Piechociński: COP24 jak wielka Barbórka (ROZMOWA)

10 grudnia 2018, 07:31 Energetyka
kopalnia górnictwo
fot. Lubelski Węgiel „Bogdanka” S.A.

Polska ma osiągnięcia w polityce klimatycznej, którymi powinna się chwalić. Jednak Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki mówi BiznesAlert.pl, że nie powinna podejmować „emocjonalnej” obrony górnictwa.

BiznesAlert.pl: Czy obrona polskiego górnictwa w obecnej formie przez najbliższe 200 lat ma uzasadnienie?

Janusz Piechociński: Mamy do czynienia z pomieszaniem pojęć. Zaprosiliśmy przedstawicieli wielu państw, aby przedstawić polski sukces i wysiłki podjęte w celu zrealizowania naszych zobowiązań, wynikających z Protokołu z Kioto. Aby pokazać nowoczesną Polskę, która ma swoje problemy i wyzwania, ponieważ w większości nasza gospodarka i energetyka są oparte na węglu. Podjęliśmy jednak duży wysiłek, duże inwestycje. Mamy również problemy ze smogiem. Ponad 30 z 50 największych w miast w Europie z najgorszym powietrzem znajduje się w Polsce.

Świat się przyzwyczaił, że Polska jest aktywna w obszarze polityki klimatycznej. COP24 to już czwarty szczyt klimatyczny organizowany w naszym kraju. Okazało się jednak, że zaprosiliśmy delegatów z całego świata, aby pokazać Święto Barbórki i że dla polskich polityków w tych dniach celem jest zbliżanie się do górników. Nie mówiąc o tym, że tuż przed COP pojawiły się kontrowersyjne zapisy polityki energetycznej. Nie pomaga również nieustanna zmiana stanowiska na temat rekompensat cen energii czy OZE.

Jak zwykle w polskiej polityce jest bardzo dużo zaskakujących, infantylnych i emocjonalnych wystąpień. Jak świat odebrał słowa prezydenta Polski – kraju przewodniczącego obradom COP24 – o tym, że nie da zamordować polskiego górnictwa, skoro nikt nie chce tego robić? Wszyscy chcą je ograniczać, mając świadomość, że świat dzisiaj posiada w zasięgu technologię i możliwości, aby przestawiać się na mniej szkodzące środowisku metody produkcji energii. Państwa, które są za nami i nie mogą powtórzyć cyklu technologicznego Europy czy Stanów Zjednoczonych, powinny mieć dostęp do najlepszych technologii. W wystąpieniu powinny paść słowa pochwały w stronę świata finansów, że poprzez swoje zaangażowanie daje sygnał dla biznesu i przestrogi, że ci, którzy nie nadążają za trendami, będą coraz mniej efektywni ekonomicznie. W zamian mieliśmy spektakl na potrzeby kampanii wyborczych w 2019 i 2020 roku. Nawet polski górnik jest zdziwiony, że górnictwo ma zostać „zamordowane”.

Wewnątrz rządu panuje dwugłos na temat udziału węgla w gospodarce. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że będziemy odchodzić od tego surowca, a w tym samym czasie wicepremier Beata Szydło podkreślała, że węgiel to nasza przyszłość.

Wcześniej premier mówił, że elektromobilność jest w jego sercu. Już nie używa pojęcia koło zamachowe. Przyzwyczailiśmy się, że premier Morawiecki ma zaskakujący język. To jest ciąg tych samych kontrowersji, niedopowiedzeń albo braku konsekwencji.

Spójrzmy na politykę energetyczną Polski do 2040 roku. Nawet w tej kwestii minister i wiceminister energii mieli różne poglądy. Działania są nieprzemyślane i przygotowane na kolanie, z małą wiedzą. Spójrzmy na wypowiedzi ministra środowiska, który w poważniejszych, merytorycznych wyzwaniach, łącznie z ilością produkowanej energii w Polsce i tonażem wydobywanego w naszym kraju węgla odsyłał do ministra energii. To wyraźnie pokazuje, że ktoś nie panuje nad całością. To ma fatalny wymiar. Nie tylko środowiska ekologiczne są oburzone, ale przez tego typu działania płynie sygnał niekorzystny dla Polski.

Rozmawiał Piotr Stępiński