System handlu emisjami działa. Ceny energii rosną

3 września 2018, 11:00 Alert
komin

Wprowadzony ponad dekadę temu w Unii Europejskiej (ETS) system handlu uprawnieniami do emisji nie funkcjonuje poprawnie. Wprowadzona w 2008 roku na początku światowego kryzysu gospodarczego opłata za te uprawnienia była zdecydowanie za niska. W ciągu ostatnich trzech lat unijni ustawodawcy wprowadzili w systemie szereg reform, których celem było rozwiązanie tego problemu. Obejmowały one między innymi utworzenie rezerwy zapewniającej usunięcie z rynku kredytów węglowych w wysokości 1,7 mld ton.

Analitycy ostrzegali, że wzrost taksy za produkcję gazów cieplarnianych doprowadził w krótkim czasie do szybkiego wzrostu cen energii. Niemcy są jednym z tych krajów, które są bardziej uzależnione od paliw kopalnych. Dlatego też ceny energii znacząco się zwiększyły i osiągnęły najwyższy poziom od 2012 roku. Obecnie wynoszą około 50,10 euro za 1 MWh, pisze Dave Keating.

W całkowicie odmiennej sytuacji jest Wielka Brytania, która w ramach przygotowań do powstania wspólnego rynku uprawnień do emisji CO2 zainwestowała znaczne środki w farmy wiatrowe na Morzu Północnym. Po Brexicie Zjednoczone Królestwo najprawdopodobniej nadal będzie częścią wspólnego rynku emisji.

Przez wiele lat cena kredytu emisyjnego wahała się w granicach 7 euro za tonę. Jednak w ciągu ostatniego roku opłata za produkcję gazów cieplarnianych gwałtownie wzrosła i osiągnęła poziom 20 euro za tonę. Taryfy za produkcję CO2 w UE zostały teraz skorygowane do poziomów mających zniechęcać do korzystania z paliw kopalnych. Niemiecki bank Berenberg przewiduje, że cena emisji CO2 może wzrosnąć do 100 euro za tonę do roku 2020.

Przez lata tajemnicą poliszynela było, że niektórzy rynkowi gracze oraz krajowe rządy były bardzo zadowolone z niedziałającego poprawnie unijnego systemu ETS. Po wprowadzeniu niezbędnych poprawek wielu konsumentów z krajów nadal polegających w energetyce na węglu, a do takich krajów należy między innymi Polska, będzie się musiało liczyć z gwałtownym wzrostem cen energii, a co za tym idzie ze wzrostem kosztów utrzymania. Może to wywołać falę niezadowolenia w wielu państwach, zwłaszcza tzw. „nowej Unii”. Jeśli jednak system zadziała zgodnie z pierwotnymi założeniami, powinien zachęcić rządy i przedsiębiorstwa użyteczności publicznej do zwiększenia inwestycji w odnawialne i niskoemisyjne źródła energii.

Forbes/Roma Bojanowicz