Ørsted, duński lider w branży morskiej energetyki wiatrowej, na przełomie sierpnia i września przeszedł prawdopodobniej jeden z najtrudniejszych momentów w swojej historii. Decyzja administracji Donalda Trumpa o wstrzymaniu prac przy niemal ukończonym projekcie Revolution Wind — farmie wiatrowej typu offshore u wybrzeży Rhode Island — uruchomiła lawinę problemów: od gwałtownego spadku wartości akcji firmy, przez wzrost niepewności regulacyjnej w USA, po konieczność wzmocnienia kondycji finansowej całej grupy. Na szczęście, decyzja została cofnięta i prace nad projektem mogły zostać wznowione, jednak „niesmak pozostał”.
O czym dokładnie mowa?
22 sierpnia amerykańskie Biuro ds. Zarządzania Energią Oceanów (BOEM), podległe Departamentowi Zasobów Wewnętrznych, nakazało natychmiastowe wstrzymanie prac przy Revolution Wind. W uzasadnieniu powołano się ogólnie na kwestie „bezpieczeństwa narodowego” i potrzebę ochrony interesów USA w ich wyłącznej strefie ekonomicznej oraz na wodach terytorialnych. W rezultacie, Ørsted i jego partnerzy – Skyborn Renewables i fundusz Global Infrastructure Partners – musieli całkowicie zawiesić budowę.
W chwili wstrzymania prac, projekt był ukończony w ok. 80 procent. Zainstalowano 45 z 65 turbin, zdobyto wszystkie niezbędne pozwolenia federalne i stanowe, a uruchomienie produkcji energii planowano na połowę 2026 roku.
Historyczny spadek akcji
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że na kilka dni przed wydaniem zakazu, 11 sierpnia, Ørsted ogłosił plan pozyskania 60 miliardów koron duńskich (ok. 8 miliardów euro) poprzez emisję nowych akcji, skierowaną do obecnych udziałowców. Środki miały sfinansować końcowy etap inwestycji. Informacja o wstrzymaniu budowy uderzyła więc w najbardziej wrażliwym momencie — i niemal natychmiast wywołała panikę na rynku. Kurs akcji Ørsted spadł o 16–17 procent, osiągając historyczne minimum.
Zatrzymanie prac było nie tylko poważnym ciosem finansowym dla deweloperów, ale również sygnałem ostrzegawczym dla inwestorów. W obliczu planowanego zwiększenia kapitału, sytuacja na rynku stała się wyjątkowo napięta. Zawieszenie Revolution Wind uderzyło też w reputację firmy — pojawiły się obawy, że podobne decyzje mogą zagrozić innym projektom Ørsted w USA, zwłaszcza farmie Sunrise Wind, której firma jest wyłącznym właścicielem.
Dodatkowym problemem okazały się szybko rosnące dodatkowe koszty — zarówno bezpośrednie, wynikające z opóźnień i utrzymania placu budowy, jak i pośrednie: związane z ryzykiem prawnym, utrzymaniem płynności finansowej oraz wzrostem kosztów finansowania inwestycji. To wszystko sprawiło, że Ørsted znalazł się pod ogromną presją – i to nie tylko ze strony rynku, ale też opinii publicznej.
Rynek amerykański coraz mniej przyjazny dla OZE
Wizerunkowo Ørsted również miał wiele do stracenia. Dotąd postrzegana jako jeden z globalnych liderów transformacji energetycznej, firma musiała przemyśleć w jaki sposób będą mogli odbudować zaufanie — nie tylko do własnych projektów, ale i do stabilności rynku odnawialnych źródeł energii w USA. Wydarzenia ostatnich tygodni wpisują się bowiem w szerszy trend: administracja Trumpa coraz wyraźniej wycofuje się ze wspierania energetyki odnawialnej, co może oznaczać długofalowe problemy dla firm działających na tym rynku.
Choć zarząd Ørsted – wspierany przez rząd Danii – zapewniał, że plan podwyższenia kapitału pozostaje aktualny, a firma zamierza walczyć o wznowienie budowy w sądzie, rynek stawiał te deklaracje pod dużym znakiem zapytania. Na szczęście, mimo wielkich zawirowań, wszystko zakończyło się pozytywnie. 22 września, amerykański sąd (z siedzibą w Waszyngtonie) wydał zgodę na wznowienie prac przy projekcie Revolution Wind.
Mimo radości, nie można nie brać pod uwagę wpływu, jaki jeden miesiąc „bezczynności” miał na bilans finansowy firmy: każdy dzień opóźnienia kosztował Ørsted aż 2 miliony dolarów. Decyzja przyniosła natychmiastowy efekt nie tylko inwestycyjnie, ale również jeśli chodzi o rynek kapitałowy – akcje spółki już tego samego dnia wzrosły o 9 procent, osiągając poziom 11,60 dolarów za sztukę. Mimo to Departament Spraw Wewnętrznych USA zapowiedział, że nadal będzie prowadził kontrolę projektu także w trakcie trwania prac.
Revolution Wind jako sygnał ostrzegawczy
Podsumowując: Ørsted znalazł się na rozdrożu. Ogromna skala inwestycji, rosnące ryzyko polityczne i regulacyjne w USA, presja finansowa oraz spadające zaufanie inwestorów – wszystko to splata się w skomplikowany węzeł problemów. Mimo, że projekt Revolution Wind został wznowiony już po miesiącu, skutki, z którymi musi sobie radzić firma są nie tylko finansowe, ale również strategiczne.
Taka „niespodzianka” z pewnością wpływa na re-ewaluacje czy warto kontynuować obecność na rynku wind off-shore w Stanach Zjednoczonych. Zaistniała sytuacja to problem nie tylko dla Ørsted, ale sygnał ostrzegawczy dla całego sektora. Administracja Trumpa wielokrotnie zapowiadała, że chce zwiększyć niezależność energetyczną Stanów Zjednoczonych i ograniczyć wpływy zagranicznych inwestorów. Czy Revolution Wind to pierwsza ofiara tej polityki w sektorze energetycznym? Jeśli tak, może to oznaczać początek nowego etapu, w którym regulacje i decyzje polityczne będą miały większy wpływ na projekty offshore niż czynniki ekonomiczne czy technologiczne. Dla firm z branży to sygnał, że ryzyka geopolityczne stają się równie istotne, jak ryzyka finansowe i operacyjne.
Magdalena Kuffel


