Fedorska: Ukraina nie spłaca długu za OZE

16 listopada 2021, 07:25 Energetyka
ukraina
fot. Wikipedia/CC

Ukraina stara się od lat ograniczyć emisyjność swojej energetyki. Jak podaje niemiecka gazeta Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ), w ubiegłym roku prawie siedem procent produkcji energii elektrycznej w tym kraju pochodziło ze źródeł odnawialnych, takich jak słońce i wiatr. Jeśli się do tego doda duże elektrownie wodne, to jest to już 12,4 procent. To około połowa tego, co Ukraina zamierza osiągnąć w ciągu najbliższych 15 lat – pisze Aleksandra Fedorska, współpracowniczka BiznesAlert.pl.

OZE na Ukrainie

Jak podaje Statistical Review of World Energy – BP z 2021 roku rozwój OZE na Ukrainie w 2020 roku zaliczył skokowy wzrost o ponad 75 procent procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Jeszcze w 2019 roku zużycie energii z wiatru i słońca wynosiło 0,05 EJ, podczas gdy rok później było to już 0,09 EJ. Jest to wprawdzie wysoki wzrost, ale na bardzo niskimi poziomie. Dla porównania w Polsce w 2020 roku było to 0,27 EJ, a w Niemczech 2,21 EJ. Jeszcze szybciej rozwija się na Ukrainie produkcja energii elektrycznej z OZE. W 2020 instalacje OZE wyprodukowały 9,7 TWh, co oznacza ponad 85 procent wzrostu w porównaniu do poprzedniego roku. Tymczasem wzrost ten wyniósł 8,7 procent w Polsce, a w Niemczech zaledwie 4,1 procent.

Na ukraińskim rynku OZE nie brak zagranicznych inwestorów, w tym także niemieckich. Przyciągały ich do niedawna wręcz bajkowe warunki – do niedawna Ukraina płaciła stawki gwarantowane w ramach systemu FiT (feed-in-tariff), które w przypadku energii słonecznej wynosiły 0,15 EUR/KWh i były najwyższe w Europie. Między 2019 a 2020 rokiem produkcja prądu z fotowoltaiki wzrosła o ponad 110 procent. Nie należy się więc dziwić, że inwestorzy w tym też wiele niemieckich firm, zrobili wszystko, co możliwe, by się pospieszyć ze stawianiem instalacji i zawieraniem umów na ceny gwarantowane, zanim w 2020 roku wprowadzono system aukcyjny.

Tymczasem okazuje się, że Ukraina nie jest w stanie wywiązać się wypłaty stawek gwarantowanych. FAZ zaznacza, że inwestorzy wykazują się sporą cierpliwością, bo spokojnie przeczekali zmianę systemu wsparcia OZE na Ukrainie. Jak na razie nie na wiele to się jednak zdaje, bo zachodnie firmy nadal czekają na przelewy płatności. Sprawą zajmuje się w imieniu zagranicznych firm renomowana amerykańska kancelaria prawnicza WilmerHale. W swoich komunikatach prasowych prawnicy już od ponad roku zwracali uwagę na problemy związane z niewypłaconymi zaległościami za stawki gwarantowane. W październiku kancelaria pisała nawet o eskalacji konfliktu.

– Rok po ustaleniach kryzys płatniczy nadal nie został rozwiązany, a nawet się pogłębia. Ukraina stoi obecnie w obliczu pierwszego z być może wielu roszczeń inwestorów zagranicznych w ramach dwustronnych i wielostronnych umów inwestycyjnych w związku ze zmianami w systemie FiT. Ostatnie wydarzenia mogą spowodować dodatkowe spory między inwestorem a rządem Ukrainy i dochodzenie roszczeń przed sądami krajowymi – ogłosiła WilmerHale.

Te ostanie wydarzenia, o których mówią prawnicy, to fakt, że Ukraina do lipca 2021 wypłaciła zaledwie 26 procent zaległej kwoty, mimo ustalonych wcześniej 70 procent. Jeszcze poważniej brzmią doniesienia o defraudacji środków przeznaczonych dla zagranicznych inwestorów.

FAZ wyjaśnia, że ukraiński rząd zobowiązał banki państwowe do pożyczenia 300 milionów euro operatorowi sieci Ukrenergo. Ten przekazał pieniądze funduszowi, który rozlicza zieloną energię i uiszcza opłatę dla producentów. Jednak pieniądze te przekazano częściowo, jak podejrzewa FAZ, państwowemu koncernowi jądrowemu Energoatom, który z kolei miał otwarte rachunki z amerykańskim koncernie Westinghouse. W ten sposób wielu operatorów farm wiatrowych i fotowoltaicznych nadal czeka na wypłatę zaległych sum gwarantowanych.

Ukraina i USA podpisały kartę partnerstwa strategicznego. Jednym z celów jest przeciwdziałanie agresji rosyjskiej