ClientEarth: Nowa ustawa o cenach energii jest niezgodna z prawem unijnym

17 marca 2020, 12:30 Energetyka
pexels-photo-285456
Żarówka. Grafika: images.pexels.com

Projekt ustawy o rekompensatach z tytułu wzrostu cen energii elektrycznej w 2020 opublikowany na stronie Rządowego Centrum Legislacji jest kontrskuteczny z punktu widzenia transformacji energetycznej, kosztowny dla budżetu państwa i stoi w kontrze do wymogów prawa energetycznego Unii Europejskiej – przekonuje Fundacja ClientEarth, która przedstawiła opinię do projektu. Jej zdaniem powinien on zostać przedstawiony do wglądu dyrekcjom ds. energii oraz konkurencji Komisji Europejskiej.

„Niecelowość projektu”

Client Earth przypomina, że wszystkie, w tym rządowe, prognozy kształtowania się w przyszłości cen energii elektrycznej w Polsce sugerują, że ceny te będą systematycznie rosły. – W tym kontekście poddawany konsultacjom projekt należy ocenić jako ślepą uliczkę, nakierowaną na pozorne łagodzenie skutków, a nie na przeciwdziałanie przyczynom zjawiska – podają prawnicy.

Ich zdaniem projekt premiuje konsumpcję, w warunkach obecnego polskiego miksu energetycznego – wysokoemisyjnej energii elektrycznej (im większe zużycie, tym wyższa rekompensata), przez co jest sprzeczny z nadrzędną zasadą unijnego prawa energetycznego brzmiącą: „efektywność energetyczna przede wszystkim” (z ang. energy efficiency first).

Fundacja ClientEarth pisze dalej, że projekt bezzasadnie odnosi się też wyłącznie do jednego składnika rachunku za energię – energii czynnej, podczas gdy dla odbiorców jednostkowa cena energii ma drugorzędne znaczenie, a najważniejszy jest łączny koszt jej zakupu. – Jest to istotne zwłaszcza w kontekście istnienia wielu opłat o charakterze parapodatku, w tym wprowadzanej od 1 października br. opłaty mocowej (finansującej koszty funkcjonowania rynku mocy).

Zdaniem prawników fundacji, jako niezasadny należy ocenić też krąg bezpośrednich beneficjentów projektowanego mechanizmu, mający stanowić znakomitą większość krajowych gospodarstw domowych (zgodnie z Oceną Skutków Regulacji (OSR), potencjalnie nawet 15,1 mln), w związku z umiarkowanym znaczeniem wydatków na energię elektryczną w łącznym koszyku wydatków przeciętnego polskiego gospodarstwa domowego. – Ponadto, w związku z zaproponowanym modelem rekompensaty, która ma przysługiwać w odniesieniu do osoby, na którą jest zarejestrowany licznik, z rekompensat teoretycznie będą mogły korzystać także rodziny o wysokich lub bardzo wysokich dochodach – czytamy.

„Ukryte koszty projektu”

Zdaniem Fundacji ClientEarth Ocena Skutków Reugulacji przedstawia nieprawdziwy wpływ projektu na budżet państwa. Projekt nie jest neutralny dla budżetu, ale  wytworzy koszty w wysokości około 2,5 mld zł w 2021 roku przy zakładanej przez projektodawcę cenie uprawnień do emisji CO2 wynoszącej około 23 euro za tonę. – Wpływy ze sprzedaży uprawnień stanowią dochód budżetu państwa i jeżeli środki te zostaną przekierowane do Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny, to w istocie uszczuplą one budżet o ww., pokaźną kwotę – podaje prawnicy.

Tłumaczą oni, że w przypadku przekierowania przysługujących budżetowi państwa środków do Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny, ze sztywnym celem przeznaczenia ich na pokrycie kosztów przewidzianych projektem rekompensat, mamy ponadto do czynienia z tzw. kosztem alternatywnym, tzn.: państwo nie przeznaczy wyżej wymienionej kwoty 2,5 mld zł na inne, bardziej pożądane działania. – Analizowane środki można by przeznaczyć na inny cel publiczny, a najefektywniej na działania mające na celu trwałą redukcję emisji gazów cieplarnianych w tzw. sektorach non-ETS (obejmujących głównie budynki oraz transport). Zgodnie z Krajowym Planem na rzecz Klimatu i Energii, jak i z jego oceną przez Komisję Europejską, właśnie w tych sektorach Polsce najtrudniej będzie osiągnąć prawnie wiążący cel redukcji emisji CO2 na 2030 rok, wynoszący – 7 procent – alarmują prawnicy.
.
Fundacja wskazuje także, że projekt pomija też zupełnie kwestię kosztów obsługi administracyjnej całego systemu rekompensat, zarówno po stronie administracji państwowej (w tym Zarządcy Rozliczeń), jak i przedsiębiorstw energetycznych. – Obsługa wniosków będzie generować koszty administracyjne po stronie firm energetycznych, które firmy te niewątpliwie wliczą w koszty swojej działalności, a finalnie tymi kosztami zostaną obciążeni ich klienci, tj. odbiorcy energii (nie tylko w gospodarstwach do owych). Efektem ubocznym projektowanej regulacji będzie więc pewien wzrost rachunków (kosztów zakupu energii) dla odbiorców końcowych. Kwestia ta wymaga odniesienia się w OSR – uważają prawnicy.

Prawnicy: Nowe taryfy mogą nie pokryć rosnących kosztów pozyskania energii

„Niezgodność z prawem w UE”

Zdaniem Fundacji, projekt ingeruje w rynek energii elektrycznej, którego funkcjonowanie jest częściowo regulowane na poziomie unijnym. Na rachunkach odbiorców w gospodarstwie domowym ma pojawić się odrębna pozycja – rekompensata. W Polsce większość gospodarstw domowych w dalszym ciągu korzysta z regulowanych cen energii elektrycznej, zatwierdzanych przez Prezesa URE. – Tymczasem nowa unijna dyrektywa w sprawie rynku wewnętrznego energii elektrycznej wymaga, aby od przyszłego roku państwa członkowskie nie stosowały już regulacji cen energii (ewentualnie za wyjątkiem odbiorców wrażliwych). Ponieważ dyrektywa obowiązuje od ubiegłego roku, państwa członkowskie już w chwili obecnej muszą powstrzymywać się od przyjmowania nowych przepisów zagrażających osiągnięciu rezultatów tej dyrektywy – przekonuje Fundacja.

Co więcej, projektowana ustawa stoi zdaniem Client Earth w kolizji z celem dyrektywy dotyczącym faktycznego urynkowienia cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w Unii. – Projekt nie odnosi się również do wymogów unijnego prawa o pomocy publicznej, pomimo że stanowi on częściowo kontynuację tzw. ustawy o cenach energii, która obowiązywała w 2019 roku. Mimo że konsultowany projekt przewiduje rekompensaty wyłącznie dla odbiorców w gospodarstwie domowym, którzy w punkcie poboru energii nie prowadzą działalności gospodarczej, a więc podmiotów nieobjętych prawem o pomocy publicznej, projekt ingeruje w rynek detalicznej sprzedaży energii elektrycznej, a, potencjalnie, pośrednio także w sektor wytwarzania tej energii – czytamy w opinii.

Opracował Bartłomiej Sawicki

 

Sawicki: Nowe ceny energii. Stare pytania