Jakóbik: Łabędzi śpiew Gazpromu

30 października 2013, 10:03 Energetyka
Wojtek Jakóbik

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl i ekspert Instytutu Jagiellońskiego

Brytyjski The Guardian jako jedna z pierwszych gazet poinformował o możliwości wybuchu nowej wojny gazowej między Rosją i Ukrainą. Moskwa w przededniu spodziewanego podpisania umowy stowarzyszeniowej między Unią Europejską a Ukrainą wytoczyła najcięższe działo – Gazprom, w celu zepchnięcia Ukraińców z zachodniego kursu. Problem polega na tym, że akurat to działo powoli traci amunicję. Co nie znaczy, że Rosjanie nie posiadają innych.

Rosjanie oficjalnie odcinają się od ukraińskich aspiracji europejskich ustami prezydenta Władimira Putina, który ocenia, że jest to sprawa Kijowa. Prawdziwe stanowisko Moskwy prezentuje jednak Gazprom, którego dyrektor Aleksiej Miller zażądał spłaty długu za sierpniowe dostawy gazu w wysokości 882 mln dolarów. Zapłata powinna wpłynąć na konto rosyjskiego giganta 1 października, jednak tak się nie stało. Rosjanie są z tego powodu „zaniepokojeni” i oczekują szybkiego rozwiązania problemu przez, jak mówią, „niegodnych zaufania partnerów” z Ukrainy.

Moskwa próbuje za pośrednictwem Gazpromu przykręcić śrubę, nieoficjalnymi kanałami zapowiadając wprowadzenie przedpłat w ramach umowy gazowej z Kijowem. Jeżeli Ukraińcy nie zapłacą, Naftogaz nie dostanie gazu. Tymczasem ukraiński skarbiec jest pusty a rozmowy o dalszych pożyczkach z Międzynarodowym Funduszem Walutowym trwają. Premier Mykoła Azarow jest w tej sprawie optymistą. Ocenia, że współpraca z Funduszem wpisuje się w europejski wektor polityki jego kraju. To jasny sygnał dla Rosjan, że Kijów zamierza zacisnąć zęby i, korzystając z pieniędzy MFW, przetrwać presję Gazpromu.

Dlatego Rosjanie, znów za pomocą gazowego giganta, wrzucają do koszyka kolejny argument. W rozmowie z telewizją Rossija 24 doradca prezydenta Rosji Sergiej Glazyjew ocenia, że po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, Gazprom nie będzie mógł wejść w skład konsorcjum zarządzającym ukraińskim systemem przesyłu gazu. Zwraca on uwagę, że na mocy rozdziału właścicielskiego zapisanego w trzecim pakiecie energetycznym Europejskiej Wspólnoty Energetycznej, której Ukraina jest już członkiem, wyklucza jednoczesną odpowiedzialność jednej firmy za dostawy surowca i kontrolę nad infrastrukturą je świadczącą. Niezależnie od oceny tego stanowiska, którą należy pozostawić prawnikom, trzeba zwrócić uwagę, że i bez umowy stowarzyszeniowej unbundling już teraz obowiązuje Ukraińców z tytułu członkostwa w EWE, zatem argument Glazyjewa jest nietrafiony.

Gazprom ma coraz mniej argumentów, które może wykorzystać Moskwa w celu wpłynięcia na politykę zagraniczną Kijowa. Należy docenić zabiegi dywersyfikacyjne Ukraińców, którzy pobierają gaz na mocy umowy z niemieckim RWE z Węgier i Polski (dostawy ruszyły po przerwie na początku października) oraz starają się o uruchomienie dostaw na rewersie z Rumunii i Słowacji. Przy tym trzeba zaznaczyć, że Kijów prawdopodobnie sam także utrudnia negocjacje na temat kluczowych dostaw ze Słowacji (stamtąd może popłynąć najwięcej gazu). Także niezależny holding energetyczny DTEK podpisał własną umowę gazową z PGNiG. Wolumen dostaw zostanie dopiero ustalony. O dostawach LNG do mającego powstać gazoportu w Odessie Ukraińcy rozmawiają także z Amerykanami, którzy w ostatnim czasie zaangażowali się dyplomatycznie w sprawie umowy stowarzyszeniowej i rozmów z Gazpromem. Wicepremier, były minister energetyki i przemysłu węglowego Jurij Bojko spotkał się 28 października w Waszyngtonie ze specjalnym wysłannikiem Departamentu Stanu USA i koordynatorem spraw międzynarodowej energetyki Carlosem Pascualem.

Widmo wojny gazowej, której obawia się zachodnia prasa, blednie, ponieważ przyniosłaby ona Rosjanom więcej strat niż korzyści. Będą oni oczywiście nadal starali się zablokować podpisanie umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie zaplanowanym na 29 listopada tego roku. Będą jednak musieli skorzystać z innych asów w rękawie, których oczywiście nie brakuje, ponieważ zmieniające się realia na europejskim rynku gazowym i wspomniane starania o uniezależnienie od dostaw gazu z Rosji sprawiają, że ostateczny argument w postaci groźby zakręcenia kurka z gazem traci wartość w rozmowach z Kijowem.

Gazprom może tworzyć nowe plany inwestycyjne i zwiększać ich budżety o kolejne miliardy dolarów. Zarząd firmy zrobił to 29 października. Po dodaniu 321 mld rubli budżet inwestycyjny opiewa teraz na wielką sumę biliona rubli. Zakłada, że zyski Gazpromu w 2013 roku sięgną 5 bln rubli a wydatki wyniosą 5,5 bln. Dlatego firma pożyczy nie, jak wcześniej planowano 139,2 mld a 229 mld rubli. Te pieniądze mają sfinansować kolejne projekty infrastrukturalne w Europie na czele z nadal fantastycznym South Stream.

Gazprom sam jest pod kreską a jego pozycja w Europie i samej Ukrainie słabnie. Dlatego pomruki o wojnie gazowej to łabędzi śpiew rosyjskiego giganta. Rosjanie będą musieli posłużyć się innym narzędziem w celu zablokowania europejskich aspiracji Kijowa. Jeżeli ich nie znajdą, do podpisania umowy stowarzyszeniowej z pewnością dojdzie. Wtedy Ukraińcy i Europa wygrają kolejną bitwę w wojnie o przyszłość Europy Środkowo-Wschodniej, której finał jest odległy a wynik trudny do przewidzenia.