Zajdler: Dywersyfikacja dostaw gazu dwóch prędkości

28 listopada 2016, 07:30 Energetyka
Gaz zawór

 

KOMENTARZ

Robert Zajdler

Zajdler Energy Lawyers and Consultants

Idee zmiany rozporządzenia w sprawie minimalnego poziomu dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego z zagranicy, którego nowe brzmienie zaproponowało ostatnio Ministerstwo Energii należy ocenić pozytywnie. Dotychczas obowiązujące przepisy są niespójne i rodzą szereg wątpliwości interpretacyjnych, co przekłada się na ryzyka biznesowe. W proponowanym projekcie ukształtowano bardziej spójny model tego obowiązku, ujednolicając terminologię, prawa i obowiązki podmiotów oraz wysokość obowiązku. Istnieje jednak kilka kwestii, które co najmniej wymaga przemyślenia.

Zasadnicza kwestia dotyczy istoty problemu, tj. jaki jest cel tego obowiązku. Zgodnie z brzmieniem rozporządzenia, ma ono gwarantować dywersyfikację dostaw gazu ziemnego z zagranicy, poprzez określone procentowo udziały gazu ziemnego pochodzącego z jednego źródła z zagranicy. Ten cel jest jednak wypaczony, gdyż: (1) wolumen brany pod uwagę dotyczy również wydobycia własnego w kraju, czyli firmy, które mają wydobycie w Polsce mogą de facto mieć mniejszy poziom dywersyfikacji. Uprzywilejowuje to np. podmiot, który ma ok 30% wydobycia w Polsce, (2) z dywersyfikacji wyłączony jest terminal LNG w Świnoujściu, co oznacza że za jego pośrednictwem może być dostarczany gaz ziemny z jednego źródła, np. z Kataru, USA czy Rosji. Biorąc pod uwagę obecny poziom zakontraktowana terminala, można wskazać, który podmiot na rynku gazu może być uprzywilejowany.

Projekt rozporządzenia wydaje się, że zmierza w stronę ograniczenia dostawy gazu ziemnego z kierunku wschodniego, tak wynikać może chociażby z jego uzasadnienia. Dotyczy to zarówno gazu dostarczanego siecią, jak i LNG pozasieciowego. Zakłada się, że dostawy przez punkty wejścia z UE i EOG (EFTA) nie będą objęte tym ograniczeniem. Rozporządzenie dotyczy zatem przede wszystkim punktów wejścia do systemu na całej ścianie wschodniej, które podlegać dywersyfikacji. Należy uznać zatem że takie są obecnie cele polityki energetycznej państwa. Powstaje jednak wątpliwość, na ile taka metoda regulacji będzie w praktyce skuteczna.

Dodatkowo, są wątpliwości w kwestii szczegółowych zapisów tego rozporządzenia, w tym dotyczących sposobu liczenia współczynnika „Wc”. Istnieją również rozbieżności pomiędzy uzasadnieniem a projektem w zakresie poziomu dywersyfikacji w latach 2017-2022.

Widząc znaczący postęp w stosunku do poprzedniej regulacji, podstawowym jednak zarzutem wobec przepisów rozporządzenia jest być może nieintencjonalne uprzywilejowywanie niektórych przedsiębiorstw. Jeżeli celem jest dywersyfikacja dostaw gazu ziemnego z zagranicy to stwórzmy dla wszystkich podmiotów jednakowe warunki wypełnienia tego obowiązku. Trudno uznać za racjonalne w świetle celów rozporządzanie doliczenia wydobycia krajowego. Jeżeli w obecnym stanie faktycznym nie da się osiągnąć zakładanego celu to zamiast dawać wyśrubowane poziomy dywersyfikacji i dawać równocześnie zwolnienia należałoby po prostu obniżyć poziom dywersyfikacji i nie będzie potrzeby dawania zwolnień, a system nie będzie rodził ryzyka uprzywilejowywania niektórych podmiotów. Na chwilę obecna można uznać, że mamy obowiązek dywersyfikacyjny „dwóch prędkości”, tj. reżim dla krajowej spółki dominującej uwarunkowany jej kontraktami oraz dla reszty rynku.