Kaczerowski: Nowela ustawy o OZE to krok w dobrą stronę, ale…

3 lipca 2017, 11:00 Energetyka
energetyka wiatrowa oze wiatrak
fot. PGE

– Nowelizacja ustawy o OZE i ustawy odległościowej, którą w noweli nazywa się „i inną ustawą”. Znajdują się tam szczególne zmiany, na które czeka branża wiatrowa –  pisze Michał Kaczerowski, prezes spółki Ambiens.

Na pewno nowelizacja w kształcie zaproponowanym do konsultacji jest krokiem w dobrą stronę, natomiast nie spełnia ona wszystkich oczekiwań branży wiatrowej i potrzeb szeroko pojętej energetyki, które branża wiatrowa może zaspokajać w swoim obszarze. Można ją podzielić na trzy obszary: aktywa – farmy pracujące, projekty z pozwoleniami na budowę czekające na aukcję i szeroko pojęty development, który został zamrożony w trakcie realizacji lub potencjał, który może zostać uwolniony.

W ramach tych trzech obszarów nowelizacja ustawy odległościowej wniosłaby następujące zmiany: dla pracujących farm wiatrowych powrót do pierwotnej definicji budowli, który rozlicza podatek od nieruchomości na wcześniejszych, normalnych warunkach. Jest to krok w dobrą stronę. Co do finansowych projektów pracujących, warto pamiętać o kwestii zielonych certyfikatów. To jest rzecz, która wymaga interwencji, potrzeba albo nabić nadpodaże i w takich sposób zlikwidować lub umożliwić farmom pracującym migrację do systemu aukcyjnego. W oczach branży jest to rozwiązanie dobre z kilku względów.

Druga rzecz – obszar projektów czekających na aukcję z pozwoleniami na budowę; na pochwałę zasługuje pomysł trzyletniego harmonogramu zakupowego, o którym będzie mówiło Ministerstwo, o wolumenach dotyczących podziału koszyków, w ramach których moce mają być kupowane w danej technologii, natomiast jak to się sprawdzi w praktyce, będziemy mogli skomentować i ocenić w chwili, kiedy pojawi się koncepcja pierwszych trzech lat. Ogólnie rzecz biorąc model wydaje się ciekawy, ale zobaczymy jakie ilości będą przez Ministerstwo planowane. Jeśli chodzi o projekty czekające na umowę, co jest również istotne, termin ważności nie będzie planowany sztywnym terminem ustawy odległościowej, lecz pozwoleniami na budowę. To też daje dłuższy czas realizacji projektu i zmniejsza obawę, że projekt się zdezaktualizuje.

Jest też obszar, który został całkowicie pominięty; jest to kwestia regulacji odległościowych, dotyczących lokalizowania nowych farm wiatrowych, która ciągle nie została zrealizowana z punktu widzenia branży. Zgodnie z proponowaną nowelizacją umożliwia się budowanie domów w odległości mniejszej od 10 H względem istniejących wiatraków, co wydaje się rozwiązaniem absurdalnym. Pierwotnie 10 H miało chronić bezpieczeństwo i zdrowie mieszkańców, a zasada ta działała w obie strony, dzisiaj natomiast szkodliwość widziana jest w sposób jednostronny.

Ustawa przewiduje też, że nowo powstałe wiatraki nie będą „gorsze” od poprzednich – nie jest jednak jasne co to oznacza, ponieważ każdy model turbiny ma inne parametry, które działają w inny sposób, nie wiadomo czy gorszy, czy lepszy. Na przykład, jeśli maszyna będzie cichsza, będzie bardziej szkodliwa dla ptaków i nietoperzy. Dlatego tego rodzaju przepisy nie dają zainteresowanym pewności, a ta jest konieczna dla rozwoju branży.