Przybyszewski: Wizja osi Chiny-Iran-Rosja może się nie spełnić

12 października 2020, 07:30 Bezpieczeństwo
iran flaga
Flaga Iranu. Źródło: Flickr

– Wiele ośrodków oraz dziennikarzy i analityków uległo zadziwiającej wizji przyszłych relacji Iranu z Rosją i Chinami. Czy wiemy kto ją przed nami roztacza? Nawet jeśli nie, to motywy i cel mogą być poznane. Wbrew różnym twierdzeniom, które pojawiają się przede wszystkim w mediach społecznościowych, w ciągu ostatnich 20 lat w relacjach Iranu z Rosją zmieniło się niewiele, a z Chinami najwyżej trochę – pisze Łukasz Przybyszewski, współpracownik BiznesAlert.pl.

Co właściwie wiemy o kierunku rozwoju relacji Iranu z Rosją i Chinami?

Podstawą do rozpoczęcia jakiejkolwiek pracy analitycznej jest lektura „Psychology of Intelligence Analysis” Richards J. Heuer, Jr. Z tejże publikacji, dostępnej w Internecie dla wszystkich, wynika dość pesymistyczny, ale konstruktywny obraz metodologii pracy analitycznej. Analitycy, w tym z branży wywiadu jawnoźródłowego którymi po części wszyscy konsumenci informacji są, mają przed sobą wyzwanie. Może ono być przyrównane do formy ascetyzmu: powinni oddzielić własne odczucia od doniesień; powinni odrzucić aspiracje i inspiracje przy formułowaniu stwierdzeń. Intuicja ma wspomagać nawigację pośród różnych stopni prawdopodobieństw scenariuszy rozwoju wydarzeń, bo sama analogia historyczna jest niewystarczająca, a na dodatek często ulega narastającej eklipsie analogii psychologicznej. Wszystkie alternatywne scenariusze, nawet najbardziej nieprawdopodobne, powinny być zapisywane wraz z podtrzymującą ją argumentacją. Ostateczna ocena i wybór najbardziej prawdopodobnego kierunku rozwoju wydarzeń z obecnej sytuacji opiera się na wierze, dlatego „raporty mniejszości” trzeba mieć w podorędziu, ażeby w razie katastrofalnej pomyłki móc dalej pracować. Oznacza to, że głównym przedmiotem badań analityka jest nie przyszłość, a teraźniejszość.

Wizja osi Chiny-Iran-Rosja może być fałszywa

Powyższy wstęp był konieczny, ponieważ w ostatnich miesiącach narasta we mnie niepokój wynikający z upolitycznienia wielu analityków Iranu i regionu oraz popularyzacja zadziwiających wizji rozwoju stosunków Teheranu z Moskwą i Pekinem. Niniejsza analiza ma charakter logiczny i analogiczny, ponieważ opiera się na braku dowodów, które potwierdzałyby wersję o rewolucyjnej zmianie stosunków Iranu z obu mocarstwami.

Spekulacjom na temat 25-letniego porozumienia Iranu z Chinami, czy kolejnych umów z Rosją nie ma końca. Podobnie ma się sprawa ze skutecznością amerykańskich sankcji. Zbiegiem okoliczności okres popularyzacji ww. doniesień i interpretacji pokrywa się z czasem, gdy Iran rozpoczął ofensywę dyplomatyczną mającą zagwarantować Iranowi podział w RB ONZ względem przywrócenia sankcji multilateralnych. Choć różnice zdań były od dawna aż nadto widoczne, to Teheran musiał wzmocnić własną pozycję na tyle, na ile to możliwe. Źródła „wycieku” skanów 25-letniej umowy Iranu z Chinami już prawdopodobnie nie odnajdziemy, bo mogło ulec zatarciu. Z braku kompetencji językowych niewiele osób było w stanie zweryfikować to, co było w tych rzekomo prawdziwych dokumentach zawarte.

Mimo to wielu analityków z często renomowanych, zachodnich, ośrodków podchwyciło temat w celu podżegania dyskusji mającej znamiona politycznej. Choć w końcu pojawiło się równie wiele głosów krytycznych, to ziarno niepewności i lęku zostało zasiane. Na szczęście, wykonana przeze mnie niewielka sonda w wąskiej grupie polskich analityków wykazała, że na naszym podwórku oceny sytuacji są bardziej sceptyczne. W kwestii rozwoju relacji strategicznych Iranu z Rosją i Chin nie mamy żadnych podstaw, aby z całą pewnością stwierdzić w którym konkretnie kierunku zmierzają.Po prostu nie ma źródeł weryfikujących – irańskie o szczegółach milczą i jedynie debatują nad tym, czego Iran mógłby sobie potencjalnie życzyć oraz jak bardzo wzmacnia się pozycja Teheranu wobec Waszyngtonu. Prawdę mówiąc, nie wiadomo nawet, czy informacje wyszły rzeczywiście z Iranu. Podobnie ma się sprawa dalszych umów Iranu z Rosją. Tu także brak jest dostatecznej ilościowo i jakościowo masy źródeł, które pozwoliłyby na weryfikację choćby części twierdzeń, jakie ostatnio weszły w obieg. Wiemy jedynie, że w ubiegłym roku podczas manewrów okręty marynarki Chin i Rosji zawinęły do irańskiego portu w Czabaharze. Tak, to był precedens. Nie świadczy on jednak o rychłym przejściu do obecności permanentnej lub choćby rotacyjnej. Iran mógłby, o ile byłby w stanie, ale nie musi rychło nabywać rosyjskich czy chińskich systemów uzbrojenia. Jak słusznie zauważyła EllieGeranmayeh z EuropeanCouncil on Foreign Relations, rosyjski system typu S-300 czy S-400, jako obronne, nie były i nie są objęte sankcjami. Samo dostarczenie Iranowi S-300 okazało się czasochłonne i zajęło niemal dziesięć lat, a w obecnej sytuacji kwestia zdolności Iranu w opłaceniu zakupu takiego systemu pozostaje otwarta. O udostępnianiu, czy wręcz sprzedaży irańskich portów na użytek marynarek Rosji czy Chin też nie znajdują potwierdzenia.

Zwrot Iranu?

Aktualnie lansowaną teorią na temat trajektorii rozwoju relacji na osi Teheran-Moskwa-Pekin jest rzekomy „zwrot” Iranu ku Wschodowi. Zwrot ten nastąpił i pogłębił się w latach 80-tych i 90-tych. Czemu więc promowanie tego poglądu ma służyć, jeśli nie wskazaniu przedmiotowości amerykańskich sankcji na Iran?O istnieniu realnej możliwości omijania amerykańskich sankcji także wiadomo – transfery STS, wyłączanie nadajników tankowców, praktyki skrytego barteru oraz wiele wciąż rozwijających się metod ukrywania i prania transferów pieniężnych akurat są udokumentowane i nie dają żadnej pewności, że naciski Waszyngtonu przynoszą trwałą, wszechstronną i niezmienną izolację Iranu. Pokazują za to, że Iran wciąż jest zdolny sprzedawać węglowodory i produkty z nich wytworzone, o ile klient wykaże zapotrzebowanie i chęć zignorowania sankcji. Dotychczasowe doświadczenia wydają się wskazywać, że jedynie wielostronne sankcje okazywały się skuteczne w wymuszeniu na Teheranie przejścia do negocjacji, a na międzynarodowy consensus w sprawie Iranu aktualnie nie ma co liczyć. Można obecnie stwierdzić z pewnością jedynie, że pomimo trudności irańska gospodarka adaptuje się, a amerykańskie sankcje przyspieszały w niej wiele procesów, takich jak prywatyzacja czy rozwijanie łańcucha wartości w branży węglowodorowej i innych powiązanych z nią gałęzi przemysłu. Pomimo braku inwestycji zagranicznych, Iran zdecydował się przeznaczyć znaczne środki na inwestycje publiczne, w tym na infrastrukturę cywilną i wojskową, chcąc pobudzić wzrost gospodarczy poprzez branżę budowlaną i związanych z nią usług. Skala skuteczności amerykańskich sankcji nie jest więc jednoznaczna, bo jej jakościowa ocena rozbija się o właśnie o czynniki paradoksalne. Kontrowersyjne stwierdzenie, że amerykańska polityka sankcyjna w wielu aspektach umacnia irańską gospodarkę wśród analityków zazwyczaj nie pada, ponieważ po obu stronach przeważają interesy związane z adresowaniem irańskiej opinii publicznej. Powinniśmy według mnie mimo wszystko założyć, że decydenci w Waszyngtonie, Moskwie, Pekinie oraz w stolicach państw członkowskich UE są świadomi, że deklarowany a zamierzony cel sankcji są jedynie bardzo dalekimi synonimami.

Równie daleka jest relacja deklaracji i zamiaru stojącego za irańskimi oświadczeniami dotyczącymi nadchodzących w USA wyborów prezydenckich. Władze w Teheranie twierdzą, że im zasadniczo nie robi różnicy kto je wygra, czy Trump, czy Biden. Iranowi nie jest jednak obojętne to, co będzie się z tym wyborem wiązało. Jeśli wygrana któregokolwiek z kandydatów mogłaby dawać Teheranowi przesłanki za zwiększeniem tempa wycofania się sił USA z regionu, to rzecz jasna będą taki rozwój wydarzeń wspierać działaniami informacyjnymi. Te ostatnio obserwowalne działania wydają się jednak dążyć ku temu, że niezależnie od wyniku wyborów w USA, celem Teheranu jest maksymalne osłabianie wizerunku Amerykanów w regionie, a jeśli to możliwe – również w Europie.

Przechwycone lub wykorzystane doniesienia nt. trajektorii rozwoju relacji Iranu z Rosją i Chinami zaczynają służyć interesom wielu stron, a ich narracja jest odpowiednio przekształcana. Według mojej oceny wiele wskazuje na to, że skupione wokół tematu poczynań Iranu obserwowalne działania informacyjne, których autorów najczęściej nie poznajemy, mają przede wszystkim jeden element wspólny. Jest nim prawdopodobnie krystalizowanie i rozsadzanie bardzo zróżnicowanej opinii europejskiej. Choć najczęściej nie możemy być pewni kto inicjuje działania informacyjne, to motywy wydają się być jasne: irańska gospodarka ma rozwijać się samodzielnie; a władze w Iranie zostały naznaczone piętnem kolaboracji z dwoma największymi rywalami USA – Chinami i Rosją, co znowuż podżega irański nacjonalizm i ogranicza skalę możliwej współpracy. W przeciwnym razie, jeśli nie ulegniemy tym motywom, może czekać nas przyspieszony, za mało konsultowany, a zatem i dużo mniej przewidywalny, proces zmiany układu sił w regionie Środkowego Wschodu, co miałoby implikacje globalne. Celem przekształcania tych działań informacyjnych jest zatem zawoalowane wywołanie poczucia lęku przed pomyłką, który dla wyobraźni analityków, w tym wysoce obiektywnych, jest bardzo toksyczny: co, jeśli ta wizja jest prawdziwsza, niż inne? Dla jednych takie wizje są zaś szalenie atrakcyjne, bo pozwalają na dryf wyobraźni, co dla analityków jest doświadczeniem dającym odpoczynek i satysfakcję od suchego wyważania faktów od plotek, opinii logicznych od tych popartych źródłami. Dalekim metaforycznym echem skutków, jakie wywołuje roztoczenie przed – na pierwszym końcu spektrum – żądnym uznania analitykiem zadziwiającej wizji przyszłości, wyrastającej z sensacyjnych doniesień, widać w cytacie zawartym w zwiastunie ekranizacji Fundacji I. Asimova, legendarnej epopei science-fiction:

“- They’re worried you can predict the future
(…)
–They’re worried people believe I can. And they don’t like the future I predict.”

Na drugim końcu spektrum są skutki psychologiczne u analityków, którzy zbyt mocno izolowali się od wpływu działań informacyjnych i zatracili zdolność lub chęć do rozważania i budowy argumentacji dla teorii alternatywnych biegów wydarzeń. Wówczas, jak wynika z moich obserwacji, dalsza analiza podyktowana jest poczuciem porażki, którą chce się zamaskować poprzez stopniowe przekształcanie kolejnych wypowiedzi. Przykładem na to może być silniejsze rozniecenie konfliktu o Górski Karabach, które zaskoczyło tych analityków, którzy nie chcieli lub nie mieli czasu rozważać alternatywnych scenariuszy. Sytuacją idealną byłoby posiadanie po czterech analityków od danego kraju oraz regionu, ale ośrodki badawcze rzadko mają komfort czy potrzebę zatrudniania tak wielu badaczy.

Krzyżowa analiza źródeł informacji nt. relacji Teheranu z Moskwą i Pekinem nie wykazała, aby władze Iranu rzeczywiście zamierzały stać się strategicznym militarnie i gospodarczo sojusznikiem Rosji i Chin, o statusie wasala nie wspominając. Wbrew różnym twierdzeniom, które pojawiają się przede wszystkim w mediach społecznościowych, w ciągu ostatnich 20 lat w relacjach Iranu z Rosją zmieniło się niewiele, a z Pekinem najwyżej trochę. Nic nie wskazuje na to, aby Iran mógł lub był aktualnie w stanie nabyć nowe rosyjskie i/lub chińskie systemy uzbrojenia. Dla zasady, wbrew analogii historycznej, powinniśmy jednak uznawać, że może uczynić to szybciej, niż sądzimy, choć wcale nie musi. Nie oznacza to, że stosunki Iranu z obydwoma tymi państwami nie będą powoli ewoluować ku bardziej wszechstronnej współpracy – takiego scenariusza też wciąż nie można wykluczyć. Żeby z należytą uwagą i starannością śledzić ten proces należałoby zestawić przynajmniej cztery odmienne opinie i żadnej nie odrzucać (tak/nie/tak, jeśli… /nie, jeśli…). Być może to właśnie pozwoli ocenić przynajmniej zadowalający zestaw motywów i celów działań informacyjnych, którym poddawani są analitycy, dziennikarze i decydenci. Zanim jednak tak idealistyczny cel będzie można zrealizować, trzeba źródła nie tylko sprawdzać, ale i podawać, co pozwoli na właściwy dialog między analitykami o rozbieżnych opiniach. Intelligence sharing to podstawa pracy analityków jawnoźródłowych.

Bojanowicz: Czy USA zablokują rozwój energetyki Iranu?