Onichimowski: Strategia energetyczna nie odpowiada na największe wyzwanie energetyki (ROZMOWA)

4 marca 2021, 07:31 Atom
Grzegorz Onichimowski. Grafika: Gabriela Cydejko
Grzegorz Onichimowski. Grafika: Gabriela Cydejko

– Strategia energetyczna kompletnie nie przystaje do realiów. To mydlenie oczu pomijające zasadniczą zmiany paradygmatu energetyki, która staje się coraz bardziej obywatelska. Mówimy, że rozwiążemy problemy wysokich cen energii w Polsce poprzez inwestycje w energetykę jądrową i offshore, jedynie odsuwając zasadnicze problemy energetyki o kilka lat – mówi Grzegorz Onichimowski, senior consultant w NODES AS i były prezes Towarowej Giełdy Energii.

BiznesAlert.pl: Niedługo po przyjęciu Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku oraz ustawy offshore trwa debata o cenę maksymalną w ramach mechanizmu wsparcia morskich farm wiatrowych. Oznacza to, że liczą na więcej wsparcia. Czy w takim razie strategia energetyczna Polski z wielkimi inwestycjami jak offshore czy atom jest dobrze ułożona?

Grzegorz Onichimowski: Cena maksymalna nie jest za wysoka ani za niska. Problem polega na tym, że zrezygnowaliśmy z konkurencyjnego mechanizmu aukcyjnego, który działa w przypadku farm na lądzie. Można usłyszeć, że dlatego, by przynajmniej te kilka projektów uruchomić jak najszybciej. Ale w efekcie dyskutujemy, jaka cena jest ok, a jaka już nie. Jestem zwolennikiem mechanizmów konkurencyjnych we wszystkich obszarach energetyki. To problem stojący przed całą strategią energetyczną. Wydaje mi się, że jej autorzy operują znacznie bardziej nowoczesnym językiem niż w czasach resortu energii i ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, ale w dużej mierze przekazują tę samą treść. Energetyka to branża opanowana przez duże firmy, najlepiej z udziałem Skarbu Państwa, które zamieniają bloki węglowe na offshore czy atom, a z punktu widzenia rynku będzie tak samo. To zasadniczy błąd.

Co należałoby zrobić?

Przede wszystkim uruchomić konkurencję na najniższym szczeblu, zastanowić się jak ustawić energetykę prosumencką, wiatrową na lądzie i fotowoltaikę tak, aby były elementami konkurencyjnego rynku. Nawet podmioty uczestniczące w aukcjach z ceną minimalną otrzymują ofertę niższą niż duże bloki na giełdzie. Należy zadbać o powstanie prosumentów wirtualnych i zbiorowych, którzy mogą być formą udziału każdego Polaka w transformacji energetycznej. Będzie to prosument posiadający przysłowiowy udział w farmie wiatrowej czy fotowoltaicznej, dzięki któremu faktycznie będzie mógł zabezpieczyć się przed zmianą ceny energii, będąc właścicielem określonej mocy wytwórczej. Podobnie mają działać kontrakty PPA i partnerstwo z przemysłem. Próbowaliśmy już realizować całą politykę przez wyłącznie spółki skarbu państwa. Można wrzucić kamyczek do ogródka każdej z poprzednich ekip, ale za każdym razem to się źle kończyło. Wystarczy spojrzeć na wycenę akcji spółek państwowych sektora energetycznego na giełdzie lata po prywatyzacji obywatelskiej. To są papiery niemal śmieciowe w zestawieniu z ich pierwotną ceną.

Może państwo chce w ten sposób zapewnić bezpieczeństwo dostaw?

Państwo powinno budować przede wszystkim pole do konkurencji poprzez sieci dystrybucyjne i przesyłowe. Spółki dystrybucyjne powinny zostać wydzielone z grup skonsolidowanych pionowo. Operator sieci przesyłowej został w przeszłości wydzielony, bo przedtem 80-90 procent mocy wytwórczych było do niego podłączonych i należało stworzyć neutralne pole konkurencji. Możemy tymczasem przewidywać, że w najbliższym czasie pójdziemy w przeciwnym kierunku i 80-90 procent mocy wytwórczych będzie podpiętych do sieci dystrybucyjnej. Należy zadbać o tę sieć, aby spółki dystrybucyjne były dofinansowane, ale nie były częścią wielkich koncernów. W ich interesie powinno być przyłączanie jak najwięcej prosumentów i małych producentów energii, którzy mogliby uczestniczyć w rynkach elastyczności, czy peer to peer, na których straty przesyłowe są minimalne, sąsiedzi dzielą się energią, można budować małe jednostki wytwórcze w pobliżu zakładów przemysłowych i sprzedawać z nich energię. Dzisiaj fakt czy farma wiatrowa znajduje się 5 czy 500 km od danego zakładu, nie wpływa na wysokość opłaty przesyłowej. Musimy na nowo włączyć niezależną energetykę do gry konkurencyjnej, bo inaczej w ogóle nie będzie konkurencji, jako że cena energii w rachunku będzie najmniejszym kłopotem, a większość tego kosztu będą stanowiły opłaty sieciowe.

Czy strategia energetyczna przystaje zatem do realiów?

Kompletnie nie przystaje do realiów. To mydlenie oczu pomijające zasadniczą zmianę paradygmatu energetyki, która staje się coraz bardziej obywatelska. Mówimy, że rozwiążemy problemy wysokich cen energii w Polsce poprzez inwestycje w energetykę jądrową i offshore, odsuwając zasadniczy problem energetyki o kilka lat. Opowieści o energetyce jądrowej w Polsce większej od francuskiej rodzą ryzyko porażki i nie odpowiadają na problem widoczny tu i teraz, na który trzeba odpowiedzieć natychmiast. Należy związać energetykę obywatelską z samorządami, uwolnić potencjał systemów dystrybucyjnych, aby przyłączać jak najwięcej nowych mocy rozproszonych.

Słyszymy o wsparciu OZE i liberalizacji prawa.

Może do tego dojdzie, a może nie. Dwa lata temu wróciłem z pracy za granicą i słyszałem, że niektóre regulacje ograniczające energetykę odnawialną zostaną rychło znowelizowane. Tymczasem lata lecą i nic się nie dzieje. Mamy do czynienia ze śpiewami operowymi, które zapowiadają jakieś działania, ale te nie nadchodzą. Najlepszy przykład to historia polskiego atomu z brodą dłuższą niż jakakolwiek inna.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik

Strategia energetyczna wyciekła do sieci. Transformacja z OZE i atomem za 1,6 bln zł