Jakóbik: Zbieranie ziem sowieckich a energetyka

16 kwietnia 2014, 08:45 Energetyka
Wojtek Jakóbik

Działania rosyjskich żołnierzy we wschodniej Ukrainie pokazują, że aneksja Krymu była tylko jednym z serii planowanych działań w ramach zbierania ziem sowieckich przez Władimira Putina. Ważnym elementem planu jest energetyka.

Rosjanie anektowali Krym po nowatorskiej akcji nieoznakowanych sił specjalnych wspieranych przez lokalnych seperatystów. Podobne działania podejmują obecnie w oblastii donieckiej i okolicach, co ułatwia im do tej pory rachityczna reakcja Kijowa. Moskwa kalkuluje także siły seperatystów w innych byłych republikach radzieckich – w krajach bałtyckich i Mołdawii. Sonduje m.in. rosyjskojęzycznych obywateli Łotwy z Łatgalii.

Trwa zbieranie ziem ruskich (sowieckich) za pomocą swego rodzaju tatarskich zagonów wysyłanych coraz dalej na Zachód, które powstrzyma jedynie stanowcza reakcja państw zachodnich. Putin wykorzystuje okno możliwości otwarte dzięki powstaniu pustki strategicznej w Europie. Administracja Baracka Obamy zdecydowała się na reset (dziś wiadomo już jak nieudany był ten pomysł) i rozpoczęła wycofanie wojsk z Niemiec. Tymczasem kraje europejskie obciążone niekończącymi się wydatkami socjalnymi zmniejszały wydatki na obronność, gdzie chlubnym wyjątkiem była Polska. Jednocześnie państwa zachodniej Europy wchodziły w coraz większą zależność od rosyjskich firm, głównie w energetyce – wystarczy spojrzeć na konsorcja Nord Stream i South Stream, w których wiodą prym firmy niemieckie, francuskie i włoskie. W obliczu rosnących problemów demograficznych i ekonomicznych Rosja zdecydowała się zatem wykorzystać sprzyjające warunki do ostatniego skoku na europejski bank – ziemie, aktywa, punkty strategiczne. Chociaż krótkoterminowo ponosi koszty ekonomiczne (giełda pikuje, firmy tracą zaufanie) to długoterminowo niewątpliwie planuje zyskać. Zajęcie Krymu i swoboda działania na wschodniej Ukrainie tylko potwierdza umiejętności rosyjskich strategów, którzy układają dziś europejskie szachy.

W zakresie energetyki najważniejszym posunięciem było stworzenie precedensu na Krymie. Dzięki aneksji możliwa jest już realizacja wariantu krymskiego dla South Stream, oraz sięgnięcie po złoża węglowodorów na szelfie Morza Czarnego. Chociaż Amerykanie zapowiadają sankcje, jeżeli Gazprom przejmie Czornomornaftogaz zajmujący się wydobyciem w tamtych okolicach, to reakcja jest nadal warunkowa, a zatem w praktyce niebyła. Precedens krymski nabiera znaczenia w kontekście polecenia prezydenta Władimira Putina z 14 kwietnia dla ministerstwa spraw zagranicznych i ministerstwa obrony, aby do lipca b.r. przygotowały projekt granicy epikontynentalnej Rosji na Morzu Ochockim.  Granica ma przebiegać 200 mil morskich od morskiej granicy ekonomicznej kraju na tym akwenie. Posunięcie ma być zgodne z niedawną decyzją komisji ONZ ds. granic.  Rosyjski minister ds. zasobów mineralnych Siergiej Donskoj zwrócił uwagę, na znaczenie tej decyzji dla rosyjskiej gospodarki – suwerenność Rosji na tym obszarze  morskim obejmuje  ogromne bogactwa znajdujące się pod dnem Morza Ochockiego. Dotyczy to szczególnie obfitych złóż ropy i gazu.

Jeśli pozwolimy na precedens krymski, w przyszłości analogicznym ruchem Putina może być sięgnięcie po złoża Arktyki w oparciu o niego oraz decyzję dotyczącą poszerzenia granic wód terytorialnych.  Traktat z Spitsbergen z 1925 roku ustanowił Archipelag Svalbard własnością Norwegii ale pozwolił państwom sygnatariuszom na swobodne korzystanie z jego zasobów naturalnych. Na terenie archipelagu znajdują się bogate złoża węgla kamiennego i potencjalnie zasobne złoża gazu ziemnego oraz ropy naftowej (5-6 mld ton ekwiwalentu ropy). Svalbard został zdemilitaryzowany a na straży jego neutralności stoi NATO. Na tamtejszych złożach zależy Statoilowi, którego wydobycie spada ale także Rosjanom, którym z pomocą może przyjść właśnie przywołana przez Putina decyzja ONZ i dekret prezydencki o poszerzeniu wód terytorialnych, których granic Traktat Spitsbergeński nie reguluje. Pola gazowe Sztokman na rosyjskich wodach Morza Barentsa pozostają niewykorzystane, ponieważ Statoil, francuski Total i Gazprom oceniły, że projekt jest nierentowny pomimo swojego potencjału – szacunkowo 3,8 bln m3 gazu ziemnego i ponad 37 mln ton kondensatu gazowego. Rosjanie mogą zatem sięgnąć po bardziej perspektywiczne złoża Archipelagu Svalbard, jeżeli NATO pozwoli im na wcześniejsze zebranie ziem sowieckich w Europie. Wtedy brak reakcji na destabilizowanie Ukrainy zemści się jeszcze większym problemem geopolitycznym.

Długofalowo Rosjanie są jednak na przegranej pozycji a ich agresja musi sprowokować odpowiedź Zachodu. To kwestia czasu. Europejski rynek gazu ziemnego zmienia się i impregnuje na wpływ rosyjskiej polityki energetycznej. W ostatnim czasie poprawa relacji Zachodu z Iranem doprowadziła do rozpoczęcia rywalizacji Teheranu z Moskwą o europejski rynek gazu. Agresja Moskwy jednoczy kraje b. ZSRS jak Azerbejdżan i Turkmenistan, które zacieśniają współpracę i, przełamując konflikt interesów, mówią coraz wyraźniej o wspólnej sprzedaży gazu do Europy. Ta zmiana ma istotne znaczenie dla realizacji projektu Gazociągu Transkaspijskiego, który mógłby dostarczać gaz z Turkmenistanu, razem z azerskim na rynki europejskie za pomocą infrastruktury Korytarza Południowego. Projekt forsuje Komisja Europejska ale blokowało go dotąd Baku obawiające się o to, że surowiec z Turkmenistanu będzie konkurował z azerskim o europejskich klientów. Wobec agresji Rosji na Ukrainie dyplomacje obu krajów zintensyfikowały spotkania. Proces wspierają także Amerykanie. Przeciwnikami zbliżenia i budowy Gazociągu Transkaspijskiego są z kolei Rosja i Iran, które uznają, że decyzja o położeniu rury musi zostać zaakceptowana przez wszystkie kraje kaspijskie. Rozwija się także rynek LNG, który uderzy w rosyjskie interesy na Wschodzie. Skroplony gaz z USA, Kanady, Australii i innych państw planujących słać go przez Pacyfik będzie konkurencją dla dostaw gazociągowych i LNG w ramach Wschodniego Planu Gazowego Moskwy.

Dlatego w moim przekonaniu Putin zamierza, niczym mongolski zagończyk, zdobyć ile się da i wrócić na Kreml z jarłykiem ukraińskim, mołdawskim i innymi, by potem z lepszej pozycji negocjować chwiejny pokój z Zachodem na następne lata. Takie założenie pozwala sformułować wnioski dla państw zachodnich. Im szybciej Zachód przyjmie ostre sankcje, tym mniejszą część swoich planów zrealizuje Kreml. Kolejną okazją do stanowczej reakcji będą rozmowy USA-Unia Europejska-Rosja-Ukraina w Genewie zapowiedziane na 17 kwietnia.

Unia Europejska

  1. W pierwszej kolejności sankcje powinny atakować plany wykorzystania aneksji Krymu przez rosyjski sektor gazowy. Komisja Europejska powinna ostrzec Rosję, że budowa krymskiego odcinka South Stream będzie oznaczała nielegalną działalność na ukraińskiej ziemi, a co za tym idzie trwałe zablokowanie tego projektu w Europie. Rada Spraw Zagranicznych UE powinna przeforsować solidarną decyzję w tej sprawie pomimo przychylnej rosyjskiej inwestycji postawy Bułgarii i Węgier.
  2. Rozmowy na temat zwolnienia gazociągu OPAL z reżimu trzeciego pakietu energetycznego powinny pozostać zamrożone.
  3. Należy ogłosić wyniki śledztwa antymonopolowego wobec Gazpromu. Komisja Europejska powinna wyznaczyć karę dla rosyjskiej firmy za nadużywanie pozycji na rynku Europy Środkowo-Wschodniej. Powinna także rozpocząć w tym zakresie nowe śledztwo w sprawie nadużyć Gazpromu wobec państw Wspólnoty Energetycznej, czyli m.in. Mołdawii i Ukrainy.
  4. Firmy energetyczne współpracujące z Gazpromem przy projektach Nord Stream i South Stream powinny równoważyć swoje zaangażowanie w rosyjskie inicjatywy, wsparciem dla Ukrainy poprzez realizację negocjowanego już zapełnienia ukraińskich magazynów gazowych surowcem kupowanym przez nie bezpośrednio od Gazpromu na granicy rosyjsko-ukraińskiej. W tym kontekście pozytywnym sygnałem jest gromadzenie zapasów przez RWE, ENI i GDF na wypadek konieczności wspierania systemów gazowych krajów europejskich w sytuacji zatrzymania tranzytu gazu przez Ukrainę. Realizacja tego rozwiązania jest tym bardziej prawdopodobna, że oznacza zwykłą transakcję z pominięciem ukraińskiego pośrednika, za jego zgodą.

Sankcje UE stoją oczywiście pod znakiem zapytania ponieważ w Europie brakuje solidarności energetycznej, a kraje jak Bułgaria, Niemcy, Słowacja i Węgry nie chcą porzucić współpracy z Rosjanami dla dobra Ukrainy – z obaw o bezpieczeństwo lub wyrachowania. Długofalowo jednak destabilizacja wschodniego sąsiada Polski oznaczająca w praktyce zgodę na dalsze ruchy Kremla opłaci im się mniej.

USA

  1. Amerykanie powinni zawiesić swoje zaangażowanie we wspólne projekty energetyczne z Rosjanami (np. Exxon Mobil w Arktyce, Rosnieft w Zatoce Meksykańskiej).
  2. Dyplomacje zachodnie powinny kontynuować rozmowy z krajami b. ZSRS (Azerbejdżan, Turkmenistan i inne) oraz Bliskiego Wschodu (Arabia Saudyjska i Iran) zmierzające do pozyskania nowych źródeł dostaw gazu ziemnego dla Europy oraz zagrożenia pozycji Moskwy na rynku ropy naftowej. USA mogą po raz kolejny skorzystać ze straszaka naftowego i uwolnić część rezerw federalnych w celu obniżenia ceny ropy na światowym rynku. Prezydent Barack Obama podjął już negocjacje w tym zakresie z Arabią Saudyjską. Azerskie media donoszą, że tematem rozmowy mogło być wspólne zaniżenie cen ropy naftowej w celu uderzenia w budżet Rosji, zależny od sprzedaży tego surowca. Podobne narzędzie zostało wykorzystane podczas agresji Sowietów na Afganistan w latach osiemdziesiątych XX wieku. Opisywane wyżej ocieplenie relacji Zachodu z Iranem i plany wejścia na europejski rynek gazu mogą spotęgować efekt. Pośrednim skutkiem będzie poza tym spadek cen gazu ziemnego w umowach długoterminowych z Gazpromem, ponieważ są uzależnione od indeksu ceny ropy.
  3. Amerykański Senat powinien przyjąć proponowany przez Republikanów LNG for NATO Act, który pozwoli na uprzywilejowanie sojuszników transatlantyckich w kontraktach na dostawy gazu skroplonego po rozbudowie infrastruktury.

Problemem jest opór administracji prezydenta z Hawajów – Baracka Obamy przed przestawieniem polityki zagranicznej na europejski tor. Chociaż generalicja amerykańska przekonuje go do stanowczych działań, gołębie otoczenie polityczne póki co ogranicza reakcję USA.

Pomoc dla ukraińskiego sektora gazowego

Brakuje funduszy na zrealizowanie założonej przez Zachód pomocy w wysokości 27 mld dolarów. Zdaniem ekspertów koszty te mogą wzrosnąć w ciągu najbliższych dwóch lat do 35-40 mld dolarów. Tutaj także liczy się czas bo zwłoka będzie zwiększać niestabilność gospodarki, osłabiać hrywne i zwiększać potrzeby finansowe. Dlatego David Johnson z Uniwersytetu George’a Washingtona uważa, że należy przyspieszyć pomoc Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W tym roku pomoc ma wynieść 7 mld dolarów z 14-18 mld obiecanych przez Fundusz. Tymczasem pieniądze są potrzebne przed wyborami 25 maja.

Polityka zagraniczna kosztuje. Wiedzą to Rosjanie, którzy ryzykują własną gospodarką realizując kolejne cele geopolityczne. Zachód o tym zapomniał i stoi sparaliżowany wobec zbójeckich wypraw Kremla w obawie o dochody swoich firm. Jednakże od tego jak długo będziemy zwlekać z adekwatną odpowiedzią będzie zależało jak daleki zagon wykona Władimir Putin i jak bardzo poprawi swą pozycję do przyszłych negocjacji.