Perzyński: O historii węgla, czyli surowca, który zmienił wszystko

20 marca 2020, 07:31 Energetyka
Kopalnia węgla w stanie Iowa w 1936 roku. Źródło Wikipedia
Kopalnia węgla w stanie Iowa w 1936 roku. Źródło: Wikipedia

Węgiel, jak sama nazwa mówi, powstał w karbonie, ponad 300 milionów lat temu, ale ma większy wpływ na obecny świat niż jakikolwiek szkielet dinozaura. Na stałe zreorganizował całe społeczeństwa i gospodarki, a wielu milionom ludzi zapewnił w miarę wygodne życie. Z drugiej strony przyczynił się jednak do zanieczyszczenia powietrza i zmian klimatu. Innymi słowy, zmienił wszystko – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Budda i Teofrast z Eresos

Ludzkość zna węgiel od tysięcy lat. W Chinach był używany do ogrzewania domów już 3,5 tysiąca lat temu. Mówił o nim także Siddhartha Gautama, szerzej znany jako Budda: – Trzymanie w sobie gniewu jest jak rzucanie w kogoś rozżarzonym węglem; to ty się najpierw poparzysz – nauczał. W Europie jedną z pierwszych wzmianek na temat węgla było świadectwo greckiego historiografa, Teofrasta z Eresos: – Są materiały, które wykopuje się ze względu na ich przydatność. Nazywa się je węglami; składają się z ziemi, a po podpaleniu płoną jak drzewo. Można je znaleźć w Ligurii i Elidzie, gdy zbliża się do Olimpii górską drogą; są wykorzystywane przez kowali – pisał. Czuć, że skupienie na materii przyjął od swojego mistrza Arystotelesa, ale trzeba sprostować, że z perspektywy współczesnej wiedzy stwierdzenie, że węgiel składa się z ziemi jest sporym uproszczeniem. Jest skałą osadową pochodzenia roślinnego, która liczy sobie około 300 milionów lat (węgiel brunatny jest o wiele młodszy – powstał zaledwie kilkanaście milionów lat temu).

Perzyński: Opowieść o wodorze – pierwszym pierwiastku i wiecznej drugiej opcji

Edward I Długonogi kontra smog

Węgiel znali też Rzymianie i ze względu na to, że długo się palił, używali go w swoich świątyniach do podtrzymywania ognia. Z racji tego, że potrzeby energetyczne starożytnych i średniowiecznych społeczeństw były znikome, węgiel przegrywał konkurencję z drewnem, które było bardziej powszechne i łatwiej dostępne. Najlepiej znany był w Anglii, gdzie w XII wieku był nawet przedmiotem licznych sporów między kupcami a Kościołem, który rościł sobie prawa do czerpania zysków z jego wydobycia. Już wtedy dały o sobie znać wstydliwe właściwości węgla używanego do ogrzewania domostw – okazuje się, że całe wsie skąpane były gęstym smogiem (choć wtedy oczywiście nie znano tego słowa), co naturalnie było szkodliwe dla zdrowia mieszkańców. Wtedy został zanotowany pierwszy udokumentowany przejaw polityki antysmogowej – Edward I Długonogi, znany także jako Młot na Szkotów i uczestnik wypraw krzyżowych, wprowadził zakaz używania węgla, choć był to w istocie martwy zakaz, bo niepokorni mieszczanie nadal używali go w browarach i kuźniach. Niezależnie od Europejczyków, węgiel był wykorzystywany mniej więcej w tym samym czasie przez Inków, jednak ci używali go raczej do biżuterii niż do ogrzewania.

Perzyński: Czyste powietrze to luksus. Smog od lat gnębi miasta na całym świecie

Davy i Geordie

Wydobycie węgla na ziemiach polskich na dobre ruszyło w połowie XVIII wieku, gdy zaczynało raczkować hutnictwo, jednak to Anglia była liderem w jego wykorzystaniu. Wydobycie głębinowe w Wielkiej Brytanii zaczęło się rozwijać pod koniec XVIII wieku, głównie w rejonach Lancashire, Yorkshire i Południowej Walii. Były to jednak bardzo prymitywne kopalnie – miały niecałe sto metrów głębokości, a węgiel na samym dnie wydobywała garstka górników przy użyciu łopat. Była to jednak niebezpieczna i upiornie ciężka fizyczna praca – na tyle uciążliwa, że uznano ją nawet za „stan niewolnictwa i niewoli”. Zastosowanie drewnianych podpór w podziemnych tunelach było innowacją wprowadzoną po raz pierwszy około 1800 roku. Później z kolei do wywietrzania niebezpiecznych gazów, które groziły wybuchem używano specjalnych wentylatorów napędzanych silnikami parowymi. Bezpieczeństwu górników miały służyć specjalne lampy – o uroczych imionach Davy i Geordie – których płomień nie powodował zapłonu metanu.

Kultura i konflikty

Nadejście rewolucji przemysłowej zwiastowało najpierw stopniowo, a potem lawinowo rosnące zapotrzebowanie na węgiel, co można wysnuć na podstawie danych z tamtych czasów. Licząc od 1700 do 1830 roku, w samej Wielkiej Brytanii jego wydobycie wzrosło 10-krotnie, zaś największe przyspieszenie można było zaobserwować w szczególności na przełomie wieków, co miało związek z pierwszym boomem w przemyśle. W tym czasie zaczęła kiełkować idea praw pracowniczych – widać było masowy transfer ludności ze wsi do miast, a górników stopniowo zaczęły wyręczać maszyny. Do pracy w kopalniach zmuszone były kobiety i dzieci, którym płacono ledwie ułamek pensji, którą otrzymywali mężczyźni (proceder ten zniesiono w 1842 roku). Były to narodziny klasy pracującej, związków zawodowych i zjawiska, które kilkadziesiąt lat później Karol Marks nazwał walką klas. To wtedy powstawały elementy kultury górniczej, jak zwyczaje, gwara czy kuchnia, to wtedy też coś niedobrego zaczynało dziać się z klimatem.

Perzyński: Człowiek, wiatr, energia. Historia pewnej znajomości

Złoty wiek

Pierwsza połowa XX wieku to czas, kiedy węgiel był kwestią głęboko osadzoną w polityce – był on kwestią życia i śmierci dla mocarstw zaangażowanych w I wojnę światową, gdy te potrzebowały niespotykanych wcześniej ilości energii elektrycznej. Sami górnicy rośli w siłę jako uczestnicy życia politycznego – na początku ich głównym postulatem było polepszenie bezpieczeństwa i warunków pracy w kopalniach. Na tym polu osiągali znaczne sukcesy, co, jak się okaże dekady później, ostatecznie przyczyni się do ich porażki. Górnicy byli coraz ważniejszym elektoratem partii lewicowych i socjalistycznych, szczególnie w zachodnich krajach Europy. Działo się tak również ze względu na poczucie egalitaryzmu i wspólnoty, tak głęboko osadzone w mentalności ówczesnych robotników. To wtedy też swój złoty okres przeżywały regiony górnicze w całej Europie – Górny Śląsk w Polsce, Zagłębie Ruhry w Niemczech czy Donieckie Zagłębie Węglowe, w skrócie Donbas.

Wojny Żelaznej Damy

Po II wojnie światowej w Europie węgiel nadal trzymał się mocno, jednak nie tak mocno jak kiedyś. Rozwijała się konkurencja – pojawiły się elektrownie gazowe i jądrowe, zaczęły powstawać coraz doskonalsze tamy, potem rynek energetyki zrewolucjonizowały odnawialne źródła energii. W komunistycznej Polsce węgiel był jedynym źródłem energii, jednak w samym bloku wschodnim musiał on ustępować bardziej nowoczesnym technologiom. Jeden z pierwszych symptomów upadku górnictwa był widoczny w Wielkiej Brytanii w latach 80., a jego twarzą była Margaret Thatcher. Była ona naocznym świadkiem, jak w 1974 roku rząd Edwarda Heatha upadł pod naciskiem górniczych związków zawodowych. Była ona wówczas ministrem oświaty, a klęskę rządu torysów zapamiętała jako osobiste upokorzenie. Z pewną osobistą zadrą, ale i głębokim politycznym przekonaniem, że rolą przedsiębiorstw powinno być generowanie zysku (wtedy brytyjskie kopalnie były własnością państwa i z reguły były nierentowne), a polityczna rola związków zawodowych zaszła za daleko, poszła na nierzadko brutalną wojnę z górnikami. To właśnie przez nieugiętą postawę wobec związków zawodowych zyskała przydomek Żelazna Dama (choć trzeba pamiętać, że przydomek ten najpierw nadano premier Izraela Goldzie Meir). Rząd Margaret Thatcher zamknął wszystkie kopalnie oprócz ostatnich piętnastu, które zostały sprywatyzowane. Górnicy przegrali wojnę.

Perzyński: Historia o tym, jak z darmowego Słońca powstał biznes wart biliony

Schyłek węgla?

Późniejsze lata to wyłączny spadek na znaczeniu wydobycia węgla. Widać to chociażby po danych z Polski – jeszcze w 1993 roku zostało wydobyte 131 tysięcy ton węgla, a w 2019 roku było tego już o ponad połowę mniej – 61 tysięcy ton. Węgiel i funkcjonowanie elektrowni węglowych na rynku jest coraz mniej konkurencyjne, a postępujące zmiany klimatu skłaniają rządzących do stopniowego porzucania tego paliwa na rzecz innych – tańszych i wydajniejszych. Nawet jeśli nie znamy jeszcze daty ostatecznego odejścia od węgla, to możemy być pewni, że to nastąpi. Co się wtedy stanie z ludźmi, którzy od pokoleń go wydobywają i zdążyli na tym zbudować swoją kulturę? Rządy uspokajają, że w tym procesie nikt nie będzie pozostawiony sam sobie, a dla górników znajdzie się jakaś inna praca. Przecież nie może być tak, że wraz z odejściem od węgla porzucony będzie etos i kawał tradycji. W końcu węgiel to tylko skała osadowa.

Perzyński: Piwo przez wieki ratowało nasze dusze, czy pomoże uratować planetę?