Wyboista droga do Kopenhagi wolnej od emisji CO2

21 lipca 2015, 15:00 Energetyka
Wiatraki

KOMENTARZ: Dagmar Svenrrup, Ekspert rynku energii portalu Rigzone

Władze stolicy Danii, Kopenhagi, mają ambitny cel – miasto, jako pierwsze na świecie ma w 2025 r. osiągnąć  zerową emisję dwutlenku węgla. Zdaniem działaczy ekologicznych, obrońców klimatu ziemi oraz wspierających ich naukowców nie będzie to wcale łatwe i niekoniecznie zgodne z walką przeciwko globalnemu ociepleniu. 

Lista ich zarzutów wobec koncepcji władz Kopenhagi jest poważna, a  ich zdaniem koncepcja ma istotne braki i nic dobrego z niej nie wyniknie.

Stolica Danii wystąpiła z własnym Planem Ochrony Klimatu w 2009 r. z okazji konferencji ONZ w sprawie klimatu, która odbywała się w tym mieście. Konferencja się jak wiadomo nie udała, za to Kopenhadze udało się przyjąć formalnieów Plan. Redukcję emisji CO2 o 20 proc. wyznaczoną na 2015 r. przekroczono już w 2014 r. zmniejszając ilość dwutlenku węgla w powietrzu o 31 proc., mimo, ze liczba mieszkańców stolicy wzrosła o 15 proc.

Nawiasem mówiąc sprzyjały temu także okoliczności niezależne od mieszkańców i władz Kopenhagi – klika ostatnich zim było cieplejszych niż się spodziewano, a przez ostatni rok więcej wiało i elektrownie wiatrowe produkowały więcej energii. Współczynnik karbonizacji świadczący o poziomie emisji gazów cieplarnianych był, więc coraz niższy, bo paliw takich jak gaz, węgiel i ropa zużywano w stolicy o wiele mniej. Zerowy wskaźnik karbonizacji jest w Kopenhadze  spodziewany  „prawdopodobnie w latach 2016 – 2018. Wtedy ogrzewanie miasta przejdzie z ogrzewania paliwami kopalnymi na ogrzewanie przez odnawialne źródła energii” zapisano w planach stolicy Danii.

Już obecnie OZE zapewnia trzy czwarte zapotrzebowania Kopenhagi na energię. Z tego 42 proc. to energia elektryczna z farm wiatrowych, a nieco więcej, bo 43 proc. energia z odpadów i biomasy (głównie drewnianej) wykorzystywanych, jako paliwo w miejskich ciepłowniach. Od biomasy zaczyna się problem z ekologiczną hipokryzją. Unia Europejska uważa, że biomasa z drewna nie szkodzi klimatowi, gdyż zużytą biomasę zastępują nasadzenia nowych roślin, które skutecznie absorbują CO2 powstały wskutek spalania biomasy.  To bardzo naciągane argumenty, bo spalanie biomasy następuje natychmiast, aby zaś nasadzone drzewa zaczęły absorbować odpowiednią do tego ilość CO2, musi upłynąć około 100 lat. Używanie biomasy, jako surowca energetycznego jest więc realnie szkodliwe dla klimatu. Niektórzy duńscy ekolodzy uważają, że władze stolicy poważnie naciągają wyniki realizowanego programu redukcji emisji CO2.

Drugim filarem przejścia Kopenhagi na „czystą” energię jest wybudowanie ponad 100 turbin wiatrowych wielkiej mocy na terenie stolicy i w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Dzięki temu, w dni wietrzne miasto będzie dysponować dużą nadwyżką mocy, którą będzie sprzedawać innym duńskim odbiorcom. W rewanżu ci odbiorcy będą przesyłać stolicy swoje nadwyżki energii w dni bezwietrzne. W ten sposób Kopenhaga wyeliminuje produkcję energii z paliw kopalnych do 2025 r. Powstaje jednak problem – skąd owi odbiorcy wezmą nadwyżki energii w dni bezwietrzne, które jak są, to w całej Danii? Ten rachunek ojców stolicy jest realny tylko wówczas, jeśli reszta naszego kraju będzie w elektrowniach korzystać z paliw kopalnych – uważa Bjoern Lomboerg, naukowiec znany z tego, że chciałby, aby walka z globalnym ociepleniem odbywała się zgodnie z prawami rynku.

Niektórzy duńscy ekolodzy uważają, że przekonanie o bliskim osiągnięciu „zerowego wskaźnika karbonizacji” jest najzupełniej błędne, ponieważ wskaźnik ten w Kopenhadze nie uwzględnia innych źródeł emisji niż produkcja energii elektrycznej i ogrzewanie. A są to: produkcja żywności, transport i komunikacja (w tym lotnicza), wreszcie produkcja dóbr, także tych, które są sprowadzane do miasta w ogromnych ilościach.  Jednocześnie do produkcji „czystej” energii zalicza się energię wytwarzaną przez elektrownie wiatrowe nawet daleko poza miastem.

Jednak najpoważniejszym zarzutem ekologów pod adresem przyjętego programu „zerowej emisji, CO2” jest niewystarczający plan maksymalnej oszczędności energii. Jednym z tego przykładów jest odrzucenie koncepcji dodatkowej opłaty za używanie transportu samochodowego w mieście – w tym taksówek. Koncepcja miała na celu przejęcie funkcji transportu miejskiego przez przewozy rowerowe dzięki dużemu zwiększeniu kosztów przewozów samochodowych.  Jednakże ta część programu „zerowej emisji CO2” spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem mieszkańców.  Dotychczas nie zostały również  nawet zaplanowane bardziej efektywne sieci dystrybucyjne energii elektrycznej, a energooszczędne urządzenia gospodarstw domowych nie mają większego zbytu, ponieważ są zbyt drogie nawet dla dobrze sytuowanych mieszkańców Kopenhagi.