Walka o niezależność energetyczną AD 1918 i 2020 (FELIETON)

10 listopada 2020, 15:30 Bezpieczeństwo
Flaga Polski

Niezależność można budować nie tylko poprzez obronę granic państwowych, ale także poprzez budowę silnej, niezależnej gospodarki. Dążenie Polski do niezależności energetycznej jest dobrym przykładem wartym przywołania w przeddzień kolejnego Święta Niepodległości – piszą Gabriela Cydejko i Wojciech Jakóbik z BiznesAlert.pl.

AD 1918

Wyzwania w energetyce wynikały z konieczności budowy elektrowni i sieci energetycznych na terytorium odzyskanym po 123 latach niewoli. Elektryfikacja na ziemiach polskich była prowadzona w różnych tempach, z uwagi na różnice rozwojowe poszczególnych terenów odzyskanych przez Polskę po zaborach. Zadanie połączenia tych ziem z pomocą elektryczności zostało przydzielone Urzędowi Elektryfikacyjnemu, który miał być odpowiedzialny m.in. za wydawanie koncesji, taryfy, planowanie czy przygotowanie ustawy elektryfikacyjnej. Ustawa elektryczna została uchwalona 21 marca 1922 roku i obowiązywała przez kolejnych 40 lat.

Urząd Elektryfikacyjny prowadził statystykę, kontrolował także działalność sektora energetycznego. Opiniował i wnioskował w sprawie koncesji na budowę oraz przyłączenie do sieci elektrowni oraz innych zakładów energetycznych w sektorze państwowym oraz prywatnym. Wspierał działania planistyczne i tworzył standardy branżowe. Opiniował także ustawy istotne dla sektora energetycznego. Jego kompetencje zostały przejęte przez ministra robót publicznych w 1921 roku ze względu na prozaiczną potrzebę poszukiwania oszczędności w dobie Wielkiego Kryzysu. Do dziś trwają dyskusje naukowców, czy Urząd Elektryfikacyjny był protoplastą współczesnego Urzędu Regulacji Energetyki i czy Polacy znaleźli się z jego pomocą w awangardzie regulacji sektora jeszcze tuż po I Wojnie Światowej.

W czasie istnienia II RP powstała pierwsza spółka akcyjna o nazwie „Siła i Światło”, która przysłużyła się do przejęcia istniejących elektrowni od zagranicznych akcjonariuszy w celu uzyskania kontroli państwa nad energetyką. Koncern ten funkcjonował przez całe dwudziestolecie międzywojenne. Ówcześni politycy przyjęli plan oparcia gospodarki polskiej na elektrowniach wodnych. W tamtym czasie ich liczba na ziemiach polskich wynosiła około 6500. Stratedzy odwoływali się zatem do niewyczerpalnych zasobów własnych. Była to najlepsza alternatywa względem węgla kamiennego, którego dostawy z Górnego Śląska wiązały się z dużym ryzykiem politycznym ze względu na rosnącą siłę Trzeciej Rzeszy.

1918 rok to czas budowy pierwszej elektrowni wodnej w Grodku nad Wdą, którą zaczęli budować jeszcze Niemcy. Polacy wykorzystali jej potencjał i dzięki kredytom dokończyli projekt. To właśnie z Gródka oddalonego od wybrzeża o 140 km została wyprowadzona linia przesyłową wysokiego napięcia, która zasiliła budowane port i miasto Gdynię. Sukces Gródka poprzedził uruchomienie w 1930 roku największej i zarazem najnowocześniejszej elektrowni wodnej, która powstała pod kierunkiem prof. Alfonsa Hoffmanna. To Elektrownia wodna Żur istniejąca do dziś (zdjęcie). Co ciekawe, według informacji Stowarzyszenia Miłośników Rzeki Wdy budowa elektrowni Żur była prowadzona przez Szwajcara Hansa Hurzelera, ucznia wybitnego hydrotechnika polskiego profesora Gabriela Narutowicza. Prace były prowadzone w nowatorskim wówczas systemie trójzmianowym. Całkowity koszt budowy wyniósł wówczas 15 mln złotych, zawrotną kwotę na owe czasy. Obiekt pozwolił zapewnić energię elektryczną Gdyni i okolicom, a także kontynuować elektryfikację Pomorza.

Elektrownia wodna Żur. Fot. Wikimedia Commons

Elektrownia wodna Żur. Fot. Wikimedia Commons

Wielki kryzys zmusił Polskę do zmiany założeń polityki gospodarczej. Po 1935 roku najważniejszym przedsięwzięciem mającym na celu rozkręcenie koniunktury była budowa Centralnego Okręgu Przemysłowego w widłach Wisły i Sanu. Program zakładał między innymi budowę trzech dużych elektrowni na terenie COP-u: węglowej w Stalowej Woli, w Zakładach Azotowych w Mościcach – zasilanej gazem lub węglem oraz wodnej w Rożnowie.

Warto zaznaczyć, że COP zaprojektowany przez ministra skarbu Eugeniusza Kwiatkowskiego dzielił się na trzy obszary: A, B i C. Każdy z nich miał swą specyfikę. Odpowiednio: kielecki – surowcowy, lubelski – aprowizacyjny i sandomierski – przemysłowy z bazą energetyczną. Tuż przed rozpoczęciem II Wojny Światowej COP był przygotowany do stworzenia województwa sandomierskiego z Kielcami, Rzeszowem i Radomem w granicach, które miało być zasilane z centrum energetycznego w widłach Wisły i Sanu. Tuż przed rozpoczęciem wojny były prawie gotowe elektrownie wodne na Sole, Dunajcu i Sanie. Co ciekawe, inwestycja w Rożnowie została dokończona przez Niemców, za to plan doprowadzenia gazu z Gorlic do Warszawy utknął w Ostrowcu, dokąd ciągnął się gazociąg o długości 300 km.

AD 2020

Podstawową troską budowniczych II Rzeczpospolitej było nie tylko zdobycie niepodległości politycznej, ale również wywalczenie niezależności ekonomicznej. Ten cel jest aktualny również obecnie. Tym razem to odnawialne źródła energii stają się narzędziem zapewnienia niezależności i bezpieczeństwa polskiej energetyki. Przedstawiona pod koniec października bieżącego roku strategia Polskiej Grupy Energetycznej zakłada transformację w celu dążenia do neutralności klimatycznej do 2050 roku. Cel ten zostanie osiągnięty dzięki wykorzystaniu OZE, ale plan utrzymania niezależności w energetyce nie uległ zmianie. Polacy nadal chcą być niezależni, tym razem od paliw kopalnych, które nie gwarantują już niezależności ekonomicznej. Ewolucyjny rozwój OZE zabezpieczany wciąż energetyką konwencjonalną ma odpowiedzieć na te same wyzwania ponad 100 lat po odzyskaniu niepodległości przez Polskę. Przed wojną energetyka wodna, swoją drogą także OZE, miała dać niezależność energetyczną. – Własne moce wytwórcze zapewniające energię w konkurencyjnych cenach są gwarantem stabilności dostaw i niezależności gospodarki także dzisiaj. Aby to zapewnić, PGE przygotowała ambitny plan zmian w energetyce wiążący się z dużymi inwestycjami w odnawialne źródła energii – zapewnia Wojciech Dąbrowski, prezes Polskiej Grupy Energetycznej.

Nowa strategia PGE, czyli cała para w zielony gwizdek (RELACJA)