Jakóbik: Kij i marchewka Kremla przed finałem rozmów KE-Ukraina-Rosja

16 maja 2014, 12:10 Energetyka
Wojtek Jakóbik

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Gdy prezydent Władimir Putin pisze pojednawczy list do klientów Gazpromu w Europie a premier Dimitrij Miedwiediew łagodzi stanowisko ws. długu gazowego Ukrainy, kluczowy gazociąg staje się celem ataku terrorystycznego. Czy Kreml znów stosuje metodę kija i marchewki?

W drugim liście do europejskich odbiorców gazu słanego przez Gazprom przez terytorium Ukrainy prezydent Rosji wyraził oczekiwanie większego wsparcia ze strony Europy dla Ukrainy. Chodzi oczywiście o wsparcie finansowe, które wbrew pierwotnym założeniom nie będzie prawdopodobnie kierowane na reformę sektora energetycznego, modernizację gazociągów i innych inwestycji mających poprawić jego kondycję, a jedynie na spłatę zaległości gazowych Ukrainy. Dług za dostawy, w wysokości 3,5 mld dolarów (przy uwzględnieniu nowej ceny ustalonej przez Gazprom – $485,5/1000m3) to nie jedyne zobowiązanie Kijowa wobec firmy. Zalega ona jeszcze z płatnościami za gaz niepobrany pomimo klauzuli take or pay w umowie z Rosjanami (18 mld dolarów) oraz za retroaktywny rabat z pierwszego kwartału tego roku ($268,5/1000m3) w wysokości 17 mld dolarów, który Rosjanie zamierzają anulować.

Kijów nie może zgodzić się na anulowanie obniżki. Uzyskał ją w zamian za przedłużenie możliwości stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie. Rosja anektowała Krym i, uznając Półwysep za część swojego terytorium, uznaje to porozumienie za niebyłe. Ukraina twardo broni swej integralności terytorialnej i dlatego przede wszystkim naciska na starą cenę. Naftogaz deklaruje, że w oparciu o nią może zapłacić w czerwcu 4 mld dolarów za dostawy z Rosji. Dzisiaj minął pierwotny termin wystawienia rachunku gazowego za czerwiec przez Gazprom. Firma podała jednak 14 maja, że przy założeniu, że cena dostaw wynosi $485,5/1000m3 Ukraina będzie zmuszona zapłacić 1,6 mld dolarów za 3,4 mld m3 dostarczone w czerwcu. Przy starej cenie, tę należność należy szacować na mniej niż 1 mld dolarów. A zatem sumując go z długiem za tegoroczne dostawy (Gazprom – 3,5 mld dol., Naftogaz ~ 2 mld dol.) otrzymujemy mniej niż 4 mld dolarów, które chce zapłacić Kijów. Naprzeciw Kijowowi wydają się wychodzić deklaracje Putina i Miedwiediewa. Pierwszy oczekuje konkretnej oferty spłaty. Drugi zapowiada, że Ukraina powinna spłacić „przynajmniej część zadłużenia”.

Zanim pojawiły się te deklaracje doszło jednak do niepokojącego incydentu. Po raz kolejny w kilkudziesięcioletniej historii swego funkcjonowania Gazociąg Urengoj-Pomary-Użhorod 12 maja stał się obiektem ataku terrorystycznego. Nawiasem mówiąc to m.in. na jego modernizację miały zostać przeznaczone zachodnie pieniądze, a duże środki na ten cel przeznaczyła jeszcze w 2011 roku Ukraina. 15 maja informację o ataku potwierdziły regionalne władze. Na miejscu wybuchu znaleziono zdalnie sterowane detonatory. Śledztwo w tej sprawie przejęła Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Kijów wzmocnił ochronę gazociągów w okolicach Karpat ze względu na ich strategiczne znaczenie, dlatego oprócz służb nadzorem rur zajmą się także żołnierze. W czasie badania obszaru wybuchu doszło do kolejnej eksplozji w sieci doprowadzającej gaz do magazynu Bogorodczany. Przedstawiciele władz na Ukrainie są przekonani, że ataki miały podważyć wiarygodność tranzytu przez terytorium kraju w obliczu trwających negocjacji gazowych KE-Ukraina-Rosja. Niestabilność ukraińskiego systemu przesyłu gazu byłaby kolejnym argumentem, po sugestiach możliwości podkradania gazu dla Europy przez Kijów, za zezwoleniem na wykorzystanie pełnej mocy niemieckiego gazociągu OPAL przez Rosjan, w celu zwiększenia przesyłu przez Nord Stream kosztem Ukrainy. W dłuższej perspektywie te argumenty mogłyby posłużyć do uzyskania w Komisji Europejskiej podobnego ustępstwa dla South Stream. Komisja odmawia rozmów na ten temat w odpowiedzi na aneksję Krymu i działalność rosyjskich służb specjalnych na terenie wschodniej Ukrainy. Jej stanowisko może jednak zmienić się, jeśli zostanie postawiona przed faktem dokonanym a gaz znad Dniepru przestanie płynąć.

Urengoj-Pomary-Użhorod doprowadza rosyjski gaz z syberyjskich złóż Urengoj przez rosyjski Kursk, okolice Sumów, Winnicy do rozdzielnika w pobliżu Iwano-Frankowska, skąd surowiec płynie na Słowację, Węgry i Rumunię. Także za pomocą ukraińskiej części gazociągu będzie rozprowadzany po kraju surowiec dostarczany za pomocą rewersowych dostaw ze wspomnianych krajów Unii Europejskiej. Gazociąg Wojany-Użhorod to połączenie, którym mają docierać pierwsze dostawy ze Słowacji (3,5 mld m3 rocznie). To kluczowa rura, ponieważ na jej funkcjonowanie nie ma wpływu Gazprom, blokujący wykorzystanie rewersów na głównym połączeniu ze Słowacją o dużo większej przepustowości.

Omawiany gazociąg ciągnie się

Omawiany gazociąg ciągnie się przez okolice Sumów, Winnicy, Iwano-Frankowska i Użhorodu.

Wybuch jest jasnym sygnałem ostrzegawczym dla Kijowa. Dyscyplinuje Ukraińców przed rozmowami, które Bruksela zapowiada na poniedziałek 19 maja. Komisja Europejska przyjmuje dalece koncyliacyjne stanowisko, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji. Następna runda rozmów odbędzie się prawdopodobnie tydzień później, by przygotować porozumienie przed czerwcowym terminem wprowadzenia przedpłat za dostawy od Gazpromu. W tym kontekście pojednawcze głosy Putina i Miedwiediewa wypadają bardzo fałszywie. Moskwa używa marchewki ale nie zapomina o kiju. Na szczęście dla Kremla nieznani sprawcy pogarszają pozycję negocjacyjną Kijowa akurat w tej kluczowej chwili. To łut szczęścia albo na chłodno wykalkulowana, brutalna polityka.