Wójcik: Węgiel czeka trudny rynek albo jego brak

27 stycznia 2020, 07:31 Energetyka
węgiel węglokoks
fot. Węgkoloks

Nie ulega wątpliwości, że importujemy coraz więcej węgla dla sektora energii elektrycznej i że prawdopodobnie główną przyczyną jest niższa cena surowca sprowadzanego zazwyczaj z Rosji. Może też produkujemy go zbyt mało. Trudno jednak o rzetelną ocenę sytuacji polskiego górnictwa węgla kamiennego, gdy nie ma oficjalnych danych za 2019 rok. Wiadomo natomiast, że mamy niepewność co do zapotrzebowania rynku, głównie wskutek wyższych temperatur w sezonie zimowym w ciągu ostatnich dwóch lat. Na to administracja państwowa nie ma wpływu – pisze Teresa Wójcik, redaktor BiznesAlert.pl.

Negatywny wpływ na ceny węgla

Administracja ma jednak decydujący, a negatywny wpływ, na nieprzewidywalność otoczenia prawnego i politycznego w stosunku do węgla. Decyduje o niestabilności oraz niesprawiedliwości systemu obciążeń podatkowych i publiczno-prawnych. Do tego jeszcze dochodzi ogromna niepewność systemowa przyszłych obciążeń, zmienność reguł inwestycyjnych i handlowych, regulacje wprowadzane przez Unię Europejską i coraz dalej idąca eliminacja rynku w ramach polityki ochrony klimatu. Rynek w europejskim sektorze energii zastępują rygory administracji.

Z czysto biznesowej perspektywy, szczególną cechą sektora węglowego w Polsce i Europie jest w zasadzie brak rynku. Trudno mówić o prawach popytu i podaży, w sytuacji gdy największe państwa UE przeznaczają kwoty rzędu 25 mld euro rocznie na dotacje dla odnawialnych źródeł energii. Do tego dochodzi ogromna hipokryzja. Np. Hiszpania, jeden z europejskich liderów walki o neutralność klimatyczną, podpisała ostatnio umowę o ogromnym imporcie energii elektrycznej z dwóch bloków węglowych w Maroku, każdy o mocy po 500 MW. Żadne unijne przepisy, mające na celu osiągnięcie „zeroemisyjności”, nie przeszkadzają wytwarzać prądu z węgla kamiennego na rynek hiszpański.

W państwach, w których biznes stara się produkować energię elektryczną z własnego lub importowanego węgla ( np w Niemczech), robi się wiele, aby udowodnić, że ta produkcja jest w pełni nieopłacalna i należy ją skutecznie eliminować. W Polsce jednym z narzędzi eliminacji jest niekończąca się dyskusja o tym, jak „dużo musimy dokładać do górnictwa”. A i tak krajowe ceny węgla kamiennego są wciąż za wysokie, wydobycie nieopłacalne itd. Przynajmniej według argumentacji silnego lobby energii odnawialnej i starannie ukrytego lobby rosyjskiego węgla. Jakoś nikt nie podnosi niewygodnej kwestii, że jedną z przyczyn poziomu cen krajowego węgla jest absurdalny stopień wysokości i skomplikowania prawa podatkowego w odniesieniu do branży górniczej. Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, wylicza obciążenia podatkowe górnictwa: – W latach 2004-2018 górnictwo węgla kamiennego wpłaciło do budżetu państwa, budżetów lokalnych i państwowych funduszy „parabudżetowych” kwotę 103,23 mld zł. W tym samym czasie budżet państwa przeznaczył 13,77 mld zł, głównie na wydatki związane z likwidacją kopalń. Była to więc nie „dopłata” do górnictwa, tylko koszt jego tzw. restrukturyzacji. Zdaniem prezesa Olszowskiego, aby jakoś zrównoważyć ten niewygodny bilans, niejednokrotnie została zastosowana księgowa sztuczka, polegająca na zaliczaniu dopłat państwowych do systemu ZUS (w przeliczeniu na emerytów i rencistów „górniczych”) jako pomocy publicznej dla sektora węgla kamiennego. Dopłat do świadczeń emerytów z innych sektorów nie zalicza się jako „pomocy publicznej”.

W 2017 roku górnictwo węgla kamiennego odprowadziło łącznie aż 6,498 mld zł płatności publicznoprawnych. System tych płatności ma decydujący wpływ na konkurencyjność naszej branży wydobywczej – podkreśla Janusz Olszowski.

Raport NIK o podatkach płaconych przez górnictwo

Cennym źródłem informacji o obciążeniach podatkowych jest pokontrolny raport NIK, zatytułowany „Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w l. 2007-2015 na tle założeń programu rządowego.” Czytamy w nim, że łączna kwota zrealizowanych płatności publicznoprawnych podmiotów górnictwa w tym okresie wyniosła ok. 64,5 mld zł. Obejmowała 28,6 mld zł składek wobec ZUS, FP, FGŚP, FEP, 0,9 mld zł wpłat na PFRON, 31,6 mld zł do budżetu państwa (m.in. podatki, wypłaty z zysku), 0,9 mld zł opłat i kar ekologicznych, 2,5 mld zł opłat i podatków na rzecz gmin. Były to największe przychody w gminach górniczych.

Raport nie uwzględnia kosztów akcyzy, wprowadzonej przez prawo unijne sześć lat temu. Podatek akcyzowy ma niewątpliwie charakter cenotwórczy. Praktycznie oznacza nowy element kosztowy w działalności producentów węgla i koksu. Niestety brak zróżnicowania wysokości podatku w stosunku do zużycia gospodarczego i niegospodarczego oznacza, że ciężar ten odczują w dużej części odbiorcy indywidualni, zwłaszcza węgla kamiennego. Zgodnie z art. 2 dyrektywy energetycznej UE, węgiel przeznaczony do celów opałowych, klasyfikowany jest jako produkt energetyczny. Zakwalifikowanie węgla jako produktu energetycznego oznacza, że powinien on podlegać opodatkowaniu w momencie jego konsumpcji na terenie Unii Europejskiej. Zgodnie z tą dyrektywą węgiel kamienny, koks i węgiel brunatny podlegają podatkom, które stają się wymagalne w momencie dostawy przez spółki, które muszą być w tym celu zarejestrowane przez odpowiednie władze. Dyrektywa nie dotyczy węgla importowanego z państwa spoza UE.

Obciążenia konkurencyjności węgla

Oczywiste jest, że wysoki poziom obowiązkowych obciążeń finansowych górnictwa węgla kamiennego podnosi cenę jego produktu. Co z kolei bardzo znacząco obniża konkurencyjność przedsiębiorstw całego sektora energetycznego (czyli tysiąca firm z ok. 0,5 mln miejsc pracy). Polityka ta skutecznie blokuje też rozwój sektora. A przy znanym, koniunkturalnym charakterze przemysłów surowcowych, nie da się gwarantować dobrych cen węgla, który już właśnie zaczyna tanieć na światowych rynkach (nawet do 60 dolarów za tonę). Górnictwo węgla kamiennego w Polsce obciąża 35 rodzajów płatności o charakterze danin finansowych. W Stanach Zjednoczonych – dla porównania – sześć. Część z nich nie ma wielkiego sensu, tak jak np. opłata karna wpłacana dla PFRON, którą górnictwo musi wnosić, ponieważ nie zatrudnia odpowiedniego procentu osób niepełnosprawnych w dołowych pracach produkcyjnych (najlepiej płatnych). Tak jest też ze wspomnianą akcyzą – system naliczania akcyzowych ulg i zwolnień jest skomplikowany, kosztowny i stanowi ogromne utrudnienie w sprzedaży węgla. Dość wysoko opodatkowane są budowle podziemne, których nie można rozebrać w dawno nieczynnych kopalniach. Niedawno z trudem został zlikwidowany podatek od nieczynnych wyrobisk górniczych. Czynne kopalnie muszą powoływać fundusz likwidacji zakładu górniczego, czyli ponoszą z góry koszt przyszłej likwidacji. Obecnie w funduszu likwidacyjnym zamrożonych jest około miliarda złotych, podczas gdy bardzo potrzeba pieniędzy na nowe inwestycje! Kolejne obciążenie to opłata eksploatacyjna, zasilająca Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, oraz bardzo wysoka opłata za uzyskanie tzw. informacji geologicznej w procesie koncesyjnym. Ostatecznie, średnie obciążenie tony węgla prawdopodobnie przekracza sto złotych. Akurat tyle, o ile średnio ma być droższy węgiel krajowy od importowanego z Rosji.

RAPORT: Jak Niemcy chcą odchodzić od węgla?