Strupczewski: Czy polska elektrownia atomowa się opłaca?

5 sierpnia 2015, 08:18 Atom
Elektrownia atomowa w Paks
Elektrownia atomowa Paks na Węgrzech. Fot. Wikimedia Commons

KOMENTARZ

Prof. Dr. Andrzej Strupczewski

Narodowe Centrum Badań Jądrowych

Przed kilkoma dniami dowiedzieliśmy się, że jeden z wariantów harmonogramu budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej wskazuje na rok 2030 jako na rok zakończenia rozruchu i przekazania elektrowni do pracy zawodowej w sieci. Organizacje antynuklearne ogłosiły, że oznacza to wieloletnie opóźnienie programu i przekreśla opłacalność planów budowy energetyki jądrowej w Polsce. Czy rzeczywiście?

Zajmijmy się najpierw wariantem harmonogramu pośpiesznie opublikowanym przez Greenpeace. Podana w nim data zakończenia rozruchu jest o 5 lat późniejsza niż pierwotnie przewidywana w Programie Polskiej Energetyki Jądrowej. PGE oświadczyła, że jest tylko jeden z rozważanych wariantów, bynajmniej nie zatwierdzony przez nikogo. Tym niemniej, warto nań spojrzeć uważnie i zastanowić się, czemu prace mają trwać tak długo.

Sprawdzenie przewidywanego czasu budowy samej elektrowni nie budzi sprzeciwu – jest to pięć lat, a w tym blisko dwa lata na prace  przygotowawcze, zanim zacznie się wylewania betonu pod obiekty jądrowe, plus półtora roku na rozruch od zakończenia  budowy do chwili dostarczenia pierwszych MWh do sieci. Potem jeszcze kilka miesięcy na pracę próbną w sieci zanim ta pierwsza w Polsce elektrownia jądrowa zostanie przekazana do systemu jako w pełni sprawdzona i niezawodna. Dla obiektu tak nowego w naszym systemie energetycznym są to założenia w pełni rozsądne – i zgodne z wcześniejszymi planami.

Gdzie więc są te długie lata, które opóźniają realizację programu? Są one zarezerwowane w tym wariancie harmonogramu na czynności w dużej mierze niezależne od inwestora, wynikające z dążenia do zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa obiektu i uzyskania zgody społeczeństwa na budowę elektrowni jądrowych. Przykładem takich czynności są wielokrotne konsultacje społeczne i transgraniczne. Gdy Brytyjczycy czy Węgrzy  budują nowe bloki w istniejących lokalizacjach elektrowni jądrowych nie muszą prowadzić badań lokalizacyjnych i uzyskiwać zgody okolicznej ludności. Po prostu dodają do pracujących już bloków jądrowych jeszcze jeden blok, III  generacji, a więc jeszcze bezpieczniejszy niż już pracujące bloki jądrowe II generacji. Wymagania lokalizacyjne dla tych nowych bloków są mniejsze niż dla bloków poprzednich i ich lokalizacja nie nastręcza wątpliwości. W Polsce sytuacja jest inna – nie mamy jeszcze energetyki jądrowej, więc  inne państwa żądają udowodnienia, że nasza elektrownia będzie bezpieczna. Konsultacje społeczne nie ograniczają się u nas do rozmowy ze społecznością lokalną, w konsultacjach biorą udział wszyscy zainteresowani, i wszyscy dostają dokładne i konkretne odpowiedzi.

Pierwsze polskie konsultacje dotyczyły Programu Polskiej Energetyki Jądrowej i miały trwać kilka miesięcy, najpierw z dyskusjami z obywatelami i organizacjami polskimi, potem z zainteresowanymi organizacjami i rządami innych krajów. Okazało się, że już na tym pierwszym etapie – rozpatrywania programu – konsultacje krajowe i transgraniczne trwały w sumie około 28 miesięcy, od grudnia 2010 r. do kwietnia 2013 roku. Organizacje antynuklearne zarejestrowane w Polsce żądały przedłużania terminów konsultacji krajowych by ułatwić udział w tych konsultacjach ekspertom zagranicznym i Polska zgodziła się na te żądania.  Przedłużenia czasu na konsultacje „krajowe” żądał w liście Greenpeace’- Polska niejaki pan Haverkampf – oczywiście nie Polak – znany już wcześniej np. w Czechach jako „ekspert” Greenpeace’ protestujący na zlecenie tej organizacji w różnych krajach zamierzających budować elektrownie jądrowe. Pan Haverkampf żądał od rządu polskiego, by Polska budowała wiatraki na morzu a nie elektrownie jądrowe. Charakterystyczne jest, że Holender Haverkampf uznał, że może pouczać rząd i parlament polski o zaletach wiatraków, natomiast nie wystąpił z żadnym protestem do swego własnego premiera, pana Marka Rutte, który właśnie w tamtym czasie wygłosił swe słynne oświadczenie „Wiatraki kręcą się napędzane subsydiami”  i wprowadził zakaz subsydiowania wiatraków w Holandii. Ale Polacy są grzeczni wobec cudzoziemców, uznali prawo pana Haverkampfa do pouczania naszego parlamentu i odpowiadali cierpliwie na jego kolejne porcje zarzutów wobec energetyki jądrowej. Po występach w roli obywatela Polski – którym oczywiście pan Haverkampf nigdy nie był – Greenpeace wydelegował go, by formułował dalsze zarzuty w ramach organizacji duńskich. Polska odpowiadała cierpliwie. Gdy wreszcie wszystkie kraje uczestniczące w konsultacjach transgranicznych – w tym kraje nie mające żadnej granicy wspólnej z Polską, jak Austria i Dania – oświadczyły na piśmie, że zadawalają ich odpowiedzi polskie na wszystkie zarzuty – 28 miesięcy minęło.

Niestety na tym nie koniec. W całym procesie konsultacje społeczne przeprowadzane będą łącznie cztery razy:

  1. Przed wydaniem decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (GDOŚ)
  2. Przed wydaniem decyzji o zezwoleniu na budowę (PAA)
  3. Przed wydaniem decyzji o pozwoleniu na prace przygotowawcze (Wojewoda, jeżeli GDOŚ nałoży obowiązek przeprowadzenia ponownej oceny oddziaływania na środowisko)
  4. Przed wydaniem decyzji o pozwoleniu na budowę (Wojewoda)

Konsultacje te są przewidziane w ustawach regulujących postępowanie przy budowie elektrowni jądrowych – w Ustawie Prawo Atomowe, w Ustawie inwestycyjnej i w Ustawie o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko [Dz. U. z 2008 r., poz. 1227]. Nauczeni gorzkim doświadczeniem, autorzy omawianego wariantu harmonogramu przewidzieli odpowiednio długie czasy na te powtarzane wielokrotnie konsultacje. Czy można im się dziwić?  Austria i Dania, nie mówiąc o Niemcach, już zgłosiły chęć uczestniczenia w kolejnych rundach konsultacji. Jak długo będą one trwały, trudno dzisiaj powiedzieć.

Są przed nami i inne przeszkody, wśród nich opracowanie dokumentacji bezpieczeństwa elektrowni jądrowej, jej sprawdzenie przez niezależnych ekspertów, przedłożenie do Urzędu Dozoru Jądrowego, analizy, uwagi, poprawki i uzupełnienia, wreszcie wydanie pozytywnej opinii o tej dokumentacji.  W sumie taki proces trwał w Wielkiej Brytanii 4 do 5 lat. Pytanie, kiedy się ten proces zacznie. W rozpatrywanym wariancie harmonogramu założono, że po wybraniu dostawcy reaktora i podpisaniu kontraktu. Ale typy reaktorów proponowane dla Polski są znane, ich dokumentacja bezpieczeństwa była już rozpatrywana przez urzędy dozoru jądrowego Finlandii, Francji, Wielkiej Brytanii, USA i Chin, więc można byłoby zacząć działania dużo wcześniej. Już teraz, a po podpisaniu kontraktu zweryfikować tylko możliwe różnice między reaktorem dla Polski a wcześniejszymi typowymi rozwiązaniami.

Ale czy taka ścieżka- chociaż logicznie uzasadniona- nie napotka na opór organizacji antynuklearnych, które wystąpią do sądu międzynarodowego ze sprzeciwem pod pretekstem, ze nie miały możności przedyskutować ostatecznych rozwiązań konstrukcyjnych reaktora dla Polski? Warto tu przypomnieć, że 10 organizacji niemieckich i austriackich, w tym Greenpeace, ogłosiło w lipcu tego roku, że wystąpią do sądu międzynarodowego w Luksemburgu z protestem przeciwko budowie elektrowni jądrowej w … Wielkiej Brytanii! Czym mogą one uzasadnić mieszanie się do wewnętrznych decyzji państwa tak oddalonego od ich granic?

Okazało się, że dla uprawomocnienia swego protestu zleciły one berlińskiej organizacji Energy Brainpool opracowanie raportu na temat skutków budowy elektrowni jądrowej Hinkley Point C. W raporcie tym,  zatytułowanym Energy Brainpool Auswirkungen Von Hinkley Point C Auf Den Deutschen Strommarkt Berlin, 1. Juli 2015 im Auftrag von Greenpeace Energy e.G., stwierdzono, że rozbudowa energetyki jądrowej w Europie spowoduje obniżenie ceny elektryczności. W raporcie Energy Brainpool rozpatrzono trzy warianty, z czego trzeci zwany „Domino+” to właśnie zrealizowanie planów rozbudowy EJ w krajach europejskich. Na str. 22 czytamy Im Folgenden wird untersucht, welche konkreten Auswirkungen der Bau von Hinkley Point C bzw. dem im Szenario „Domino+“ definierten Kraftwerkspark auf die Base- und Peak-Preise in Deutschland …hat. „Poniżej sprawdzimy, jaki wpływ na cenę energii elektrycznej w Niemczech mieć będzie budowa Hinkley Point C względnie scenariusz Domino +”

Na str. 18 czytamy „W scenariuszu Hinkley ceny prądu brytyjskiego silnie zmaleją w stosunku do scenariusza bez elektrowni Hinkley Point C, ponieważ najdroższe źródła prądu bardzo rzadko będą potrzebne. Dlatego cena prądu w Wielkiej Brytanii w 2040 roku zmaleje średnio o 7,2 EUR/MWh.” A dalej – już na temat skutków w samych Niemczech:

W scenariuszu „DOMINO+“  rozbudowa elektrowni jądrowych w całej Europie spowoduje skutki przedstawione na rys. 12. Będą one większe niż w scenariuszu Hinkley i spowodują obniżenie ceny podstawowej w Niemczech o 5,7 Euro/MW to znaczy około 12 %…”

„der Base-Preis um rund 5,7 EUR/MWh und damit um rund 12 Prozent“ Na rys. 12 – którego ze względu na prawa autorskie nie przytaczam, ale który można łatwo znaleźć w cytowanym raporcie na str.24 widać, że „Strompreisveranderung im Prozent des Jahresbase Deutschland” dla roku 2040 wynosi – 11,8%.

Tego argumentu użyły organizacje antynuklearne, by uzasadnić, że budowa elektrowni jądrowej godzi w ich interesy, a więc mają prawo protestować! Nie zwalczają one energetyki jądrowej z troski o bezpieczeństwo lub zdrowie ludzi, ale dlatego, że spadek ceny elektryczności zmniejszy ich zyski! „Der Bau und die Nutzung von geförderter Kernenergie in Europa haben damit einen eindeutigen Effekt auf den deutschen Strommarkt. …deutsche Erneuerbare-Energien-Anlagen weniger Einnahmen generieren können.., „Budowa i wykorzystanie energii jądrowej mają jednoznaczny wpływ na niemiecki rynek energetyczny. Niemieckie instalacje OZE będą generowały mniejsze dochody”.

Te stwierdzenia, oparte na obliczeniach organizacji przeciwnych budowie elektrowni jądrowych i przytaczane przez nie w ich liście do sądu w Luksemburgu są jasną odpowiedzią, czy Polsce opłaci się budować elektrownie jądrowe. Odpowiedź brzmi TAK! Nawet, jeśli ucierpią na tym interesy finansowe organizacji takich jak Greenpeace.

Trzeba jednak oczekiwać, że Greenpeace i inne organizacje czerpiące zyski z OZE wykorzystają każdą okazję do opóźnienia realizacji polskiego programu energetyki jądrowej. Omawiany harmonogram pokazuje, jakie opóźnienia grożą nam, jeśli nie podejmiemy żadnych działań zaradczych, a pogodzimy się z wielomiesięcznymi przestojami wynikającymi z obecnych przepisów.

Czy można takich opóźnień uniknąć?  Tak, ale wymaga to zdecydowanej woli rządu polskiego i zgodnego współdziałania wszystkich urzędów biorących udział w procesie inwestycyjnym. Rząd musi podjąć decyzję o modelu finansowania budowy elektrowni, np. uznając za właściwe rozwiązanie przyjęte w Wielkiej Brytanii i zatwierdzone przez Komisję Europejską  a obecnie atakowane przez Greenpeace  lub przyjmując inne rozwiązanie.  Z kolei organizacje stanowiące grupę inwestorską, wspólnie z dozorem jądrowym, UDT i GDOŚ powinny znaleźć metody działania, które pozwolą uniknąć powtórzeń tych samych etapów (np. konsultacji społecznych), lub rozpocząć wcześnie realizację czasochłonnych prac takich jak oceny dokumentacji  bezpieczeństwa elektrowni jądrowej.

Inwestor jest zdecydowany ogłosić przetarg na dostawę elektrowni w końcu bieżącego roku. Konieczne będzie ustalenie warunków finansowania elektrowni i jej lokalizacji, a równolegle wprowadzenie zmian w przepisach prawnych by uniknąć trudności wspomnianych powyżej i szeregu innych, o których nie ma sensu pisać w ramach tego krótkiego artykułu. Wtedy daty zakończenia prac w harmonogramie będą znacznie wcześniejsze.