font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna Gaz OZE 4 lipca, 2014 godz. 8:57   

Jakóbik: Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej

Wojtek Jakóbik

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Izby Przemysłowo-Handlowe Serbii, Węgier i Bułgarii podjęły wczoraj wielostronne zobowiązanie do ściślejszej współpracy na rzecz rozwoju gospodarczego i bezpieczeństwa energetycznego. Nieprzypadkowo wspólne oświadczenie wydają Izby krajów, które prowadzą prorosyjską politykę energetyczną. Jednocześnie wciąż należą one do Wspólnoty Energetycznej, a swoim działaniem podważają solidarność energetyczną Europy.

W założeniu Wspólnota Energetyczna miała być emanacją solidarności krajów europejskim w sektorze energetycznym. Miała animować przyjmowanie acquis communautaire i łączenie rynków energii elektrycznej oraz gazu ziemnego. Jednakże solidarność w jej łamach słabnie, pomimo kryzysu ukraińskiego. To rosyjska polityka energetyczna dzieli Europę na obozy choć teoretycznie powinna napędzać integrację. Serbię, Węgry oraz Bułgarie łączy zainteresowanie udziałem w projekcie gazociągu South Stream mającego omijać Ukrainę i doprowadzać gaz do Europy Południowej i Środkowej z pominięciem tranzytu przez ten kraj. Komisja Europejska, która broni interesu Ukraińców, którzy wstąpili do Wspólnoty Energetycznej, zgłosiła zastrzeżenia do przetargów na projekt i jego zgodności z prawem antymonopolowym trzeciego pakietu energetycznego. Komisarz ds. energii Gunther Oettinger zapowiedział, że kraje, które nie podporządkują się zamrożeniu rozmów na temat South Stream zarządzonemu przez Brukselę, poniosą konsekwencje.

Trzy wspomniane kraje należą do Wspólnoty Energetycznej, jednak nie zamierzają podporządkowywać się jej pryncypiom. Poza tym, że mają problemy z implementacją unijnego prawa w swoich sektorach energetycznych, prowadzą seperatystyczną politykę energetyczną po myśli Rosji. Argumentują, że tranzyt gazu przez Ukrainę nie jest godny zaufania, dlatego nie ma alternatywy dla South Stream. Naciskają na dywersyfikację szlaków dostaw, nie dostawców. Z punktu widzenia Brukseli, która przyjmuje logikę dywersyfikacyjną, South Stream z monopolem Gazpromu jest inwestycją zbędną, ponieważ nie pozwoli na dopuszczenie nowych dostawców – z krajów kaspijskich lub śródziemnomorskich – do przepustowości rury. Dlatego Komisja Europejska domaga się podporządkowania gazociągu zasadom trzeciego pakietu energetycznego. W innym wypadku nawet po zakończeniu inwestycji KE nie zamierza pozwolić na uruchomienie przesyłu. – Po co Rosjanom rura, przez którą nie będzie mógł płynąć gaz? – pyta retorycznie Oettinger.

Postawa Serbii nie szokuje. To tradycyjny partner Rosji w polityce europejskiej. Pozornie ugodowa postaw Bułgarii polegająca na zamrożeniu prac przy jej odcinku South Stream nie oznacza, że Sofia przestała walczyć o realizację projektu. Najbardziej rozłamową politykę energetyczną pod względem skali zaangażowania i oddziaływania podejmują Węgry, które oprócz bezwarunkowego poparcia dla South Stream bez wahania pożyczają od Rosjan pieniądze na rozwój energetyki atomowej. Ich postawa godzi w, i tak kruchą, współpracę w sektorze energetyki gazowej w ramach Grupy Wyszehradzkiej, która ogranicza się do budowy sieci interkonektorów łączących systemy przesyłowe krajów Grupy. Nie rozszerza się jednak jeśli chodzi o parasol ochronny unijnego prawa antymonopolowego, bez którego nawet najbardziej zsieciowane systemy mogą zostać zmonopolizowane przez jednego dostawcę – w domyśle Gazprom. Węgrzy uderzają w polskie plany Unii Energetycznej i inne inicjatywy podejmowane przez Warszawę. Efekt jest taki, że bliższą naszym interesom postawę względem Unii w sektorze energetycznym przyjmują Hiszpanie, którzy liczą na zyski z pośrednictwa w handlu LNG z europejskimi klientami, niż teoretycznie bliższe geopolitycznie Węgry.

Prorosyjskie lobby Węgier i Bułgarii osłabia polską siłę negocjacyjną w Radzie Europejskiej, która zadecyduje o ostatecznym kształcie rozwiązań zapisanych przez Komisję Europejską w Europejskiej Strategii Bezpieczeństwa Europejskiego, która zawiera wiele z postulatów Unii Energetycznej wysuwanych przez Polaków. Jeżeli w sprawie pakietu klimatycznego zawsze mogliśmy liczyć na mniejszość blokującą z udziałem państw postkomunistycznych, to w sprawie np. wspólnych zakupów gazu będziemy musieli szukać wsparcia gdzie indziej niż w Budapeszcie i Sofii.

Postawa południowych krajów o prorosyjskiej polityce energetycznej może stać się także wymówką dla większych graczy opowiadających się za business as usual w relacjach z Moskwą, jak Austria i Niemcy. Dlatego koncesja ze strony Warszawy, która pozwoliła wbrew swoim interesom na „doklejenie” agendy klimatycznej do rozmów o Strategii Energetycznej, zapewne w zamian za większą przychylność dla naszych postulatów w sektorze gazowym, może pójść na marne.

Dzięki aktywnej polityce Rosji i braku jedności w Europie wyłom we Wspólnocie Energetycznej już powstał. Czy długofalowo doprowadzi do jej dezintegracji a razem z nią pogrzebania śmiałych planów dywersyfikacyjnych? Niekorzystny trend przełamie tylko wspólna polityka energetyczna forsowana przez Brukselę, którą popierają Polacy. Finał tej rozgrywki da odpowiedź, czy europejska Wspólnota może funkcjonować w sektorze energetycznym i da przesłanki na temat potencjału solidarności krajów europejskich w ogóle.