Perzyński: Będzie coraz więcej wojen o wodę. Na szczęście również wiedzy o tym, jak im zapobiegać

7 października 2021, 07:35 Opinie
susza opady pogoda
Źródło: pexels

Wojny o wodę – zapowiadane od wielu lat – coraz częściej stają się faktem. Utrudniony dostęp do wody pitnej w obszarach zagrożonych suszą jest przyczyną licznych konfliktów. Z drugiej strony na bieżąco gromadzona jest o nich wiedza, i jednocześnie wymyślane są sposoby, jak utrzymać kruchy pokój. Warto przyjrzeć się trwającym konfliktom i temu, jak można im zapobiec  – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Wojny nie o ropę, lecz o wodę

Naukowcy z sześciu organizacji opracowali system wczesnego ostrzegania, który pomaga przewidywać potencjalne konflikty związane z wodą jako przemoc związaną z gwałtownymi problemami z dostępem do wody na całym świecie. Finansowane przez rząd holenderski globalne narzędzie wczesnego ostrzegania dotyczące wody, pokoju i bezpieczeństwa (Water, Peace and Security, w skrócie WPS – red.), które zostało przedstawione Radzie Bezpieczeństwa ONZ, łączy w sobie czynniki środowiskowe, takie jak opady deszczu i nieurodzaju, z czynnikami politycznymi, ekonomicznymi i społecznymi. Dzięki temu będzie można przewidywać ryzyko gwałtownych konfliktów związanych z wodą nawet z rocznym wyprzedzeniem. Jest to perspektywa, której wyraźnie brakowało w poprzednich narzędziach zaprojektowanych do przewidywania konfliktów o wodę. Rosnące globalne zapotrzebowanie na wodę już teraz powoduje napięcia między społecznościami, między rolnikami a mieszkańcami miast, między obywatelami a rządami.

Według analiz napięcia te będą rosły, ponieważ niedobór wody stanie się rzeczywistym problemem dla coraz większej liczby osób. Według ONZ do 2050 roku nawet 5 miliardów ludzi może doświadczyć niedoborów wody. Przemoc związana z brakiem dostępu do wody znacznie wzrosła w ciągu ostatniej dekady – odnotowane incydenty wzrosły ponad dwukrotnie w ciągu ostatnich 10 lat w porównaniu z poprzednimi dekadami. Związek między niedoborem wody a konfliktami nie jest jednak tak prosty, jak się wydaje. Nawet tam, gdzie występuje dotkliwa susza, złożony zestaw czynników jest w stanie pomóc określić, czy rzeczywiście prowadzi ona do konfliktu: spójność społeczna jest jednym z najważniejszych. Weźmy na przykład region Bliskiego Wschodu – obszar ten dotknęła pięcioletnia susza, która w marcu 2011 roku wypchnęła półtora miliona syryjskich rolników do ośrodków miejskich. Rząd syryjski, dążąc do samowystarczalności żywnościowej, przez lata dotował rolnictwo, w tym paliwo, nawozy i wydobycie wód gruntowych. Kiedy Damaszek nagle zlikwidował to wsparcie w czasie suszy, rodziny ze wsi zostały zmuszone do masowej migracji do ośrodków miejskich, niosąc ze sobą nieufność wobec reżimu al-Asada, podsycając zaciekłą wojnę domową, która doszczętnie zniszczyła cały kraj.

J. Perzyński: Poczynania Chin w Tybecie grożą katastrofą ekologiczną

Spór Egiptu z Etiopią

Na całym świecie jest wiele przykładów wysokich napięć politycznych, które mają bezpośredni związek z wodą – konflikt na Morzu Aralskim obejmujący Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan, Tadżykistan i Kirgistan; spór o rzekę Mekong między Chinami a ich sąsiadami w Azji Południowo-Wschodniej. Nawet obecnie trwający spór między Polską a Czechami de facto jest sporem o wodę. Na szczególną uwagę zasługuje jednak spór Egiptu z Etiopią o wielką tamę na Nilu. Według Afrykańskiego Banku Rozwoju około dwie trzecie Afrykańczyków z obszarów wiejskich nie ma już wystarczających zasobów wody. Gigantyczna tama na Nilu Błękitnym w Etiopii, której oficjalna nazwa brzmi Wielka Tama Odrodzenia Etiopii, długa na dwa kilometry i wysoka na 150 metrów wybudowana kosztem ponad pięć miliardów dolarów, może sprawić, że kosztem tego kraju uschnie Egipt, dla którego Nil jest źródłem życia od co najmniej pięciu tysięcy lat.

Etiopczycy chcą dokończyć budowę tamy w ciągu kilku lat; ma ona mieć moc 6,5 GW, co będzie stanowiło stabilne źródło czystej energii dla tego wielkiego, ponad stumilionowego kraju (12. pod względem liczby ludności na świecie – red.). Dzięki niemu dostęp do energii elektrycznej miałoby 60 milionów mieszkańców. Jest to prawdziwy pomnik etiopskiej dumy narodowej, albo – jak kto woli – nacjonalizmu, ponieważ sami Etiopczycy finansowali ją z darowizn i kupując niskooprocentowane „patriotyczne obligacje”, ale często nie całkowicie dobrowolnie. Urzędnicy państwowi na początku prac musieli płacić na ten cel swoje miesięczne wynagrodzenie. Większych zakupów obligacji oczekiwano także od banków krajowych i przedsiębiorców. Z drugiej strony jest stanowisko Egiptu, który swoją narodową tożsamość nierozerwalnie wiąże z Nilem, co można zrozumieć, ponieważ trudno o przykład kraju, który byłby dłużej i silniej związany ze swoją rzeką. Problem w tym, że Nil jest praktycznie jedynym źródłem wody w Egipcie, gdzie niemalże cała ludność (100 milionów ludzi, 13. miejsce na świecie, za Etiopią) żyje w jego dolinie. Doszło do tego, że Egipcjanie zaczęli myśleć o Nilu jak o wyłącznie swojej własności. Etiopska tama na Nilu może sprawić, że ci wszyscy ludzie będą mieli poważne problemy z dostępem do wody.

Sobik: Czy woda pitna może być przez susze droższa niż ropa?

Widać więc, że tama na Nilu to dla Etiopii kwestia dalszego rozwoju, a dla Egiptu to sprawa życia i śmierci. Kair żąda od Addis-Abbeby, by zapora zaczęła pracować nie w ciągu czterech lat, jak jest obecnie planowane, ale w ciągu 15 lat. Egipt domaga się także gwarancji, że Etiopia będzie utrzymywać stały, odpowiednio wysoki poziom wody w Nilu, żeby kraj nie musiał się zamartwiać swoją hydrologią. Etiopia z kolei nie chce się na to zgodzić, ponieważ w czasie suszy poziom wody w Nilu może się obniżyć na tyle, że wytwarzanie energii elektrycznej z Tamy Odrodzenia Etiopii może się okazać utrudnione, albo wręcz niemożliwe. Jest to poważny spór, według lokalnych komentatorów zagrożony może być pokój w północno-wschodniej Afryce. Źródła tego sporu są starsze, niż może się wydawać. Kair ustanowił swoje prawa do wody na Nilu na podstawie kontraktu kolonialnego z 1929 roku, który Egipt negocjował z Sudanem i ówczesnymi koloniami brytyjskimi w Afryce Wschodniej i który gwarantował mu w dużej mierze wyłączne prawa do rzeki. Etiopia nie chce jednak uznać tego traktatu, ponieważ wtedy Sudan nie istniał jeszcze wówczas w obecnym kształcie.

Od czasu zawarcia tych traktatów Sudan nigdy nie pobierał z Nilu więcej niż 18 miliardów metrów sześciennych wody rocznie. Wynika to jednak również z faktu, że kraj ten może czerpać wodę również z opadów deszczu i dlatego jest znacznie mniej zależny od wody z Nilu niż Egipt. Zarówno Egipt, jak i Etiopia, są ważnymi sojusznikami Stanów Zjednoczonych w regionie, a spór pomiędzy nimi został skierowany do Unii Afrykańskiej, gdzie obecnie przewodnictwo sprawuje Republika Południowej Afryki. Ministerstwo irygacji Egiptu oświadczyło, że rozmowy zakończyły się impasem w głównych kwestiach dotyczących napełniania i eksploatacji tamy. Egipt postrzega każdą jednostronną interwencję w bieg Nilu jako zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa w regionie i zapowiada, że nie dopuści do żadnych tego typu operacji. W latach 70. ówczesny przywódca Egiptu Anwar Sadat zagroził wojną, jeśli jakikolwiek kraj zbudowałby tamę na tej rzece. Etiopia z kolei nieugięcie twierdzi, że ma prawo do napełniania zbiornika wodnego na Nilu i eksploatacji tamy. Premier Etiopii Abiy Ahmed ponoć obawia się, że może stracić poparcie społeczne, jeśli nie podejmie działań związanych z wypełnieniem tamy, którą opisuje jako kluczowe dla rozwoju gospodarczego kraju.

Krajewska: Co zrobisz, gdy nadejdzie woda?

Wojna domowa w Mali

Konflikt wojenny szalał w północno-zachodniej części Mali od 2012 roku i od tamtej pory rozprzestrzenił się na cały kraj. W tym czasie islamiści z Afryki Północnej sprzymierzyli się z Tuaregami, którzy mieszkali w regionie lub do niego przybyli. Wybuchło powstanie i bojówki szybko przejęły kontrolę nad północnymi prowincjami kraju. Konflikt rozprzestrzenił się później na środkowe Mali i sąsiednie kraje Burkina Faso i Niger. Wojna do dziś kosztowała tysiące istnień ludzkich. Na miejscu są siły pokojowe ONZ, ale konflikt wciąż trwa. Misja stabilizacyjna ONZ Minusma miała w końcu przynieść pokój, ale pomimo 13 tysięcy żołnierzy w niebieskich hełmach i 1700 policjantów, dotychczas nie udało się tego osiągnąć. Czy jest to również spowodowane czynnikami zewnętrznymi? W raporcie Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem zbadano teraz rolę, jaką zmiany klimatu odgrywają w tym konflikcie i jaki mają wpływ na misję pokojową ONZ w Mali. W tym celu autorzy pod kierunkiem Farah Hegazi dokonali oceny literatury i przeprowadzili ponad 50 wywiadów z ekspertami. Główne wnioski są następujące: zarówno ekstremizm, jak i konflikty i przemoc w północnym Mali są wynikiem zmian klimatu, lub przez ten czynnik ulegają zaostrzeniu. Podobnie jak inne kraje Sahelu, Mali, a zwłaszcza północ kraju, jest poważnie dotknięta zmianami klimatu. W raporcie stwierdzono, że od lat sześćdziesiątych XX wieku w kraju obserwuje się stały wzrost temperatur. Susze stają się coraz bardziej powszechne. Według globalnych modeli klimatycznych do końca lat 50. wartości te wzrosną o 1,2–3,6 stopnia. Z drugiej strony, ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak obfite opady deszczu, mogą w przyszłości częściej powodować gwałtowne powodzie. Konsekwencje zmian klimatu dotykają przede wszystkim uboższych grup ludności, których źródłem utrzymania jest rolnictwo i hodowla zwierząt, natomiast tam, gdzie powierzchnia użytkowa zmniejsza się, a źródła wody wysychają, konflikty są nieuniknione w szybko rosnącej populacji. W walce o zasoby ekstremizm i przemoc mają idealne warunki do rozwoju.

Aby móc lepiej ocenić świadomość konsekwencji zmian klimatycznych, społecznych i politycznych, zgodnie z raportem potrzebna jest lepsza edukacja w tym zakresie. Choć miejscowa ludność doskonale zdaje sobie sprawę z mechanizmu zmian klimatycznych, nie miała ona okazji dowiedzieć się o środkach zaradczych. W ramach misji Minusma należałoby również przeprowadzić szkolenie z analiz bezpieczeństwa klimatycznego, a także zatrudnić konsultanta ds. bezpieczeństwa środowiskowego. – To stworzyłoby świadomość na wszystkich poziomach mechanizmów, które odgrywają rolę w bezpieczeństwie klimatycznym – podaje raport. W tym miejscu do gry wkraczają badacze klimatu i meteorolodzy: mogą na przykład tworzyć prognozy pogody dla regionów dotkniętych kryzysem. Kiedy pojawiają się susze lub słabe plony, można regulować w sposób ukierunkowany i podejmować działania zapobiegawcze. Inne badanie Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem wskazuje, że zmiany klimatu będą nadal zajmować misje ONZ na całym świecie: od grudnia 2020 roku 10 z 21 aktywnych misji pokojowych ONZ zostało rozmieszczonych w państwach, które są uważane za szczególnie dotknięte kryzysem klimatycznym. Sześć z dziesięciu największych operacji ONZ pod względem kadrowym również odbywa się w takich krajach.

Walijewski: Zmiany klimatyczne pogłębią deficyty wody w niektórych częściach Polski (ROZMOWA)