Perzyński: Piwo przez wieki ratowało nasze dusze, czy pomoże uratować planetę?

29 listopada 2019, 07:31 Energetyka
Rozmaite gatunki piwa. Źródło: Wikipedia
Rozmaite gatunki piwa. Źródło: Wikipedia

Pierwszym udokumentowanym piwoszem był Platon, który miał stwierdzić, że „ten, kto wymyślił piwo, był mędrcem”. To dopiero są słowa godne prawdziwego mędrca, gdyż wypowiedziane były w starożytnej Grecji, gdzie czcią otaczano wino, a na szarą, gęstą berbeluchę, jaką wtedy było piwo, patrzono z pogardą. Niemal 2,5 tysiąca lat później słowa ucznia Sokratesa okazały się prorocze – piwo jest trzecim najczęściej spożywanym napojem na świecie, za wodą i herbatą. Piwowarstwo to tym samym potężna i niezwykle energochłonna gałąź gospodarki, która bierze czynny udział w transformacji energetycznej – pisze Michał Perzyński, dziennikarz BiznesAlert.pl.

Piwo na ratunek

Można powiedzieć, że piwo i energia elektryczna po raz pierwszy spotkały się w osobie jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, badacza prądu elektrycznego i prawdziwego epikurejczyka Benjamina Franklina, który powiedział, że „piwo to dowód na to, że Bóg nas kocha i pragnie naszego szczęścia”. Szczęście to w XVIII wieku uratowało Wielką Brytanię przed katastrofą, kiedy to rozpity tanim ginem lud staczał się w otchłań alkoholizmu. Wtedy to rząd Jej Królewskiej Mości podniósł podatki na wodę ognistą i obniżył je dla piwka, które złagodziło temperament, pocieszyło dusze i podniosło na zdrowiu styranych Brytyjczyków. Piwo zadomowiło się w Wielkiej Brytanii na dobre, a jego produkcja zaczęła się odbywać na skalę przemysłową, za pomocą coraz to nowszych narzędzi, i jak czytamy w raportach z tamtego okresu, w 1921 roku prawie wszystkie browary w Londynie były już zelektryfikowane. Prąd elektryczny był wykorzystywany do wszelkich operacji mechanicznych, pompowania, wentylacji, zasilania dźwigów, telefonów czy wszelkiej maści dzwonków.

Browar łaknie energii

Marcin Luter mawiał niegdyś, że ten, kto pije piwo, wcześnie chodzi spać; ten, kto wcześnie chodzi spać, ten mało grzeszy, a ten, kto mało grzeszy, ten idzie do nieba, a zatem żeby pójść do nieba, trzeba żłopać piwo. Żeby jednak uświęcić w ten sposób cały naród, trzeba wiele prądu. Przykładowo Grupa Żywiec, obsługująca w Polsce pięć browarów (w Żywcu, Warce, Leżajsku, Cieszynie i Elblągu), która jest częścią międzynarodowej Grupy Heineken, rocznie zużywa 70 GWh energii, tyle, co niemałe miasto. Najwięcej, bo aż 45 procent pochłania etap przygotowania wody i wytwarzanie chłodu niezbędnego do utrzymania odpowiedniej temperatury piwa w trakcie fermentacji, kiedy drożdże zamieniają cukry w alkohol. 30 procent energii idzie na rozlewanie złocistego trunku do kegów, puszek i butelek, 17 procent to ściśle rozumiana produkcja piwa, czyli zacieranie słodu, warzenie, dodawanie chmielu i filtrowanie. Ujmując to w liczby zrozumiałe dla zwykłego moczygęby, wyprodukowanie jednej półlitrowej puszki piwa pochłania tyle energii, zasilenie lodówki klasy A++ przez godzinę.

Kogeneracja i trigeneracja

„Dajcie mi kobietę, która szczerze kocha piwo, a podbiję cały świat!” – miał wołać cesarz Niemiec Wilhelm II. Wygląda na to, że cesarzowa Augusta Wiktoria ze Szlezwika-Holsztynu-Sonderburga-Augustenburga musiała woleć inne trunki, ponieważ Rzesza przegrała I wojnę światową z kretesem. Żołnierzy na froncie i robotników w miastach trzeba było jednak czymś napoić, i używano do tego energii z tego, co było dostępne, czyli głównie z węgla. Niemal sto lat później sama energetyka rozwinęła się na tyle, że browary miały większą swobodę wyboru źródła zasilania. Ciekawą opcją jest tutaj kogeneracja, która ma znaczny potencjał w przemyśle piwowarskim. Energię elektryczną i ciepło odzyskane z silnika gazowego można w tym przypadku wykorzystać z wysoką wydajnością. Daje to możliwość obniżenia kosztów operacyjnych i emisji dwutlenku węgla. Przekształcanie ciepła w chłodzenie za pomocą chłodziarek absorpcyjnych, czyli trigeneracja, może okazać się niezastąpiona ze względu na gigantyczne zapotrzebowanie na chłód przy produkcji piwa. Oszczędność kosztów energii może osiągnąć aż 95 procent, a firmy nie muszą polegać na samej sieci, aby mieć pewność, że ich browary będą miały niezawodne dostawy mocy 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu – nie powiemy przecież drożdżom, by po godzinie 17 przestały fermentować.

Zielone piwo

Miliony miłośników piwa na całym świecie spierają się do czego pasuje ono najlepiej – wielu twierdzi, że do pizzy, inni w myśl powiedzenia „piwo z rana jak śmietana” uważają, że tworzy ono idealne połączenie ze wschodzącym słońcem, zaś jeszcze inni są przekonani, że nie ma nic lepszego niż kufel dobrze schłodzonego piwa w upalny, słoneczny dzień. Rzeczywiście, musi być jakiś metafizyczny związek między piwem a słońcem, gdyż obecnie największe koncerny piwowarskie masowo przechodzą na energetykę odnawialną, w szczególności fotowoltaikę. Jest to zrozumiałe – na cenę piwa składa się koszt surowców, pracy, podatki, oraz koszt energii elektrycznej, więc żeby piwo było tańsze, tania powinna być energia. Doskonale zrozumiały to rzemieślnicze browary w Stanach Zjednoczonych, skąd zresztą wywodzi się ostatnia piwna rewolucja. W stu procentach zasilane energią odnawialną są mniejsze niezależne browary, takie jak Wilderness Brewing w Arizonie, i mikrobrowary, takimi jak Maine Beer Company w stanie Maine, ale robią to też większe firmy, jak Sierra Nevada czy Anheuser-Busch, właściciel amerykańskiej marki Budweiser. W fotowoltaikę zainwestował też browar Boulevard Brewing z Kansas City i w przypadku tej firmy pojawił się dodatkowy, nieoczekiwany profit – do dyspozycji jej pracowników są ładowarki do samochodów elektrycznych.

Browary a środowisko

Polskie browary bynajmniej nie są w tyle, jeśli chodzi o korzystanie z energetyki odnawialnej. Od przyszłego roku Kompania Piwowarska (która obsługuje u nas trzy wielkie browary – w Poznaniu, Tychach i Białymstoku) będzie korzystała wyłącznie z energii pochodzącej z wiatru, a konkretnie z farmy w Nowym Stawie pod Gdańskiem. Kontrakt obowiązywać ma aż do końca 2029 roku, chociaż warto przypomnieć, że Kompania Piwowarska to korporacja jak każda inna i należą do niej nie tylko browary, ale też biurowce, a o nich nie było mowy w umowach na zakup zielonej energii. Należy też podkreślić, że ogromnym krokiem naprzód dla polskich browarów był moment przystąpienia do Unii Europejskiej – wtedy to nasza branża piwowarska musiała dostosować się do wymogów BAT (ang. best available technology), dzięki czemu browary stały się czystsze i wydajniejsze. Regulacje te dotyczą ograniczenia zużycia energii (wszak najtańsza i najczystsza energia to ta, która nigdy nie zostanie wytworzona), zużycia wody, wytwarzania odpadów, ale również emisji hałasu i uciążliwego zapachu.

Zresztą firmy same chwalą się kolejnymi działaniami na rzecz poprawy stanu środowiska, co robią na wiele różnych sposobów. Oszczędzają emisje CO2 używając tego gazu ponownie w procesach leżakowania i rozlewu piwa, wyrzucają stare kotły węglowe i wstawiają czystsze gazowe, wymieniają całe oświetlenie na energooszczędne, oszczędzają ciepło przy pasteryzacji. Wszystko to sprawia, że piwo jest nie tylko przepyszne, ale i całkiem przyjazne dla środowiska. Idealne wręcz, by mieć czym wznieść smutny toast za kryzys klimatyczny, ogłoszony właśnie przez Parlament Europejski.

Na zdrowie!