Perzyński: Afryce da się pomóc, nie kolonizując jej

5 października 2020, 07:31 Energetyka
Wodór fot. Iberdrola
fot. Iberdrola

Niemcy, największa gospodarka w Europie i jedna z największych na świecie, mają ambicję, by być jednym z liderów transformacji energetycznej. Narzędziem, które ma im do tego posłużyć jest wodór. Potrzebne do tego będą jednak gigantyczne ilości „ropy XXI wieku”, i by to osiągnąć, nasi sąsiedzi patrzą z nadzieją na Afrykę. Niestety budzi to obawy, czy takie plany są moralne – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Strategia wodorowa Niemiec

Ostatnia elektrownia jądrowa w Niemczech zostanie zamknięta do końca 2022 roku, najpóźniej do 2038 roku kraj ma pożegnać się z węglem. Jak wiadomo, w kosztownym, skomplikowanym i długotrwałym procesie transformacji energetycznej niezbędny będzie wodór, który może służyć do magazynowania energii ze źródeł odnawialnych czy do dekarbonizacji transportu. Żeby utrzymać konkurencyjność gospodarki, potrzebna była cała strategia rządowa, która miała na celu rozplanowanie rozwoju produkcji tego paliwa tak, by zaspokoić zapotrzebowanie rosnącego rynku oraz oczywiście ograniczyć emisje gazów cieplarnianych. Niemcy zamierzają teraz dopłacać do technologii zielonego wodoru pozyskiwanego z użyciem nadwyżek energii ze źródeł odnawialnych do elektrolizy, która ma długoterminowo okazać się przełomową technologią. Kraj wyznaczył sobie zatem cel 5 GW mocy elektrolizerów do 2030 roku, 10 GW do 2035 i 15 GW do 2040 roku. Rząd zarezerwował 10 mld dolarów wsparcia tej technologii w programie odbudowy gospodarczej po pandemii koronawirusa w postaci aukcji przepustowości elektrolizerów oraz tzw. węglowych kontraktów różnicowych (carbon contracts for difference) oraz zwolnień podatkowych dla energii używanej do elektrolizy.

Jakóbik: Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. O co chodzi w strategii wodorowej Niemiec?

Projekty wodorowe w Afryce

W tym miejscu pojawia się problem – wodoru wciąż może być za mało. Dlatego też Berlin zaczął poszukiwania tanich źródeł wodoru za granicą, przede wszystkim na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Udało się nawet podpisać z Demokratyczną Republiką Konga memorandum o porozumieniu w sprawie potencjalnej fabryki zielonego wodoru wytwarzanego z pomocą energii ze źródeł odnawialnych. Sygnatariusze po stronie niemieckiej to firmy Andritz, Voith i VNG, których przedstawiciele wizytowali elektrownie wodne na rzece Kongo będące głównym źródłem energii w tym. Chodzi o Inga I i II dające odpowiednio 351 i 1424 MW energii. Może powstać Inga III, która da 4320 MW. Trwają też rozmowy z Maroko, gdzie Niemcy prowadzą już pierwsze projekty pilotażowe, jak Power to X realizowany z Marokańską Agencją Energii Słonecznej.

O ile przedsięwzięcia te są opłacalne dla Niemców ze względu na niższe koszty pracy w Afryce, to wątpliwości budzi moralny aspekt takiego biznesu. Afryka, której ludność już dawno przekroczyła miliard ludzi, jest najbiedniejszym kontynentem na świecie. Na mocy takich umów, kraje afrykańskie zamiast walczyć z ubóstwem energetycznym, miałyby dostarczać wodór na potrzeby jednego z najbogatszych krajów na świecie. Mechanizm ten rodzi skojarzenia z systemem kolonialnym, z czego zdają sobie sprawę komentatorzy w samych Niemczech. Komisarz rządu federalnego ds. Afryki Günter Nooke, udał się z delegacją biznesową do Demokratycznej Republiki Konga, by przyjrzeć się wyżej wymienionym projektom w tym kraju. Nooke nazwał je „wełnianą lochę mleczną znoszącą jaja” – ta nieco rubaszna zoologiczna metafora miała znaczyć, że są one obiecujące ekonomicznie. Wysłannik niemieckiego rządu zapomniał wspomnieć, że wcielenie tych pomysłów w życie oznaczałoby masowe przesiedlenia lokalnej ludności, a energia, której tak bardzo potrzebują mieszkańcy, zostałaby im odebrana, prawdopodobnie na zawsze.

Moralność

Swojego oburzenia tą sprawą nie kryła polityczka Die Linke Eva-Maria Schreiber: – Jeśli rząd federalny chce zachować integralność swojej strategii wodorowej, musi powstrzymać plany Nooke’a i jego kolegów. Ponadto musi ulepszyć strategię wodorową w polityce rozwoju. Dotyczy to np. powołania Rady ds. Wodoru, która towarzyszy realizacji strategii wodorowej. Jak dotąd żaden z 26 członków nie ma specjalistycznej wiedzy na temat polityki rozwoju. Jednak ta specjalistyczna wiedza jest pilnie potrzebna, aby ustanowić obowiązkowe wymogi, zgodnie z którymi w ogóle można importować wodór. Należy w nim zapisać prawa człowieka i normy środowiskowe, a także priorytet polegający na poprawie dostaw energii do krajów partnerskich. Godna tej nazwy rewolucja energetyczna nie zadziała, jeśli zastąpimy ropę samym wodorem. Niemcy muszą znacznie zmniejszyć własne zapotrzebowanie na energię, aby nie popaść w nowy kolonializm energetyczny. Jeśli poważnie myślimy o zrównoważonej restrukturyzacji naszego społeczeństwa, musimy zmienić nasz własny system gospodarczy, a także nasze relacje z resztą świata – przekonuje Schreiber.

Niemcy chcą produkować wodór w Afryce

Krytyka Evy-Marii Schreiber skupia się zatem na tym, że Niemcy nie powinny nakłaniać państw rozwijających się, by zaspokoić własne potrzeby energetyczne, i zamiast tego zmniejszyć swoje zapotrzebowanie. Jest to dość popularna idea w lewicowych ugrupowaniach politycznych, znana jako degrowth, która w telegraficznym skrócie polega na tym, że człowiek powinien dobrowolnie rezygnować ze swoich ekonomicznych potrzeb, skoro przyczynia się to do dewastacji środowiska naturalnego i wzrostu nierówności na świecie. W tym przypadku trudno się nie zgodzić z polityczką Die Linke, że zaangażowanie niemieckiego biznesu w Afryce rzeczywiście nosi znamiona kolonializmu energetycznego. Nie oznacza to, że należy potępiać inwestycje energetyczne w Afryce jako takie; potrzebny jest jednak mechanizm zwalczania ubóstwa energetycznego krajów rozwijających się w sposób opłacalny, tak samo jak w Europie udało się coś, co do niedawna było niemożliwe, czyli oddzielenie kwestii wzrostu gospodarczego od emisji gazów cieplarnianych. Proces ten wymagał lat badań, góry pieniędzy i gorących sporów politycznych, ale udowodnił on, że w życiu nic nie jest niemożliwe.

Niemcy nie chcą sankcji wobec Nord Stream 2. Rosjanie liczą na Nord Stream 3 na wodór