Rapacka: Koronawirus pokazuje, że OZE też potrzebują dywersyfikacji

26 marca 2020, 07:31 Energetyka
fotowoltaika OZE
Instalacja fotowoltaiki. Fot. Pixabay

Gospodarka i energetyka po ustaniu pandemii nie będzie taka sama. Wybuch epidemii w Chinach pokazał toksyczną zależność Zachodu od łańcucha dostaw Państwa Środka. Rośnie znaczenie dywersyfikacji i udziału przemysłu krajowego – pisze Patrycja Rapacka, redaktor BiznesAlert.pl.

Długoterminowy szok systemowy

Rynek energetyczny został doświadczony przez pandemię koronawirusa i będzie ją odczuwał jeszcze przez wiele miesięcy. Chiny, będące w centrum pandemii, są głównym światowym producentem wielu technologii odnawialnych, jak panele słoneczne, turbiny wiatrowe czy akumulatory do samochodów elektrycznych. Obecnie łańcuchy dostaw produktów dla sektorów energii słonecznej i magazynowania odbijają się stopniowo po dużych spadkach w lutym, jednak jest duża szansa, że międzynarodowe starania na rzecz transformacji energetycznej zostaną opóźnione. Fatih Birol, dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) przekonywał, że inwestycje w energetykę słoneczną, wiatrową, wodór, baterie i wychwytywanie dwutlenku węgla (CCS) powinny być centralną częścią planów rządowych, ponieważ przyniosą podwójne korzyści: będą stymulować gospodarki i przyspieszać transformację. Epidemia dotknęła OZE, a także rynek ropy czy gazu, które po części wpływają na kondycję źródeł odnawialnych. Spada popyt na ropę i nie zostało przedłużone porozumienie naftowe. Petrostates walczą o wydobycie i cenę czarnego złota. Niskie ceny ropy naftowej spowolnią transformację energetyczną i odwrót od tego paliwa. Przykładowo samochody z silnikami spalinowymi zwiększają przez tanią baryłkę konkurencyjność względem pojazdów elektrycznych.

Koronawirus podważył niezawodność globalnego łańcucha dostaw OZE, a także źródła finansowania inwestycji tego rodzaju. Eksperci już dziś mówią o zahamowaniu inwestycji w tym sektorze. Stowarzyszenie Przemysłu Energetyki Słonecznej (SEIA) ostrzega, że pandemia dotknie około 50 procent sektora fotowoltaicznego w USA. Dotyczy to nie tylko dostaw, ale także 250 tysięcy osób zatrudnionych w branży – jest duże ryzyko, że fotowoltaika w USA straci połowę siły nabywczej. Według danych SEIA, aż 554 firmy zwróciły się o pomoc Kongresu USA. Cła na import chińskich paneli i modułów nałożone przez USA w 2018 roku, które były krytykowane przez branżę, paradoksalnie pomogły uniezależnić USA od Chin. Dziś okazał się to strzał w dziesiątkę, który zneutralizował skutki pandemii. W ciągu kilku lat Stany Zjednoczone zbudowały sobie nowy łańcuch dostaw. Zainstalowały 13,3 gigawata (GW) mocy w 2019 roku, czyli o 23 procent w porównaniu z 2018 rokiem. Prognozy na 2020 rok nie są już tak optymistyczne. Pandemia bezpośrednio wpływa na harmonogramy dostaw i popyt na energię słoneczną, a także uderza w terminowość realizacji projektów.

Sektor wiatrowy USA otrzymał pomoc w postaci ulg podatkowych, ale będą nimi objęte projekty, które już zaczęły być realizowane w tym roku. Według przewidywań w 2020 roku będzie o 4,9 GW mniej nowych mocy wiatrowych, niż pierwotnie mówiły prognozy. Łańcuchy dostaw dla energetyki wiatrowej obejmują Chiny, a także Brazylię, Meksyk i Indie. Szykuje się kryzys. Przykładowo, hiszpańskie fabryki łopat turbin wiatrowych od LM Wind Power i Siemens Gamesa, które zamykają już produkcję. Eksperci Wood Mackenzie wskazują także na fakt, że w Europie są ostrzejsze ograniczenia przemieszczania się niż w USA. Długoterminowy wpływ koronawirusa na rynek energetyczny zostanie wyciszony, jeśli kraje zachodnie będą w stanie sprawnie powstrzymać wirusa.

Rapacka: Koronawirus spowalnia rozwój OZE przez zależność od Chin

Dywersyfikacja i udział krajowy

Można przypuszczać, że po pandemii Państwo Środka nadal będzie dominować w globalnym łańcuchu dostaw ogniw, modułów czy elementów do elektrowni wiatrowych. Prawdpodobnie tylko duzi gracze będą mogli sobie pozwolić na dywersyfiukację. BNEF Bloomberg przewiduje, że na pandemii najbardziej stracą mniejsze i średnie fabryki. Zmiany nie nastąpią szybko, gdyż według Richarda Stubbe z te instytucji, budowa nowego łańcuch dostaw trwa dłużej niż pięć lat.

Kto mógłby zyskać na zmianach łańcucha dostaw? Przede wszystkim kraje Azji Południowo-Wschodniej. Eksperci wymieniają w tym kontekście Tajlandię, Wietnam i Malezję. Po opanowaniu pandemii potrzebna będzie dyskusja na temat stabilnych łańcuchów dostaw i takiej spodziewa się cytowany Stubbe. Firmy OZE będą częściej brać pod uwagę stabilność. Deweloperzy będą także bardziej chętni do współpracy z dostawcami, którzy mają rozwinięte lokalne łańcuchy dostaw niezależne od Państwa Środka. Z czym będzie się wiązała dywersyfikacja? Stubbe ocenia, że należy postawić na więcej niż dwa źródła dostaw komponentów. Taka zmiana wiązałaby się z szeregiem nowych umów mających na celu zmniejszenie ryzyka w przyszłości. Stubbe twierdzi także, że problematyczny jest fakt, iż większość mechanizmów finansowania pojedynczych projektów zależy od jednego stabilnego dostawcy.

Istotny jest także udział tzw. local content, czyli lokalnych produktów, przy budowie instalacji OZE. To jeden ze sposobów uniezależnienia inwestora od globalnych dostaw. Obowiązek realizacji określonej części nakładów inwestycyjnych przy zastosowaniu materiałów i usług oferowanych przez dane firmy w krajach, w których powstają nowe OZE, jest także istotne z punktu widzenia polityki gospodarczej, gdyż dzięki niemu rozwija się krajowy know-how, powstaje rynek zbytu dla lokalnych firm i nowe miejsca pracy.

Pobudka

Pandemia koronawirusa powinna być kubłem zimnej wody dla decydentów i uczestników sektora energetycznej. Uzależnienie od jednego źródła – czy to produkcji energii elektrycznej, czy zakupu komponentów – jest niekorzystne w sytuacjach kryzysowych. Wzrost udziału krajowego w inwestycjach OZE wspiera gospodarkę i zmniejsza ich zależność od globalnych łańcuchów dostaw, zwiększając bezpieczeństwo energetyczne. Wesprą go stosowne regulacje na rzecz jak największego wykorzystania tzw. local contentu.