font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 29 sierpnia, 2014 godz. 10:56   

Jakóbik: Gazowa Jałta staje się faktem. Europa mówi rosyjskim głosem

Wojtek Jakóbik

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Zachód nie reaguje na wejście rosyjskich wojsk na nowe terytoria Ukrainy na południowym-wschodzie kraju. Rośnie ryzyko nowej Jałty – zgniłego kompromisu politycznego dla świętego spokoju kosztem prozachodniego narodu za wschodnią granicą Polski. Gazowa Jałta staje się faktem już teraz, bo Komisja Europejska zaczyna mówić rosyjskim głosem.

Komisja Europejska podkreśla, że jeśli rosyjski gazociąg South Stream ma być zbudowany, to tylko zgodnie z przepisami trzeciego pakietu energetycznego i prawa Unii Europejskiej – wynika z oświadczenia złożonego wczoraj przez komisarza ds. energetyki, Günthera Oettingera. To różnica w stosunku do wcześniejszych wypowiedzi i deklaracji ze Strategii Energetycznej Komisji Europejskiej w których padło żądanie deeskalacji kryzysu na Ukrainie jako warunku powrotu do rozmów o wyłączeniu rosyjskich gazociągów OPAL i South Stream spod reżimu trzeciego pakietu energetycznego. Brak powiązania tych kwestii ze sprawą kryzysu ukraińskiego w stanowisku niemieckiego komisarza może świadczyć o woli „odpolitycznienia” tematu czyli uniezależnienia go od sytuacji nad Dnieprem, aby w razie dalszego konfliktu możliwy był kompromis z Rosją. Można się zatem spodziewać, że także śledztwo antymonopolowe przeciwko Gazpromowi będzie dalej hamowane, pomimo możliwości wykorzystania go jako formy nacisku wobec Rosjan, która nie będzie jednocześnie formalną sankcją. Wyniki śledztwa miały być opublikowane jeszcze wiosną, ale komisarz ds. konkurencji Joaquin Almunia obawiał się właśnie „upolitycznienia” procesu.

Dziś Oettinger ma spotkać się z rosyjskim ministrem energetyki Aleksandrem Nowakiem, aby omówić kwestie dostaw rosyjskiego gazu do Europy mimo kryzysu ukraińskiego. Spotkanie będzie także formą przygotowania do rozmów KE-Ukraina-Rosja zaplanowanych na 6 września. Po tym jak Moskwa zamroziła rozmowy i wprowadziła przedpłaty za dostawy gazu na Ukrainę, co spowodowało ich faktyczne zatrzymanie ze względu na brak wpłat z Kijowa, Rosjanie zdecydowali się obecnie na powrót do stołu negocjacji. Moskwa godzi się na rozmowy, ponieważ Europa pozwala jej najwyraźniej na dyktowanie warunków.

Nowak zapewnia, że Rosji zależy na bezpieczeństwie energetycznym Europy. – Podejmiemy maksymalny wysiłek na rzecz realizacji naszych kontraktów z europejskimi klientami bez względu na obecną sytuację polityczną w takim lub innym kraju tranzytowym – zadeklarował. W Brukseli są obawy, że Moskwa może wstrzymać dostawy gazu w miesiącach zimowych w reakcji za sankcje nałożone przez Zachód na Rosję. Zaprzecza temu oficjalnie Kreml. Oettinger obawia się, że zimą mogą nastąpić przerwy dostaw do klientów europejskich. W rozmowie z niemiecką telewizji ARD zasugerował, że Kijów może podkradać gaz. – Podczas długiej i zimnej zimy Ukrainie będzie brakowało gazu, a jeśli tak się stanie, pojawi się niebezpieczeństwo kradzieży surowca. Gaz może znikać na drodze ze Wschodu na Zachód – zasygnalizował Niemiec. – Dlatego kluczowe jest abyśmy nie dopuścili do dalszej eskalacji konfliktu na Ukrainie. W rozmowach z innymi mediami Oettinger zadeklarował, że Europa nie sądzi aby Rosja lub Ukraina zatrzymały dostawy gazu ale takie ryzyko „jest większe niż zerowe”. Również minister energetyki Aleksander Nowak podkreślił, że zdaniem Rosji jest ryzyko, że Ukraina może w zimie kraść gaz. Do tej pory tylko Rosjanie rozsiewali propagandę na temat Ukraińców-złodziei, którzy podbierają surowiec z dostaw przeznaczonych dla Europy. Obecnie w tę narrację wpisuje się komisarz Oettinger, co może oznaczać, że gazowa Jałta stała się faktem, a na spotkaniu 6 września Ukrainie zostanie zaprezentowana propozycja nie do odrzucenia. W ten sposób Europa kupi kolejne miesiące spokoju kosztem ukraińskich interesów. Jedyne co być może uzyska, to niższa cena dostaw z Rosji. Szersze otwarcie rewersów z Zachodu i europeizacja sektora gazowego nad Dnieprem schodzą na drugi plan. Najwyraźniej dla Europy ważne jest bezpieczeństwo dostaw a nie ukraińskie bezpieczeństwo energetyczne w ogóle, pomimo faktu, że należy ona do Europejskiej Wspólnoty Energetycznej. Dlatego zgodzi się na uprzedmiotowienie Ukrainy w rozmowach na jej temat, aby uniknąć eskalacji napięcia w relacjach z Rosją. Mocarstwa będą rozmawiać o wojnie w Donbasie jak o starciach w Południowym Sudanie i w ten sposób zostanie zrealizowany kolejny postulat Rosjan czyli uczynienie z Ukrainy państwa upadłego.

Jednakże formalnościom musi stać się zadość. Na wypadek nowej wojny gazowej Komisja Europejska ma opracować scenariusz w którym staje tranzyt gazu przez Ukrainę. Opublikuje go w październiku wraz z dogłębną analizą ewentualnych skutków dla Europy, że Ukraina musi płacić swoje rachunki za gaz z Rosji ale ma prawo oczekiwać sprawiedliwej ceny. Zdaniem Oettingera ewentualne nowe sankcje Zachodu w odpowiedzi na dalsze działania Rosjan na Ukrainie nie powinny dotyczyć sektora gazowego. – Sektor gazowy nie jest dobrym celem sankcji bo stworzyłyby one sytuację obustronnych strat dla wszystkich: Rosji, Ukrainy i Unii Europejskiej – powiedział.

Europa chce business as usual w sektorze gazowym, szykujmy się zatem na gazową Jałtę. Podczas weekendowego spotkania przywódców europejskich nie będzie rewolucji. Będzie twarda, realna polityka po myśli europejskich klientów Gazpromu, nie Ukrainy. Większość firm gazowych z Europy i rządy w Berlinie, Budapeszcie i kilku innych stolicach chcą dobrych relacji z Rosją pomimo wojny nad Dnieprem. Zmiany personalne w Komisji Europejskiej nic tu nie zmienią. Wojna gazowa nie będzie Rosjanom potrzebna. Wygrają spór o Ukrainę bez jej wypowiedzenia zgodnie z naukami Sun Tzu, które prezydent Władimir Putin na pewno dokładnie przestudiował w szkole KGB.