Laskowski: Gdzie jest kierownik działu przemiału miału?

22 czerwca 2020, 13:00 Energetyka
Górnictwo

Gdzie jest kierownik działu przemiału miału? To sarkastyczne powiedzonko górników z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku zostało już zapomniane. W istocie jest odpowiednikiem dowcipu lotników kiedy stewardesa, przez intercom, pyta pasażerów „Czy leci z nami pilot?”, uspokajając, że wszystko jest pod kontrolą. Dokładnie z taką sytuacją mamy do czynienia w górnictwie – pisze Andrzej Laskowski, współpracownik BiznesAlert.pl.

Sprzedawcy węgla i problemy

Sprzedawcy węgla wystąpili do ministra klimatu o przedłużenie o kolejne dwa lata możliwości handlu miałami (z tabeli nr 6) dla drobnych odbiorców, korzystającymi z urządzeń o mocy 1MW. Słusznie zaprotestował Polski Alarm Smogowy.

Podobnie było z opłatami emisyjnymi za CO2, problem został „przespany” zamiast go rozwiązać. Wówczas ciepłownictwo i energetyka przez dziesięć lat nie robiły nic, aby nagle w 2019 roku przebudzić się i wszcząć alarm obwiniając wszystkich tylko nie siebie. Dzisiaj nawaliło zarówno górnictwo jak i administracja. Górnictwo, które mimo koniunktury sprzed pandemii nie podjęło działań modernizacyjnych na zakładach wzbogacania. Administracja, ponieważ nie zakończyła prac nad regulacjami prawnymi dotyczącymi kwestii – nazwijmy to – powiązanymi z jakością paliw np. notyfikacją organów Unijnych metody pomiarowej do, której stosowania zobowiązany jest PIH; czy kontroli emisji nie poprzez parametry fizyko-chemiczne węgla, ale w drodze pomiaru realnej emisji na kominie.

Ponadto sprawa ma znamiona schizofrenii. Czytając rozporządzenie o jakości paliw stałych (tabela nr 6) można zauważyć, że parametry jakościowe nie są wysokie. Wręcz przeciwnie. To bardzo przeciętne miały, a wręcz słabe. Skąd, więc działania sprzedawców. Popiół do 28 procent; siarka do 1,7 procent; wilgoć do 24 procent; opałowa od 18 MJ/kg to węgiel tylko pobieżnie płukany. Jedynie dolna klasy ziarnowej wymaga tzw. drywashing czyli prostego odsysania dla usunięcia pod-frakcji 0-1mm. A mimo to sprzedawcy protestują.

Gdzie jest więc problem?

Dla przykładu kopalnia Silesia ma na zwałach mnóstwo miałów – a może wyprodukować jeszcze więcej – o parametrach: popiół miedzy 8,5-12 procent; siarka 0,6–1,0 procent; wilgoć 7-10 procent; opałowa 27–28,5 MJ/kg. Dlaczego, więc sprzedawcy nie kupują tego węgla. Ma przecież super parametry. Odpowiedź jest prosta. Importowane niesorty mają lichą jakość przy bardzo niskiej cenie – wręcz dumpingowej.Nawet jeżeli za punkt odniesienia przyjąć ceny międzynarodowe ARA. Jednak ta niska cena oznacza też niską jakość przejawiającą się także wysokimi emisjami dymnymi. Jeżeli chcemy walczyć ze smogiem to nie możemy wprowadzać takie węgle na nasz rynek. Tymczasem importerzy sprzedają takie miały po wysianiu z tzw. niesortów, gdzie zarabiają na sortymentach średnich i grubych. Ale także wśród miałów są równi i równiejsi. Ten sam miał można sprzedać do ciepłowni, która dysponując cyklonami czy elektrofiltrami może bezpiecznie spalić go. Albo sprzedać drobnemu odbiorcy, który zadymi całą okolicę. Różnica jest taka, że ciepłownia zapłaci 10–12 zł/GJ, a drobny użytkownik o połowę więcej. Natomiast jeżeli takie miały zostaną wyeliminowane z rynku to importowy biznes stanie na krawędzi. Importerów niesortów nie interesuje czym oddychamy.Ich interesuje tylko zysk. I o to w istocie idzie ta gra. Sprzedaż do sektora dużych odbiorców to co najwyżej pokrycie kosztów. Drobni to zarobek. Dlatego ministerstwo klimatu nie powinno ustępować, a sprzedawców skierować do krajowych kopalń. Brak dobrych jakościowo miałów na rynku to bzdura.

Na chwilę obecną stoimy przed poważnym zagrożeniem nagłego wzrostu cen sortymentów średnich i grubych wynikającego z ich niedostatków u producentów krajowych. Najprawdopodobniej pojawi się import niesortów z którego groszki trafią do gospodarstw domowych po wysokiej cenie, która zrekompensuje dumpingowe ceny sortymentów miałów. Te odbiorą ciepłownie i energetyka, a zwały krajowego węgla będą rosły pod chmury.

Problem ma jednak drugie a nawet trzecie dno. Wchodzące w życie rozporządzenie dotyczące miałów obejmuje w praktyce użytkowników jednostek o mocy do 1MW. Wielu z nich zainwestowało w instalacje redukcji emisji np. producenci szklarniowi czy kotłownie osiedlowe. Oni mogą bezpiecznie korzystać z miałów niższej jakości. Jednak proces legislacyjny po reorganizacji rządu stanął w miejscu. Co mają zrobić ci, którzy będąc odpowiedzialnymi zainwestowali w takie instalacje? W administracji powstał bałagan. Restrukturyzując rząd departament górnictwa wraz z pracownikami, którzy wcześniej pracowali nad regulacjami przeniesiono do ministerstwa aktywów państwowych. Natomiast kompetencje dotyczące jakości wszystkich paliw przypisano ministerstwu klimatu. A chcąc walczyć ze smogiem kontynuacja prac nad regulacjami jest niezbędna. Handlujący miałami wykorzystali to i wystąpili do ministra klimatu. Skala bałagany jest tak duża, że również istniejące regulacje wydają się wątpliwe co do wyegzekwowania.PIH (Państwowa Inspekcja Handlowa) ma problemy techniczne z metodami badań wskazanymi w rozporządzeniu, które dodatkowo nie zostało notyfikowane przez Komisję Europejską czyli de facto, w świetle prawa, podmiot który zostanie ukarany za sprzedaż węgla niemieszczącego się w normach z rozporządzenia, może odwołać się do unijnych sądów i tam sprawę prawdopodobnie wygra.

Jakby nie było dość problemów to istniejący stan miał być przejściowy. Ostateczny model analizowany w ministerstwach przewidywał przyjęcie rozwiązań podobnych do brytyjskiej ustawy CleanAirAct – ustawy o Czystym Powietrzu. Ujmując najprościej paliwa stałe przechodziłyby testy jakości uzyskując certyfikaty dopuszczające. Wówczas najważniejsze byłoby sprawdzenie emisji na kominie, a paliwa niskoemisyjne i bezdymne uzyskałyby certyfikaty jakościowe oraz znalazłyby się na specjalnej liście. Pomysł prosty i sprawdzony. W Wielkiej Brytanii działa dobrze od kilku dekad. Nikt jednak nie wie co się stało po rekonstrukcji rządu z tymi materiałami, a o kontynuacji jest cicho. Nie podjęto też jakichkolwiek działań ku wdrożeniu produkcji paliw niskoemisyjnych i bezdymnych.

Program Czyste Powietrze został zdominowany przez działania w kierunku wymiany kotłów na gazowe, fotowoltaikę i pompy ciepła, które same w sobie są słuszne, ale na rzeczywiste efekty potrzebny jest czas, dużo czasu i olbrzymie środki, w porównaniu do technologii czystego węgla. Tymczasem poprawa jakości paliw na bazie węgla, szczególnie w drodze jego odgazowania utknęła w miejscu. A ten kierunek rokuje nie tylko szybszy efekt, ale i najwyższą efektywność kosztową dla działań na rzecz ochrony powietrza. Przy okazji wspierając dzięki zastosowanym technologiom krajowe górnictwo, ciepłownictwo i energetykę.

I w tym miejscu przyjrzyjmy się drugiej stronie problemu czyli górnictwu. Podobnie jak administracja spoczęło na laurach. Stan sektora to ciężki zawał i to na własne życzenie. Nadzwyczaj optymistyczne projekcje sprzed pandemii koronawirusa, jak pokazały realia to zbiór życzeń oderwanych od rzeczywistości. Mając na stole gotowe rozwiązania technologiczne poparte analizami i doświadczeniem z innych państw nie podjęło jakichkolwiek kroków aby uruchomić racjonalne i konieczne względem dostosowania do przepisów przetwarzanie węgla. Na zwałach zalegają miliony ton miałów, import ponownie bije rekordy a potencjał przetwórczy jest zerowy. Aż wprowadza w zdumienie fakt, że przy milionach ton miałów na zwałach nie wysiewa się z nich groszków celem ustabilizowania sytuacji w tym sortymencie. Wzrost ich cen będzie miał fatalny skutek dla całego sektora.

Próby rozmów z górnictwem są stratą czasu bo wszyscy udają, że muszą poświęcić się walce z covid-em. Pandemia jest wykrętem, aby nic nie robić. Tak jakby nie służby medyczne były od zwalczania epidemii, a kierownictwo kopalń. Jakby wszyscy na kopalniach byli wirusologami, a nie górnikami.

Dlatego nie pozostaje nic innego jak zapytać:
„Gdzie jest kierownik działu przemiału miału?”

 

Sprzedawcy polskiego węgla ostrzegają: Polska nie jest gotowa na zmianę paliwa