font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 17 lutego, 2016 godz. 9:00   

Stępiński: Polska powinna rozmawiać z Węgrami o ich wsparciu dla Rosji

Wiktor Orban Wiktor Orban

KOMENTARZ

Piotr Stępiński

Redaktor BiznesAlert.pl

Stary Kontynent znajduje się obecnie w punkcie, który może zadecydować o przyszłym kształcie i formule Unii Europejskiej. W obliczu wymykającego się spod kontroli Brukseli kryzysu migracyjnego i rozważań na temat tworzenia enklaw wewnątrz Wspólnoty jej spójność jest testowana także przez lobbowany przez Rosję projekt gazociągu Nord Stream.

Podstawową siłą Rosji jest jej zdolność do antagonizowania stanowisk wewnątrz samej Unii. Widoczny jest podział na tych, którzy opowiadają się za bezpieczeństwem energetycznym pisanym cyrylicą i tych, którzy otwarcie sprzeciwiają się zwiększaniu wpływu Rosji w Europie. Można cieszyć się z tego, że Polska ustami nie tylko prezydenta Andrzeja Dudy, ale i premier Beaty Szydło prezentuje jasne i klarowne stanowisko, w którym kontestuje budowę Nord Stream 2. Problem polega na tym, że wyrazistość Warszawy nie idzie w parze z jasnymi deklaracjami pozostałych państw. Nie zapominam o liście, w którym kilka państw członkowskich wyraziło sprzeciw ale w odbiorze medialnym wydaje się, że tylko Polska, Słowacja i Ukraina stanowczo krytykują ten projekt.

Polska szuka sojuszników w ramach Grupy Wyszehradzkiej. W tym kontekście warto wspomnieć dwa wydarzenia. Wczoraj służba prasowa rosyjskiego prezydenta poinformowała, że w najbliższą środę w Moskwie dojdzie do spotkania Władimira Putina z premierem Węgier Wiktorem Orbanem, które już samo w sobie jest dość kontrowersyjne. Odbędzie się dzień po prezentacji pakietu rozwiązań na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa dostaw gazu do Europy. Zaprezentowane przez Komisję Europejską rozwiązania uderzą w interesy Gazpromu, na przykład poprzez wprowadzenie kontroli przez unijne instytucje umów gazowych. Budapeszt chce po raz kolejny udowodnić, że prowadzi samodzielną politykę zagraniczną a przede wszystkim to, że sankcje nie są żadną przeszkodą ażeby utrzymywać bliskie kontakty z Moskwą.

W tym kontekście przypomnijmy zeszłotygodniową wizytę Orbana w Warszawie. Zarówno premier Szydło jak i jej węgierski odpowiednik zgodnie podkreślali dobre stosunki pomiędzy państwami, których genezy należy upatrywać kilkaset lat wstecz. Podczas konferencji prasowej Wiktor Orban stwierdził, że ,,żadna niegodziwość wymierzona w stronę Polski może liczyć na wsparcie ze strony Węgier”.

Czyż Nord Stream 2 nie należy traktować jako politycznej i gospodarczej niegodziwości? Idąc tym tokiem rozumowania biorąc przy tym pod uwagę stwierdzenie, że obydwa państwa mają prezentować wspólne stanowisko na arenie międzynarodowej, można wnioskować, że na Kremlu Orban będzie bronił interesów Grupy Wyszehradzkiej, w tym Polski, i powie Władimirowi Władimirowiczowi o swoim sprzeciwie wobec projektu, które wcześniej wyraził w skierowanym do Komisji Europejskiej liście.

Relacje węgiersko-rosyjskie są intensywne zwłaszcza w sferze energetycznej. Za pierwszy przykład posłuży rozbudowa elektrowni atomowej Paks, do której swoje zastrzeżenia zgłosiła Komisja Europejska. Trzy lata temu węgierski rząd podpisał z Rosjanami umowę o rozbudowie wspomnianej elektrowni. Na jej mocy Moskwa oprócz dobudowania dwóch kolejnych reaktorów zobligowała się do udzielenia wartej ok. 10 mld dolarów pożyczki z okresem kredytowania 30 lat przez co inwestycja zostałaby sfinansowana w ok. 80 procentach.

Sam fakt rozbudowania elektrowni nie powodował aż tak wielkiego sprzeciwu, jak niejasne okoliczności wyboru Rosji na realizatora projektu oraz sfinansowania inwestycji. Komisja Europejska zarzuciła Budapesztowi, że udzielił zamówienia z wolnej ręki na budowę dwóch reaktorów oraz na odnowę dwóch kolejnych reaktorów w elektrowni jądrowej w Paks z pominięciem przejrzystej procedury.

Co ciekawe jak zauważa Dominik Héjj jednym z głównych argumentów rządu za rozbudową elektrowni atomowej jest obniżanie cen energii. Eksperci zwracają jednak uwagę, że prąd produkowany w Paks II będzie jednym z najdroższych w Europie. Obecnie za wytworzenie jednego MWh – Węgry płacą 41,30 euro. Dla porównania: Polska 36,36 euro, Wielka Brytania 56,35 euro, Niemcy i Czechy 36,36 euro, a Francja 37,55 euro.

W pewnym sensie Paks II można porównać do Nord Stream 2. W obydwóch przypadkach projekt nie ma wymiaru ekonomicznego, lecz jest politycznie motywowany.

Warto przypomnieć, że Orban jest przeciwny jednemu z rozwiązań Unii Energetycznej forsowanej przez Polaków. Nie chce cedować zawierania kontraktów z Rosjanami na szczebel ogólnoeuropejski. Ponadto w nowej umowie gazowej Węgry będą płacić rocznie tylko za taką ilość gazu, która została zużyta, a nie za tą, która została przewidziana w umowie. Włączenie Komisji w negocjacje gazowe mogłoby pozbawić Węgrów takich ekskluzywnych ofert.

Spójrzmy także na stanowisko Budapesztu w sprawie nałożonych wobec Rosji sankcji. W tym kontekście należy przypomnieć wypowiedź z lutego ubiegłego roku ministra spraw zagranicznych i handlu Petera Szijarto, który stwierdził, że ,,Węgry nie mogą sobie pozwolić, aby nie prowadzić rozmów z Rosją Rezygnacja z dwóch projektów gazowych, Nabucco i South Stream postawiła nasz kraj w sytuacji bez wyjścia i jeśli chcemy sobie zapewnić bezpieczeństwo energetyczne, musimy rozmawiać z Moskwą.”

Prezentując taką postawę Budapeszt jeszcze bardziej zwiększa wyłom w solidarności europejskiej. W tym kontekście uzasadnione wydaje się pytanie o to, czy wobec Węgier powinniśmy zastosować retorykę prezydenta Andrzeja Dudy użytą podczas konferencji w Monachium i postawić Budapesztowi warunków brzegowych w kwestii współpracy energetycznej z Rosją.

Bez dodania do obecnych stosunków z Węgrami tego kontekstu mogą, choć nie muszą, pojawić się stwierdzenia, że skoro Warszawa ma tak dobre relacje z Budapesztem, który na dodatek jak mało kto rozumie gospodarza Kremla, to może nie być wiarygodna jako orędownik zablokowania Nord Stream 2.

Europa potrzebuje jednoczenia się w kwestiach ważnych dla kontynentu. Polska ma szanse na zjednoczenie Europy Środkowej w ramach sprzeciwu wobec Nord Stream 2. Brakuje podobnych do tych z Orbanem spotkań z innymi członkami Grupy Wyszehradzkiej. Może warto odbyć kolejne i pokazać, że jesteśmy odpowiedzialnymi przedstawicielami tej części Europy.