Perzyński: Przez książkę Boltona to Trump bardziej potrzebuje Dudy niż na odwrót (FELIETON)

24 czerwca 2020, 14:00 Bezpieczeństwo
Donald Trump i John Bolton. Źródło: Wikicommons
Donald Trump i John Bolton. Źródło: Wikicommons

Wizyta Andrzeja Dudy w USA, podczas której ma dojść do zawarcia kluczowych umów z punktu widzenia polskiej energetyki, jest oczywistym elementem kampanii wyborczej prezydenta Polski. Krok ten może okazać się jednak mniej skuteczny niż się spodziewano, głównie za sprawą głośnej książki Johna Boltona, która jest poważnym kłopotem dla Donalda Trumpa i może się okazać, że to on będzie teraz zmuszony do szukania ratunku – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

„The Room Where It Happened”

Niech wróci nadzieja tych, którzy przestawali wierzyć w sprawczą moc literatury. Książka byłego doradcy prezydenta USA ds. bezpieczeństwa Johna Boltona pod tytułem „The Room Where It Happened” opisuje kulisy trudnej współpracy członków amerykańskiej administracji z prezydentem Trumpem. Wiedząc co się w niej znajdzie, Trump ponoć próbował nie dopuścić do jej publikacji, a nawet powiedział publicznie, że jego zdaniem Bolton powinien za tę książkę trafić do więzienia. Takie nerwowe odruchy są po części naturalną reakcją na upublicznienie niewygodnych faktów o prezydencie, ale zarazem najlepszą możliwą reklamą książki, o której mówi dziś cała Ameryka.

We wspomnieniach Boltona znalazł się szereg przykładów posunięć Donalda Trumpa na arenie międzynarodowej, których ocena należy oczywiście do czytelnika, z tym, że może się ona wahać między jego niekompetencją albo złą wolą. Polskie media już wcześniej obiegła anegdota, że podczas rozmowy z sekretarzem generalnym KPCh Xi Jinpingiem zgodził się, że wybory w USA „odbywają się zbyt często”, czy jego wypowiedź, że „byłoby fajnie”, gdyby Wenezuela była częścią Stanów Zjednoczonych. Trump miał też poważnie wahać się czy nie zmienić frontu wobec Wenezueli i przestać uznawać Juana Guaido jako prezydenta tego kraju i nie spojrzeć łaskawszym okiem na dyktatora Nicolasa Maduro, którego prezydent USA miał cenić za to, że jest „twardy”, pomimo nałożenia surowych sankcji na wenezuelski przemysł naftowy.

Branża naftowa odwraca się od Donalda Trumpa

To jednak nie wszystko – miał on napisać list broniący księcia Arabii Saudyjskiej po zamordowaniu dziennikarza Dżamala Chaszokdżiego w konsulacie w Stambule w 2018 roku. Skrytykowana została również niekonsekwencja w przestrzeganiu sankcji wobec irańskiego przemysłu naftowego (a warto przypomnieć, że to Bolton był gorącym zwolennikiem zerwania porozumienia nuklearnego z Iranem oraz przywrócenia sankcji i ostrego kursu wobec Teheranu – red.) – prezydent USA miał przymykać oko na to, że Indie kupowały irańską ropę, i to w znacznie niższych cenach niż ówcześnie panujące na rynku. Bolton pisał, że można było zrozumieć argumenty rządu Modiego, że Indie chciały szukać konkurencyjnych dostawców ropy, ale „nie rozumie, dlaczego amerykański Departament Stanu odnosi się do tego z takim współczuciem”.

Kłopoty Trumpa

Sensacje z książki Boltona są kolejnym obciążeniem dla Trumpa, który już teraz ma problemy z utrzymaniem stabilnego poparcia. Fala krytyki za jego działania w sprawie pandemii koronawirusa, która zabiła już więcej Amerykanów niż wojna w Wietnamie, agresywna postawa wobec prostestów #BlackLivesMatter po morderstwie George’a Floyda, popsute relacje z tradycyjnie wspierającą Republikanów branżą naftową sprawiły, że już teraz w sondażach przewaga Joe Bidena nad urzędującym prezydentem jest dwucyfrowa. Sytuacja jest na tyle poważna, że szereg ekspertów Partii Republikańskiej do spraw bezpieczeństwa już teraz zadeklarowało poparcie dla kandydata Demokratów w listopadowych wyborach.

Sikorski o atomie na spotkaniu Duda-Trump: Nie wiadomo, do czego rząd upoważnił prezydenta

W takich okolicznościach odbywa się wizyta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Polacy wiążą z nią duże nadzieje – liczą na konkretne umowy w zakresie bezpieczeństwa militarnego, cyberbezpieczeństwa, wcześniej RMF FM donosiło, że na spotkaniu ma dojść do przedstawienia „konkretów” na temat budowy polskiej elektrowni jądrowej, do której Polska szuka partnera technologicznego i finansowego. Jest to również istotne z punktu widzenia dobiegającej końca kampanii wyborczej. Współpraca energetyczno-technologiczno-militarna z Polską nie jest w Stanach Zjednoczonych przedmiotem sporu politycznego i prawdopodobnie przebiegałaby podobnie bez względu na to, czy w Białym Domu zasiadałby Trump czy jego konkurent z Partii Demokratycznej (Joe Biden przychylniej patrzy przychylniej na paliwa kopalne niż jego wewnątrzpartyjny rywal Bernie Sanders, gdyż Bidenowi zależy na głosach w stanach, gdzie wydobywana jest ropa i gaz – red.). Inaczej sprawa ta wygląda w kwestii wizerunku – w obecnej sytuacji wspólne zdjęcie z Donaldem Trumpem może dla Andrzeja Dudy dać efekt odwrotny od zamierzonego i to dla prezydenta Stanów Zjednoczonych spotkanie z prezydentem Polski może służyć za argument, że przynajmniej w stosunkach z Warszawą nie ma sobie nic do zarzucenia.

Wójcik: Przedwyborczy skok przez Atlantyk