (dostawa 200 tys ropy miesięcznie – łącznie ok 1,6 mln ton) to potencjalna poważna zmiana w układzie sił na rynkach ropy. Z jednej strony można uważać że nie jest to duży wolumen dostaw – ok 6 proc. zużycia w Polsce i maksymalnie 12 proc. rocznego przerobu petrochemii w Płocku ale kontrakt jest jednak przełomowy z uwagi na potencjalną zmianę postrzegania rynku w Polsce i szerzej w Europie środkowo-wschodniej przez Saudyjczyków. A generalnie przez dostawców z Bliskiego Wschodu. Do tej pory Saudi Aramco (dominujący saudyjski eksporter) nie zwracał istotnej uwagi na rynek Polski, traktując go jako poboczny obszar opanowany i zdominowany przez dostawców rosyjskich. Pierwsza zmiana nastąpiła w ostatnim roku poprzez kontrakty spotowe (transakcje po cenie bieżącej) i dostawę kilkuset tysięcy ton. Po tym testowym zakupie, tym razem podpisywany jest kontrakt długoterminowy – o przewidywalnej cenie. Aczkolwiek jest to coś w rodzaju „najkrótszego z kontraktów długoterminowych” bo porównując – kontrakty na ropę rosyjską są obecnie zawarte na 2 – 3 lata, a na rynku oferowane są produkty nawet kilkunastoletnie. Iran wracając na rynek mówi o kontraktach nawet na 20 – 25 lat.

Po raz pierwszy więc polskie rafinerie kupują ropę w kontrakcie długoterminowym z innego geograficznie kierunku dostaw niż Rosja – wobec czego w naturalny sposób wywierana jest presja na tego dostawcę na uzyskanie dogodniejszych warunków.

Wszystko jest oczywiście wynikiem gry rynkowej – wypadkowej aktualnej sytuacji sektora surowców paliw. Po latach wysokich cen jesteśmy w okresie dużej nadpodaży, długotrwałego okresu niskich cen ropy i naturalnej przewagi kupujących w negocjacjach. To oni – czyli też i polskie rafinerie – dyktują teraz warunki mając możliwość wybierania dostawców i żądając lepszych cen. Widać to już w aktualnych kontraktach – Orlen kupuje ropę rosyjską w długoterminowym kontrakcie (do stycznia 2019 r.) od Rosnieftu (elastycznie od 18 do 25 mln ton) i od Tatneftu (do grudnia 2018 r.) pomiędzy 3,6 a 7,2 mln ton. Dostawy mogą być więc wygodnie zmniejszane lub zwiększane w zależności od wymagań a towar kupowany w większości bezpośrednio od producenta (Rosnieft) a nie jak bywało w poprzednich latach poprzez rosyjskie spółki w Szwajcarii lub nawet bardziej egzotycznych krajach. Tatneft też jest ze Szwajcarii i zastąpił poprzedniego dostawce J&S, ale generalnie struktura zakupów jest zdecydowanie bardziej przejrzysta.

Teraz wejście Saudyjczyków tworzy korzystna presję na przyszłe renegocjacje kontraktów po 2018 r. i możliwość elastycznego zaopatrywania wszystkich rafinerii Orlenu (bo także czeskiej przez odbiór ropy w terminalu w Trieście).

Gra rynkowa na rynku ropy jest bowiem wielowymiarowa – dostawcy starają się uzależnić konsumentów. Nabywcy żądają elastycznych kontraktów zakupowych, niskich cen, kupując zarówno w kontraktach długoterminowych jak i spotowych oraz starając się dywersyfikować dostawców. W chwili obecnej gra rynkowa cały czas przechyla się na korzyść kupujących a więc i Polski. Sprzedawcy zabiegają o rynki, starają się poszerzyć ilość dostaw, jak właśnie Saudyjczycy. Pojawiają się nowi gracze, jak walczący o odzyskanie rynków Iran. Polska ma możliwości dostaw zarówno rurociągami z Rosji jak i poprzez terminal naftowy w Gdańsku, którego przepustowość jest wystarczająca aby nawet całkowicie odwrócić tradycyjny kierunek dostaw, co pozwala na wybór najlepszych opcji.

Należy wiec postrzegać nowy kontrakt Orlenu właśnie jako prawidłową, delikatną presję na rosyjskich dostawców oraz próbę uczenia się reguł międzynarodowego handlu na wielkich rynkach. Rosjanie też zawsze widzą rynek dokładnie i ze swojej strony próbują poprawić swoją pozycje – np. kupując rafinerię w Szwedt (Niemcy) i kontrolując niektóre rurociągi w Niemczech. Ale przede wszystkim należy zwrócić uwagę że gra rynkowa jest grą bez sentymentów. Tu nie mają znaczenia preferencje polityczne – ceny ropy arabskiej, norweskiej, kanadyjskiej czy też z innych kierunków, także ropy rosyjskiej zależą od siły nabywców i możliwości kupienia taniej od kogoś innego. Mając takie możliwości techniczne (rurociągi przesyłowe i naftoporty) można więc wygrać.

Z ekonomicznego punktu widzenia prawdopodobnie wciąż jeszcze rosyjska ropa jest rozwiązaniem najtańszym (polskie rafinerie są historycznie przystosowane do przeróbki ropy z tego kierunku – typ REBCO a nie arabskiej, aczkolwiek zmiana technologiczna jak widać jest możliwa). Przesył rurociągiem powinien być tańszy niż transport morski. Dopóki możliwa jest dywersyfikacja i bezpieczeństwo – należy wybierać rozwiązania ekonomiczne, bo oznacza to mniejsze koszty dla wszystkich obywateli. Tu na rynku ropy sytuacja jest korzystna, na pewno lepsza niż na rynku gazu, gdzie struktura dostaw wciąż jest zdominowana przez surowiec rosyjski i transfer przez gazociągi, a nasze starania to dywersyfikacja dostaw poprzez gazoport i możliwe rewersy przesyłu od strony zachodniej. Tu analogicznie – finalnie uruchomienie gazoportu, rozbudowa możliwości przesyłu z innych krajów  i zwiększanie własnego wydobycia (niekoniecznie z łupków ale i z rozpoznanych złóż konwencjonalnych), analogicznie tworzyłyby presję cenową i kontraktową na rosyjskich dostawców. Ci z kolei poprzez Nord Stream-2 będą starali się tranzyt przez Polskę ograniczać i intensyfikować dostawy do krajów zachodnich. Wszystko jest grą rynkową, od próby sił kupujący-sprzedający zależy cena, a wiec i zasobność naszych portfeli uszczuplanych na zakupy benzyny, gazu czy energii elektrycznej.