Traczyk: Niemcy nie zmienią polityki wobec Wschodu. Dojdzie jednak do pewnych korekt (ROZMOWA)

15 grudnia 2021, 07:25 Bezpieczeństwo
Adam Traczyk, prezes think-tanku GlobalLabPL. Grafika: Gabriela Cydejko.
Adam Traczyk, prezes think-tanku GlobalLabPL. Grafika: Gabriela Cydejko.

Wizyta niemieckich rządzących w Warszawie została odnotowana w Niemczech, ale nic poza tym. Szanse na lepsze relację są niewielkie, bo podziały są już spore – mówi Adam Traczyk, prezes think-tanku GlobalLabPL w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Jaki wydźwięk miały wizyty szefowej niemieckiego MSZ Annaleny Baerbock i nowego Kanclerza Olafa Schloza w tamtejszych mediach?

Adam Traczyk: Wizyty te zostały odnotowane przez media niemieckie. Są to w końcu pierwsze, po Brukseli i Paryżu wizyty zagraniczne przedstawicieli nowego rządu Niemiec. Natomiast ocena tych spotkań jest taka jak można było przewidzieć, czyli bez specjalnego entuzjazmu. Zauważono, że podczas spotkania pani Baerbock i ministra Raua atmosfera nie była zbyt przyjacielska, podkreślano dość pretensjonalny ton ministra Raua wobec swojej niemieckiej odpowiedniczki. Lepiej oceniono wizytę kanclerza Scholza z premierem Morawieckim, ale także tu zauważono, że nie ma specjalnej chemii, a bardziej przyjacielski ton nie przykrył różnic zdań. Nie odbiera się tych spotkań jako nowego otwarcia. One były, bo musiały się odbyć.

Podczas poprzedniej koalicji CDU-CSU i SPD nawarstwiło się w relacji z Polską wiele problemów, m.in. podejście do Rosji i gazociągu Nord Stream 2. Jak ta nowa kolacja, chociaż nie do końca, bo SPD ma jeszcze silniejszą pozycje niż w poprzednim rządzie, patrzy na relacje Polsko Niemieckie? Czy coś się zmieni wobec np. nastawiania do Nord Stream 2?

Ani niemiecka opinia publiczna, ani komentatorzy ani też ja nie widzę jakichś specjalnych sygnałów zwiastujących zasadniczą zmianę niemieckiej polityki wobec Rosji czy Nord Stream 2. Trzeba pamiętać, o czym w Polsce mało się mówi, że już teraz komentatorzy niemieccy uważają relacje niemiecko-rosyjskie jako wyjątkowo napięte. Status quo mógłby się ewentualnie zmienić, gdyby doszło do jakiegoś radykalnego pogorszenia sytuacji bezpieczeństwa w Europie, ale póki to nie nastąpi Berlin będzie starał się tamować bardzo ostre posunięcia. Warto odnotować odrobinę ostrzejszy ton ze strony nowej, szefowej niemieckiego MSZui liderki Zielonych Annaleny Baerbock w sprawie Nord Stream 2, choć de facto opiera się ona na znanym już stanowisku niemieckiego regulatora, który wstrzymał certyfikację gazociągu do czasu spełnienia przez Gazprom wymogów prawnych, i porozumieniu Biden-Merkel. Do tego sformułowana przez nią krytyka kontrowana jest przez retorykę socjaldemokratów. Przykładem tego jest m.in. wypowiedz Rolfa Muetznenicha, szefa frakcji SPD w Bundestagu, który komentując szczyt G7 zaapelował do zaprzestania formułowania wzajemnych gróźb, zupełnie jakby to Zachód czymś groził Rosji. Ta różnica zdań wewnątrz niemieckiej koalicji rządowej pokazuje, że będziemy świadkami dość częstego przeciągania liny między poszczególnymi aktorami, czego najbardziej prawdopodobnym efektem będzie zachowanie status quo. Jeśli więc nie dojdzie do zasadniczego zaostrzenia sytuacji na Ukrainie, to raczej wielkich zmian nie będzie w polityce zagranicznej Niemiec.

Jakie zatem będą główne priorytety niemieckiej dyplomacji? Z jednej strony mamy zmianę rządu i kanclerza. W przypadku np. Polski, często takie zmiany powodują odwracanie się priorytetów. Jak to wygląda w przypadku Berlina?

W Niemczech mamy do czynienia z dużo większą kontynuacją. Nie wynika tylko z faktu, że – jak Pan sam zauważył – junior partner w dawnej koalicji rządowej, czyli SPD, obecnie stoi na czele nowej koalicji. W Niemczech panuje dużo szerszy konsensus, co do zasadniczych kierunków polityki, a polaryzacja polityczna jest dużo słabsza niż w przypadku Polski. Będą nieco inne akcenty, czego zapowiedzi widzimy już teraz. Berlin może być bardziej otwarty na wewnętrzne reformy Unii Europejskiej i w szczególności strefy euro. O tym świadczy m.in. polityka kadrowa prowadzona przez Olafa Scholza. Możliwe, że dojdzie do pewnych korekt w odniesieniu Chin. Nowy rząd sygnalizuje gotowość do bardziej asertywnej polityki wobec Pekinu. W przypadku polityki wschodniej przewiduję, jak już mówiłem, kontynuację, być może z nieco ostrzejsza retoryką niż było to w czasach Merkel. Warto jednocześnie podkreślić, że rozwój wypadków i zewnętrzne okoliczności często przekreślają formułowana na początku kadencji plany. Merkel na początku swoich rządów zdradzała jastrzębie podejście do Chin, które potem ewoluowało do wyjątkowo miękkiego. Głównego partnera Niemiec w Europie widziała natomiast w Londynie, dokąd udała się w swoją trzecią wizytę zagraniczną. Niemieckiej polityki zagranicznej pod rządami nowej koalicji nie możemy więc oceniać wyłącznie na podstawie jej planów, ale przede wszystkim po reakcjach na wydarzenia. Takim testem dla niemieckiej polityki, także w ujęciu personalnym, pokazującym, kto trzyma jej lejce, może być ewentualna eskalacja sytuacji na wschodzie Ukrainy wskutek agresji Rosji.

Rozmawiał Mariusz Marszałkowski

Nord Stream 2: Rosjanie straszą Niemców mrozami a Komisja odpowiada na apel Polski o zapasy gazu