font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna OZE 11 lipca, 2016 godz. 10:45   

Wiśniewski: Czy razem z twórcą teorii prosumenta odejdą prosumenci polscy?

Turbina wiatrowa

KOMENTARZ

Grzegorz Wiśniewski

Prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej

27 czerwca w swoim domu w Los Angeles zmarł Alvin Toffler, amerykański futurolog, inżynier, ekonomista i wizjoner, autor m.in. takich książek jak „Szok Przyszłości” i „Trzecia fala” i kilku innych, w których w II połowie XX wieku przewidział kluczowe, obecnie zachodzące zmiany w technologii i w społeczeństwach. W nich ukształtował myślenie o przyszłości jako niekończącej się ale celowej, poddającej się poznaniu zmianie. Wywarł wpływ na politykę przemysłową, energetyczną, obronną (do czego jeszcze nawiążę), nie tylko w USA.

W 1980 roku, w pierwszym wydaniu „Trzeciej fali” wprowadził do obiegu m.in. termin „prosumenta” jako aktywnego konsumenta. Prosument to w koncepcji Tofflera postawa konsumencka niekoniecznie związana z energetyką, bo pole aktywnego manewru odbiorców energii elektrycznej, gazu czy ciepła jest wbrew pozorom bardzo ograniczone. Toffler zdawał sobie z tego sprawę i w rozdziale 10-tym zatytułowanym „Ku słońcu”, tak z obawą pisał o prosumentach w energetyce, jako zjawisku które miało towarzyszyć „trzeciej fali” (trzeciego okresu technologicznego w rozwoju cywilizacji, po agrarnym i przemysłowym):

W wojnie idei i pieniędzy jaka się rozszalała w krajach rozwiniętych wyróżnić można antagonistyczne strony (…). Są tam akcjonariusze starej bazy energetycznej drugiej fali. Obstają oni przy konwencjonalnych zasobach i technologiach – przy węglu, ropie i energii jądrowej. Im zależy na przedłużeniu status quo drugiej fali. (…) Właśnie rządzą kompaniami gazowymi i elektrowniami, komisjami nuklearnymi, korporacjami i działającymi w tych dziedzinach związkami zawodowymi. (…) Mimo, że reaktory atomowe czy zakłady do zgazowania (upłynniania) węgla i inne podobne technologie mogą wydawać się nowoczesne i przyszłościowe, to w rzeczywistości są one przestarzałymi (zacofanymi) wytworami drugiej fali, która utkwiła w potrzasku własnych nierozwiązywalnych sprzeczności” [Toffler mówi o „kryzysie technologii drugiej fali”, przyp. GW]. W odróżnieniu od nich, orędownicy tworzenia bazy trzeciej fali to przedstawiciele ruchu na rzecz ochrony środowiska, konsumenci [w szczególności Toffler zalicza do nich też „prosumentów”], naukowcy oraz przedsiębiorcy reprezentujący najnowocześniejsze gałęzie przemysłu. Są rozproszeni, niedofinansowani (…), a propagandziści drugiej fali zazwyczaj przedstawiają ich jako otumanionych technicznymi nowinkami naiwniaków, których nie obchodzi prawdziwa wartość dolara.

Choć Toffler był przenikliwym myślicielem, to jednak nie przewidział polskiej innowacyjności w przedstawianiu prosumenta w krzywym zwierciadle. Polacy propagandyści drugiej fali potrafili temu nieświadomemu biedakowi doprawić gębę „goniącego za kasą”, choć pędzi on biedę, a druga fala zarabia krocie. W jednym się nie pomylił. koncepcja prosumenta nie jest łatwa do wprowadzenia. W dzień po jego śmierci Rządowe Centrum Legislacji opublikowało Dziennik Ustaw (Poz. 925) ze znowelizowaną ustawą o odnawialnych źródłach energii. Ustawą, która sprowadza bodźcowanego przez państwo i sprzedawców mikroinstalacji prosumenta do bezradnego, wywłaszczonego z części praw trybiku maszyny nabijającej portfele korporacjom energetycznym. Toffler mówił, że przyszłość zawsze przychodzi nie w porę i w nieoczekiwanej kolejności. Można sobie pozwolić zatem na parabolę, że ten potomek polskich emigrantów odszedł bo nie chciał oglądać Dziennika Ustaw poz. 925, albo że (duża parabola) oddał życie za polskiego prosumenta, żałując, że go swoim pisarstwem namówił, tak jak trzydzieści lat temu mnie, gdy zainspirowany myślą Tofflera zająłem się tematem zawodowo.

O Tofflerze, a w zasadzie „Trzeciej fali” pisałem już na blogu „Odnawialnym” w 2011 roku. Okazją było pojawienie się w ówczesnej kampanii wyborczej odwołań do tej książki zarówno ze strony przewodniczącego PO Tuska jak i prezesa PiS Kaczyńskiego. Przyznam, że pisałem krytycznie, bo shorttermizm wyborczy (koncentracja decydentów na działaniach i celach krótkookresowych), narastający w Polsce od wyborów w 2001 roku (od czasów reformatorskiego rządu premiera Buzka), ma się nijak do długofalowych idei Tofflera. Chciałbym się mylić.

Czy można jednak wierzyć, że ktoś w Polsce odpowiada jeszcze za przyszłość, czy powszechnie pokutuje demotywujące przekonanie Keynesa „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”, co jest zaprzeczeniem idei tofflerowskich. Rada Gospodarcza przy Premierze Tusku (jej przewodniczący Jan Krzysztof Bielecki zwykł mówić, „że jak ktoś ma wizje to powinien pójść do lekarza”) pogrzebała długofalowe myślenie Zespołu Doradców Michała Boniego, a opacznie rozumiana „reindustrializacja” skierowała myślenie poprzedniego rządu ku drugiej (w rozumieniu Tofflera) fali. Obecny rząd wyszedł od drugiej fali, np. w energetyce, czy zwróconej ku przeszłości polityce historycznej. Ale powołany przez premier Szydło Komitet Rozwoju oraz powołana przez Prezydenta Dudzie Narodowa Rada Rozwoju stwarzają nadzieje na wyrwanie się z dryfu w kierunku shorttermizmu, także w energetyce oraz inne spojrzenie na prosumeryzm i prosumpcję, w duchu trzeciej fali, dominującej obecnie w świecie zachodnim.

W jednym z wywiadów Toffler mówił, że „wkraczamy w nowy świat, o którym wiemy tak mało, jak mało paleolityczny wojownik wiedział o swoim. Myśmy zaakceptować to, że ryzyko jest częścią naszego życia. Jedynym sposobem na wyeliminowanie ryzyka jest śmierć”. Nie oznacza to jednak bierności, to wołanie o myślenie i innowacyjność oraz odpowiedzialność (wyrażoną m.in. w unijnej zasadzie przezorności). Alvina Tofflera już nie ma, ale jego myśl żyje nie tylko w Ameryce. Czy po Stanisławie Lemie (nb. także w sensie praktycznym jednym z pierwszych polskich prosumentów energetycznych – link do źródła w raporcie IEO) mamy w Polsce myślicieli i chodzących po tej ziemi futurystów pokroju Tofflera, i polityków zdolnych do podjęcia ryzyka i skutecznego oraz odpowiedzialnego przeprowadzenia takich programów jak wcześniej Apollo, teraz Energiewende czy jutro rewolucja prosumencka?

Jeszcze jedna, trochę nieoczekiwana refleksja. W czasie warszawskiego szczytu NATO, który w swoim komunikacie zapowiedział, że Sojusz będzie dążyć do budowy trzeciej fali także w energetyce sił zbrojnych (m.in. zmniejszanie zależności od paliw kopalnych rozwijanie efektywności energetycznej w wojsku), odbyło się dłuższe spotkanie prezydentów Dudy i Obamy. Prezydent Andrzej Duda zapewnił że jego celem jest budowanie strategicznego partnerstwa Polski i Ameryki. Prezydent Barack Obama stwierdził m.in., że „w sprawach gospodarczych nasze kraje będą współpracowały: amerykańskie firmy w tej chwili inwestują w Polsce swoją wiedzę specjalistyczna w dziedzinie zaawansowanych technologii po to aby Polska mogła również odnawialną energie zastosować” (9:43- 9:59). Niektórzy kojarzą ten fragment wstąpienia z bieżącym lobbingiem General Electric i wiatrakami GE. Lobbing w sprawie nie musi być zły, a Obama tak jak inni „normalni” przywódcy świata zachodniego, a zwłaszcza najwięksi jak kanclerz Merkel czy papież Franciszek, myślą o przyszłości odpowiedzialnie, jak Toffler. Warto zatem także na ten fragment oświadczenia prezydenta Obamy patrzeć znaczne szerzej, właśnie w duchu Tofflera i całej plejady nowych technologii i ożywczych zmian o charakterze cywilizacyjnym jakie niesie energetyka odnawialna, a zwłaszcza technologie prosumenckie i to nie tylko w wojsku. Szersza perspektywa, np. w kontekście ww. nowej strategii energetycznej NATO, ustaleń szczytu klimatycznego w Paryżu czy nawet T-TIP (wybrzmiało to wszystko w innym warszawskim wystąpieniu Obamy po spotkaniu UE-USA) , pozwala na inną interpretację obserwowanych zjawisk niż wąskie myślenie w kategoriach jednego kontraktu na dostawę wiatraków. Myślenie tofflerowskie ma zawsze przyszłość, inspirowało wielkich polityków i ciągle pozwala na konstruktywne wnioskowanie w rożnych okolicznościach.

Źródło: Odnawialny.blogspot.com