Chmiel: Czy moc dalej będzie z nami?

16 lipca 2020, 07:30 Energetyka
energia elektryczna energetyka żarówka fot. Pixabay
Żarówki. Fot. Pixabay

Ambasadorowie państw Unii Europejskiej zatwierdzili w 2018 roku wraz z Parlamentem Europejskim porozumienie w sprawie nowych regulacji, dotyczących rynku energii elektrycznej i rynku mocy. Chodzi o porozumienie które mówi, że elektrownie, w których emisje przekraczają 550 gramów CO2 na kilowatogodzinę (kWh), nie będą mogły korzystać ze wsparcia państwa w ramach rynku mocy po pierwszym lipca 2025 roku. Ta decyzja została potwierdzona Rozporządzeniem PEiR 2019/943 z dnia piątego czerwca 2019 roku w sprawie rynku wewnętrznego energii elektrycznej – pisze Piotr Chmiel, współpracownik BiznesAlert.pl.

Zapotrzebowanie

Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) przedstawiły „Plan rozwoju w zakresie zaspokojenia obecnego i przyszłego zapotrzebowania na energię elektryczną na lata 2021-2030”, w którym zostały zobrazowane skutki tego rozporządzenia. Szacuje się, że z JWCD (Jednostki Wytwórcze Centralnego Dysponowania) w przypadku funkcjonowania limitów emisji: więcej niż 550 g CO2 na kWh i więcej niż 350 kg CO2 średniorocznie na każdy kW mocy zainstalowanej elektrycznej po 01.07.2025 r. zostanie wycofanych około 3 GW mocy zainstalowanej. Kumulacja odłączeń jednostek wytwórczych z eksploatacji nastąpi w latach 2030-2040, wtedy przestaną działać źródła o dodatkowej sumarycznej mocy rzędu 15 GW.

Dla każdego z analizowanych lat, wyznaczone zostały średnie wartości probabilistycznych wskaźników wystarczalności generacji LOLE (ang. Loss of Load Expectation) – oczekiwany sumaryczny czas trwania deficytów mocy w rozpatrywanym okresie. Jako standard bezpieczeństwa przyjęto LOLE na poziomie trzech godzin na rok, rozumiany jako dopuszczalny sumaryczny czas trwania deficytów mocy (przerwy w dostawach prądu) w rozpatrywanym okresie.

Z wykresu wynika, że w latach 2020–2026 nie będą występować przekroczenia standardu bezpieczeństwa – 3h/rok. Po raz pierwszy przekroczenia standardu bezpieczeństwa wystąpią w roku 2027 (3,93 h/rok). W następnych latach widoczny jest znaczący wzrost przekroczeń standardu bezpieczeństwa (ponad trzydziestokrotny w 2030 roku).

Raport PSE należy potraktować jako poważne ostrzeżenie. Jeśli nie będziemy mieć coś w zastępstwie (OZE lub elektrownie zasilane gazem) to czekają nas poważne kłopoty. Przerwy w dostawach prądu z czasem będą mieć coraz bardziej negatywne skutki. Na razie trwają „dyskusje” między Polska a KE. Przesłana do KE druga wersja KPEiK 2030 (po uwagach KE z czerwca 2019 roku do pierwszej wersji) nie doczekała się akceptacji – pewnie dlatego, że niewiele różniła się od pierwszej. Co dalej zrobi KE? Zobaczymy.

Najbardziej charakterystycznym elementem ze strony polskiej, w obszarze transformacji energetyki, jest zwlekanie z podejmowaniem decyzji. Odkładanie decyzji, które i tak są nieuniknione, ma zawsze swoja cenę, a im dłużej to trwa, tym będzie ona wyższa. Kiedy braki w dostawach energii zaczną być już mocno odczuwalne, to na początku nie będzie wprowadzania działań zapobiegawczych, zresztą bardzo spóźnionych, tylko szukanie winnych (taka nasza przypadłość), ale samego stanu rzeczy to już nie zmieni. Tak się jakoś składa, że ten przerzucany gorący kartofel (między politykami) jakoś nie chce stygnąć, a wręcz przeciwnie – z czasem robi się coraz gorętszy. Na stole są duże pieniądze – ramy finansowe 2021-2027, Green Deal, FST – i tylko chłodne decyzje pozwolą nam z nich skorzystać.

PSE: Fotowoltaika będzie szczególnie pomocna przy suszy i upałach