Baca-Pogorzelska: Według NIK górnictwo przespało swój czas

13 czerwca 2017, 07:30 Energetyka
Kopalnia

 

– Chcieliby, a bali się – tak najkrócej można podsumować raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący  funkcjonowania sektora węglowego w latach 2007-2015 – pisze Karolina Baca-Pogorzelska z Dziennika Gazety Prawnej.

To, że rząd PO-PSL za bardzo górnictwem się nie przejmował przyjęli już do wiadomości chyba wszyscy (nawet z częścią niektórych zainteresowanych). Jednak raport NIK po kilkumiesięcznej kontroli pokazuje dopiero skalę tego zjawiska. Cztery grzechy główne wskazane w kopalniach to odwieczna bolączka górnictwa. Za wysokie koszty wydobycia, za mała wydajność pracy, za duże zatrudnienie i wreszcie nieefektywny system wynagrodzeń.

Niestety, w tej materii na razie nie za wiele się zmieniło. Koszty wydobycia są wciąż za wysokie i tylko przy stosunkowo wysokich cenach surowca na świecie kopalnie jakoś się bronią. Wydajność pracy na poziomie ok. 600 ton na jednego zatrudnionego rocznie w państwowych kopalniach śląskich wobec prawie 1000 ton w prywatnej Silesii czy ok. 1500 ton w Bogdance mówi sama za siebie. Zatrudnienie znacząco spadło w ostatnich dwóch latach, o ok. 18 tys. osób. Ale budżet państwa płaci za osłony socjalne górników z odchodzących kopalń podczas gdy kopalnie potrzebują specjalistów, a Spółka Restrukturyzacji Kopalń likwidująca zakłady wydobywcze potrzebuje nowych rąk do pracy. Ale że odejścia z zamykanych kopalń są dobrowolne, to pracodawca też górników zatrzymać nie może (nawet gdyby chciał). I wreszcie nieefektywny system wynagrodzeń… Czternasta pensja, Barbórka, deputat węglowy, piórnikowe (czy kredkowe), posiłki profilaktyczne (tzw. flapsy, dziś jako bony towarowe) – można by tak wymieniać i wymieniać te składowe wynagrodzeń górnika. Jest ich kilkanaście jak nie lepiej. Strasznie zaburza to obraz branżowych zarobków, a poza tym jest strasznie skomplikowane. Mało tego – pensja jest stała i w żaden sposób nie jest powiązana z efektywnością. Nie mówimy tu oczywiście o wprowadzeniu wyścigu szczurów i 200 proc. normy jak w słusznie minionych czasach, niemniej jednak wydaje się, że w kopalniach obowiązuje zasada „czy się stoi, czy się leży, trzy tysiące się należy” (przenośnia – gdyby ktoś pytał o kwoty).

Niestety, próby rozmów ze stroną społeczną o zmianie systemu wynagrodzeń najczęściej kończą się fiaskiem. Gdy spółki węglowe miały już nóż na gardle zawiesiły np. czternastki, ewentualnie deputat. Zawieszenie oznacza jednak konieczność przywrócenia tych świadczeń w terminie określonym umową. Chyba, że Polska Grupa Górnicza, która przejęła kopalnie Katowickiego Holdingu Węglowego w końcu pokusi się o nowy układ zbiorowy pracy zapowiadany w 2018 r. Pewna jednak nie jestem, ponieważ poprzedniczka PGG, czyli Kompania Węglowa bez jakiegokolwiek układu zbiorowego przetrwała 13 lat swego istnienia…

Wróćmy jednak do raportu NIK, który zgodnie z zapowiedziami prezesa Krzysztofa Kwiatkowskiego sprzed kilku tygodni naprawdę okazał się bardzo ciekawy. Wszystkim, którzy twierdzą, że latami dopłacaliśmy do górnictwa podam tylko dwie liczby. 65,7 mld zł to kwota wszelakich subsydiów dla sektora (tak, wraz z emeryturami górniczymi) podczas gdy wpływy z niego do budżetu państwa i gmin wyniosły w tym czasie 64,5 mld zł.

Najbardziej jednak zaskoczyły mnie informacje pokontrolne o tym, że nadzorujące sektor ówczesne Ministerstwo Gospodarki nie przejmowało się sygnałami o kłopotach kopalń. A sygnały te płynęły z kilku stron, w tym m.in. z katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu, który od lat monitoruje sektor węglowy. Doskonale pamiętam zapewnienia wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego o tym, że Kompanii Węglowej nie grozi upadłość, a spółka dosłownie za kilka miesięcy stanęła na skraju bankructwa. I nie pomogła sprzedaż kopalni Knurów-Szczygłowice Jastrzębskiej Spółce Węglowej za 1,5 mld zł. Pamiętam też raport firmy Roland Berger, w którym bito na alarm o konieczności zamykania nierentownych kopalń. Ale pamiętam też słowa prezesa Kompanii Węglowej Mirosława Tarasa o reanimowaniu trupa i konieczności zamykania kopalń. Stracił potem stanowisko.

Jeśli resort energii ma trochę dobrej woli, a chcę w to wierzyć, powinien wyciągnąć z raportu NIK.