Jeszcze do niedawna węgiel uchodził za symbol przeszłości i głównego winowajcę zmian klimatycznych. Dziś jednak, w obliczu wojny z Iranem i narastającego kryzysu energetycznego, wraca do łask jako źródło stabilnej i łatwo dostępnej energii, pisze brytyjski dziennik „Daily Telegraph”.
Trwający konflikt poważnie zakłócił globalne rynki surowców. Uszkodzenia katarskiej infrastruktury gazowej oraz niemal całkowite zablokowanie Cieśniny Ormuz — przez którą w czasach pokoju przepływa około jedna piąta światowego zapotrzebowania na ropę naftową — doprowadziły do gwałtownego wzrostu cen i niepewności dostaw. W odpowiedzi wiele państw zaczęło sięgać po rozwiązanie najprostsze i najbardziej dostępne: węgiel.
Zwiększenie wydobycia
Kraje silnie uzależnione od gazu uruchamiają na nowo elektrownie węglowe, zwiększają wydobycie lub import surowca, głównie z Australii i Indonezji. Zdaniem analityków to reakcja nie tylko na bieżący kryzys, ale także na rosnącą świadomość ryzyka związanego z nadmiernym uzależnieniem od jednego źródła energii, podkreśla „Telegraph”.
Choć wojna może zakończyć się stosunkowo szybko, skutki dla rynku gazu będą odczuwalne przez lata. Katar już zapowiedział, że pełne przywrócenie zdolności produkcyjnych może potrwać nawet kilka lat. Dodatkowo sama Cieśnina Ormuz przestała być postrzegana jako bezpieczny i niezawodny szlak transportowy. To sprawia, że wiele państw zaczyna trwale przestawiać swoje strategie energetyczne.
Największe możliwości w tym zakresie mają kraje dysponujące własnymi zasobami węgla, takie jak Chiny czy Indie. Tam nawet 80–90 proc. zapotrzebowania pokrywane jest produkcją krajową, co daje znaczną odporność na zewnętrzne turbulencje. Również inne państwa Azji — Japonia, Korea Południowa czy Tajwan — zwiększają wykorzystanie węgla, traktując go jako zabezpieczenie przed niestabilnym rynkiem gazu.
Europa się broni
Wzrost zapotrzebowania na węgiel widoczny jest także w krajach rozwijających się. „Telegraph” wymienia Bangladesz, Wietnam, Filipiny czy Tajlandię. Planują one zwiększyć import i produkcję energii z tego surowca, aby uniknąć przerw w dostawach prądu i gwałtownych podwyżek cen dla konsumentów.
Europa również nie pozostaje całkowicie odporna na te tendencje. Zdaniem „Telegrapha” państwa takie jak Niemcy czy Polska, które wciąż posiadają elektrownie węglowe, mogą być skłonne do ich ponownego wykorzystania. Jednak na drodze stoi polityka klimatyczna Unii Europejskiej i ambitne cele redukcji emisji.
W szczególnie trudnej sytuacji znajduje się Wielka Brytania. Kraj ten praktycznie wyeliminował węgiel ze swojego miksu energetycznego — ostatnie elektrownie zamknięto w 2024 roku. W efekcie Londyn nie ma dziś możliwości powrotu do tego źródła energii, nawet w sytuacji kryzysowej. Brytyjski system opiera się głównie na gazie i odnawialnych źródłach, co ogranicza jego elastyczność.
Eksperci wskazują, że doświadczenia ostatnich miesięcy pokazują słabość strategii opartej na jednym kierunku transformacji. Gaz, który miał być „paliwem przejściowym” między węglem a odnawialnymi źródłami energii, sam okazał się podatny na wstrząsy geopolityczne. Z kolei odnawialne źródła energii, mimo dynamicznego rozwoju, wciąż nie są w stanie zapewnić stabilnych dostaw bez odpowiednich systemów magazynowania.
W praktyce oznacza to, że wiele państw — zwłaszcza tych bez energetyki jądrowej — w sytuacji kryzysowej ma tylko jedną realną alternatywę: powrót do węgla.
Biznes Alert / AC/


