font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 16 kwietnia, 2018 godz. 9:53   
KOMENTUJE: Piotr Naimski

Naimski: Baltic Pipe to game changer. Nie będzie nadmiaru gazu

Minister Piotr Naimski na konferencji w Rzeszowie. Fot. BiznesAlert.pl Minister Piotr Naimski na konferencji w Rzeszowie. Fot. BiznesAlert.pl

Ruszyła III Ogólnopolska Konferencja Naukowa: Bezpieczeństwo energetyczne. Filary i perspektywy. Podczas rozpoczęcia przemawiał Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Został on laureatem pierwszej nagrody im. Ignacego Łukasiewicza.
– Ta nagroda będzie na razie stała w depozycie. Projekt, który Państwo docenili, czyli Baltic Pipe, jest nienowy. Narodził się wiosną 92’ roku. Kilka razy próbowaliśmy, mówię w liczbie mnogiej, bo to przecież nie ja, tę wizję zrealizować – przypomniał minister. – Czasem było bardzo blisko, ale się nie udało. Dzisiaj jesteśmy o krok od sukcesu.

Pełnomocnik wspomniał o prezesach spółek: PGNiG, Gaz-System i PERN. – To ludzie, z którymi miałem zaszczyt pracować dwanaście i dziesięć lat temu. Wtedy byli trzy, cztery lata starsi od studentów obecnych na sali. Tak ma być. Trzeba pracować zespołowo i próbować, czasem to się udaje, zarażać ludzi ideami – przekonywał minister.

– Idea połączenia Polski z norweskimi złożami gazu, a właściwie na Morzu Północnym, zrodziła się w 1992 roku. Impulsem do tego było to, co zdarzyło się w pierwszych dniach funkcjonowania rządu Jana Olszewskiego, w styczniu. Wtedy Rosjanie obniżyli gwałtownie ciśnienie w gazociągu dostarczającym gaz do Polski.

– To był czas, gdy w latach osiemdziesiątych polskie spółki budowały z sukcesem gazociąg orenburski. W 1992 roku mieliśmy przed oczami widmo klęski. Wytłumaczono nam to w Moskwie perturbacjami po upadku Związku Sowieckiego. Być może to był powód, ale zaczęliśmy się wtedy rozglądać za sposobem na wyjście z jednostronnej zależności od jednego, rosyjskiego dostawcy. Projekt z 1992 roku zakładał połączenie z brytyjskim złożem Britania – przypomniał pełnomocnik. – Rozmowy z Anglikami były bardzo dobre. W maju 1992 roku, czyli na miesiąc przed obaleniem rządu Olszewskiego, pojawili się Rosjanie z propozycją budowy Jamału. Zorientowali się, że możemy im się wymknąć, czemu trzeba przeciwdziałać. Rezultatem tego zawirowania było podpisanie w 1993 roku kontraktu i umowy jamalskiej. Już ponad ćwierć wieku mamy sytuację, w której dominującym dostawcą dyktującym polityczną, administracyjną cenę surowca, a także wykorzystującym dostawy gazu na płaszczyźnie politycznej jest Gazprom i władze Rosji.

– Próbowaliśmy to zmienić w 2001 roku i byliśmy o krok od sukcesu. W tamtym czasie udało się nam przekonać przede wszystkim Norwegów, aby zbudować ostatni z serii gazociąg dedykowany do Polski. Oznaczało to, że Norwegowie brali na siebie koszt budowy i samą budowę do polskiej plaży, jak w przypadku gazociągów do Niemiec i Francji. Kontrakty zostały podpisane i zatwierdzone po obu stronach. Wystarczyło je podpisać i przesłać. Rząd Leszka Millera tego nie zrobił, z różnymi pretekstami i argumentacją. Zwrócił się ponownie w stronę Rosji – powiedział gość konferencji w Rzeszowie.

W 2006 roku próbowaliśmy to zrobić inaczej, z udziałem konsorcjum firm norweskich, Niemców i Brytyjczyków. To nie doszło do skutku ze względu na zmianę sytuacji w Norwegii. Oni przestali być zainteresowani. Ponieważ ta kwestia byłą problematyczna, została podjęta decyzja z bezpośrednim udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, o budowie terminalu LNG w Świnoujściu.

Dzisiaj mamy funkcjonujący terminal, który powstał nie bez kłopotów i wahań. Rząd Donalda Tuska zastanawiał się przez rok czy go kontynuować. Podjąl na szczęście decyzję o kontynuacji. Realizacja przeciągała się i wyszło na to, że faktycznie gazoport uruchamiał już rząd Prawa i Sprawiedliwości. W pewnym jednak sensie zdolność naszego państwa do prowadzenia strategicznego projektu poprzez kolejnych kilka kadencji politycznych to miara dojrzałości państwa. Przy wszystkich sporach i kłótniach, jeżeli strategiczny projekt uniezależnienia Polski od dostaw gazu z Rosji jest prowadzony, to znaczy, że w pewnym zakresie zachowujemy się normalnie – powiedział Naimski. – Zachowaliśmy się tak co najmniej raz popierając wejście Polski do NATO konsensusem narodowym – przypomniał.

– Dzisiaj mamy funkcjonujący gazoport i trzeci projekt połączenia z norweskim szelfem kontynentalnym. Wepniemy się w sieć na Morzu Pólnocnym Gasledu. Operatorami będą Gaz-System i Energinet.dk. Będziemy mogli sprowadzić 10 mld m sześc. gazu. To niewiele w porównaniu z 170 mld m sześc. na rok z Rosji do Europy, czy nawet po 55 mld m sześc. rocznie z Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Będzie to jednak ważne dla regionu, by wyrwie go z dominacji jednego dostawy. – Baltic Pipe będzie wyłomem w tej ścianie dominacji – powiedział Piotr Naimski. – Będziemy mieli Baltic Pipe, co będzie gotowe najpóźniej w 2021-22 roku. Wtedy z północy będziemy mogli sprowadzić 16-17,5 mld m sześc. rocznie. Oprócz tego mamy własne wydobycie. Mamy nadal perspektywiczne złoża, jak złoże Przemyśl. Gaz z Polski będzie najtańszy i wydobycie będzie kontynuowane na poziomie 4-5 mld m sześc. rocznie.

– Jak łatwo policzyć, będziemy mieć nadmiar sięgający 5-6 mld m sześc. rocznie w kontekście zużycia w regionie szacowanego na 40 mld m sześc. rocznie, wydaje się, że to nie jest dużo. Jeśli wziąć jednak pod uwagę, że w ostatnim roku Ukraina kupiła 11 mld m sześć. rocznie od zachodnich pośredników, to widzimy, że nasze 5-6 mld m sześc. do zaoferowania, to połowa importu ukraińskiego. Jeżeli tak na to spojrzeć, to mogę powiedzieć, że nasza strategia doprowadzi do czegoś, co będzie tzw. game changerem w regionie. Po prostu, Baltic Pipe zmieni sytuację – przekonywał minister Naimski.

– To wszystko musi i będzie zrealizowane do 1 października 2022 roku, czyli początku roku gazowego. Mamy szczegółowy harmonogram inwestycji. On jest realizowany. Po kolei jesteśmy w stanie zaznaczać punkty za nami. Za nami między innymi jest procedura open season, czyli badanie rynku. W jej wyniku PGNiG podpisał wiążące umowy na 15-letni przesył gazu z Energinetem.dk i Gaz-System. Będą realizowane od 2022 roku. Są obarczone restrykcjami i karami, jeżeli nie doszłoby do realizacji – ocenił Naimski.

– Mogę powiedzieć, że to jest moment, w którym pojawiły się decyzje o przeznaczeniu prawdziwych pieniędzy, zobowiązań finansowych, związanych z realizacją projektu. To powoduje, że jest on postawiony na nogach. Testy rynkowe przeprowadzono w Polsce i Danii. Wykazały, że inwestycja jest opłacalna. To nie jest inwestycja budowana z powodów wyłącznie politycznych, czy zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. Ta inwestycja broni się ekonomicznie. To stwarza pewien kłopot. Trudno jest w takiej sytuacji aplikować o wsparcie z Unii Europejskiej. Zobaczymy jak to będzie. Na razie projekt uzyskał 33 mln euro wsparcia na projektowanie – poinformował Naimski.

– Mamy poparcie Unii Europejskiej. Projekt jest na liście strategicznej. Jest traktowany jako europejski, co jest ważne dla naszych partnerów w Kopenhadze, Oslo i innych stolicach, które są konsultowane w tym projekcie. Łatwo policzyć, że pierwsza rura będzie zatopiona w 2020 roku – powiedział mówca konferencji. Poinformował, że toczą się już rozmowy z dostawcami rur i wykonawcami.

– W porównaniu z innymi projektami z przeszłości ten jest najbardziej dojrzały. Mamy zespół ludzi, którzy to robią i wierzą w sukces projektu. Nagroda Łukasiewicza pozostanie w depozycie. To nie jest nagroda dla mnie, ale dla mojego zespołu. Wystawimy ją na widok publiczny, kiedy projekt powstanie – zakończył Naimski.

Wojciech Jakóbik