Kardaś: Turkish Stream dla Europy pod znakiem zapytania (ROZMOWA)

26 listopada 2018, 07:31 Energetyka
turkish stream fot. Gazprom

Rosjanie finalizują budowę gazociągu Turkish Stream, którym ma być dostarczany gaz do Turcji z pominięciem Ukrainy. W rozmowie z portalem BiznesAlert.pl dr Szymon Kardaś, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich w Warszawie, stwierdził, że projekt ten pozwala na realizację celów rosyjskiej polityki zagranicznej, ale nadal nie wiadomo jak i kiedy Gazprom dostarczy gaz poprzez Turcję na południe Europy.

BiznesAlert.pl: W ubiegłym tygodniu w obecności prezydentów Rosji i Turcji zakończono budowę morskiego odcinka gazociągu Turkish Stream. Czy tę inwestycję należy traktować jako sukces polityki energetycznej Moskwy?

Dr Szymon Kardaś: Z jednej strony tak. Można podać kilka argumentów, które za tym przemawiają.

Po pierwsze, jest to realizacja kolejnego gazociągu eksportowego, który będzie przebiegał szlakiem alternatywnym wobec ukraińskiego. Oznacza to przybliżenie realizacji jednego z najbardziej strategicznych celów rosyjskiej polityki energetycznej w czasach Władimira Putina, czyli zmniejszenie zależności tranzytowej od Ukrainy. Docelowo chodzi o uniezależnienie się od szlaku ukraińskiego. Budowa Turkish Stream przybliża Rosję do tego celu.

Po drugie, pomysł realizacji nowego gazociągu na południu Europy, niezależnie od nazwy, czy to South Stream czy późniejszy Turkish Stream, oznacza rozbudowę infrastruktury wewnętrznej na terytorium Federacji Rosyjskiej. Realizacja tego projektu i związana z tym rozbudowa wspomnianej infrastruktury przyczyniła się do zwiększenia poziomu gazyfikacji kraju, co z punktu widzenia wewnętrznej polityki Rosji nie jest bez znaczenia. Władimir Putin, który często spotyka się z kierownictwem Gazpromu pyta o te kwestie co pokazuje, że są one istotne.

Po trzecie, Turkish Stream zwiększa poziom elastyczności Gazpromu jeżeli chodzi o politykę handlową prowadzoną wobec odbiorców europejskich oraz tureckich. Kolejny szlak transportowy daje możliwość bardziej elastycznego reagowania na zmiany, które będą zachodziły w różnych częściach europejskiego rynku. Każda dodatkowa infrastruktura wzmacnia dostawców gazu, w tym Gazprom. Pojawiają się jednak pytania o to, ile azerskiego gazu trafi do Europy, czy w pewnym momencie do Południowego Korytarza Gazowego nie wpłynie rosyjski surowiec skoro po dnie Morza Czarnego przebiegają dwie nitki Turkish Stream.

Jedna z nich ma być przeznaczona na potrzeby rynku tureckiego. Natomiast według zapowiedzi Gazpromu drugą gaz miałby być dostarczany do odbiorców w Europie południowej. Rosjanie uzależniali jej budowę od gwarancji ze strony Komisji Europejskiej na zakup surowca przesyłanego Turkish Stream. Jednak takich gwarancji nie udzieliła Bruksela. Co Turcy zrobią z wolumenami gazu, które miały trafić do Europy?

Sprawa pierwszej nitki jest jasna. Gaz, który będzie nią przesyłany pokryje te wolumeny, które obecnie trafią do Turcji przez Ukrainę. Można jednak zadać pytanie o to, na ile rynek turecki będzie się rozwijał w przyszłości. Czy faktycznie te wolumeny, które obecnie są przesyłane z Rosji utrzymają się na dotychczasowym poziomie czy może się zmienią? Co prawda według najnowszych prognoz konsumpcja gazu w Turcji ma rosnąć, ale nie jest jasne, czy te przewidywania się potwierdzą, szczególnie przy dużej dynamice zmian na rynkach regionalnych.

Największy znak zapytania pojawia się w kwestii tego, czy da się wykorzystać drugą nitkę Turkish Stream do celów tranzytowych. W tej chwili nie ma żadnych, wiążących ustaleń podjętych między stroną rosyjską a potencjalnymi odbiorcami gazu z nowego szlaku. Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę obecnie obowiązujące kontrakty, w ramach których dostawy są realizowane przez terytorium Ukrainy, to oznaczałoby konieczność zmiany punktów dostaw gazu i przeniesienia ich w miejsca, które uwzględniałyby przekierowanie tranzytu z Ukrainy na drugą nitkę Turkish Stream. Ponadto nie jest gotowa jeszcze w pełni infrastruktura po stronie UE, która umożliwiłaby przesył planowanych wolumenów rosyjskiego gazu do potencjalnych odbiorców.

To jednak oznaczałoby, że Gazprom i Rosja byłyby również zależne od tranzytu. W tym przypadku od Turcji.

Tak. Co prawda Rosjanie zmniejszają swoją zależność tranzytową od Ukrainy, ale w przypadku uruchomienia dostaw drugą nitką Turkish Stream w kwestiach tranzytu staną się zależni od Turcji, która nie jest łatwym partnerem negocjacyjnym, co pokazały m. in. rozmowy rosyjsko-tureckie w sprawie obniżki cen dostaw gazu. Nie wiadomo również jakie będą warunki eksploatacji infrastruktury lądowej, która będzie wykorzystywana do tranzytu. Kto będzie na niej zarabiał? Jakie będą stawki tranzytowe? To są pewne wątpliwości, które wiszą nad możliwości eksploatacji drugiej nitki Turkish Stream.

Potencjalnie działa na korzyść Gazpromu fakt, że niezależnie od tego, że nie ma żadnych wiążących ustaleń, ale ze stolic takich państw jak Węgry, Serbia czy Bułgaria płyną sygnały wskazujące iż są one zainteresowane rozmowami o dostawach gazu z Turkish Stream. W związku z tym Gazprom jest ustawiony w relatywnie dobrej pozycji na przyszłość. Natomiast czas pokaże czy rzeczywiście uda się przyjąć jakieś wiążące ustalenia w tej kwestii. Myślę, że pod tym względem 2019 rok może być bardzo ważny.

Czy Turkish Stream może być konkurencją dla Południowego Korytarza Gazowego lub też spowoduje, iż rosyjski gaz będzie przesyłany gazociągiem TANAP i TAP na południe Włoch?

Takie ryzyko istnieje. Strona rosyjska w momencie gdy Turkish Stream był jeszcze w fazie projektowej już sygnalizowała taką możliwość. Co więcej, szef przedstawicielstwa Federacji Rosyjskiej przy Unii Europejskiej sugerował, że takie rozwiązanie byłoby formą realizacji tego, co wynika z zapisów trzeciego pakietu energetycznego. Co prawda gazociąg TAP korzysta z wyłączenia z wynikającej z tzw. trzeciego pakietu energetycznego zasady dostępu strony trzeciej (TPA), jednak Moskwa liczy na to, że w przypadku niemożności dostarczenia przez Azerbejdżan odpowiednich wolumenów gazu, infrastrukturą Południowego Korytarza Gazowego mógłby również popłynąć gaz rosyjski. Pojawiają się również pytania co do strony podażowej azerskiego gazu – wątpliwości co do możliwości wzrostu produkcji surowca w najbliższych latach. Rosja monitoruje sytuację licząc na to, że w sytuacji gdy nie spełnią się oczekiwania na zbudowanie realnej alternatywy przy wykorzystaniu azerskiego surowca zaoferuje swoje paliwo.

Jednakże pojawiają się ograniczenia infrastrukturalne, ponieważ cała przepustowość gazociągu TAP, który połączy Turcję z Włochami jest zarezerwowana. Ewentualny przesył rosyjskiego gazu tą trasą wymagałby rozbudowania wspomnianego gazociągu. Czy Pana zdaniem nowy rząd Włoch, który przejawia prorosyjski kierunek w polityce zagranicznej może podjąć decyzje o rozbudowie TAP?

Tego bym nie wykluczał. Rzeczywiście po wyborach we Włoszech mamy do czynienia z zupełnie nową sytuacją. Pojawia się również wiele znaków zapytania co do tego jaką politykę będą prowadziły nowe władze i jak będą się orientować na współpracę energetyczną z Rosją. Na razie jest więcej pytań niż odpowiedzi. Nie wykluczam również, że Włosi będą mniej zainteresowani realizacją jakiegoś własnego projektu jeżeli się okaże, iż uzyskają zapewnienie co do dostaw rosyjskiego gazu przez Nord Stream 2. Pytanie jakimi ofertami są kuszeni Włosi i jak bardzo są zdeterminowani do tego, aby wrócić do większego zaangażowania w projekt południowy (warto przypomnieć, że Włochy miały być jednym z głównych odbiorców rosyjskiego gazu przez gazociąg South Stream – projekt, który został zarzucony w grudniu 2014 roku na rzecz Turkish Stream).

Jeżeli się okaże, że Włochy nie będą zainteresowane, to drugą nitkę Turkish Stream można ewentualnie zagospodarować dla mniejszych odbiorców na południu Europy (Bułgaria, Rumunia, Serbia, Węgry) czy trzymać pewne rezerwy na wypadek gdyby popyt się zwiększył, ewentualnie wówczas nie orientować się na Grecję i wejście w linię gazociągu TAP , ale raczej na Bułgarię, która ma ambicję stworzenia na swoim terytorium regionalnego hubu gazowego (projekt Balkan Gas Hub). Przy okazji rosyjsko-bułgarskich rozmów regularnie w ostatnich latach powraca temat dostaw gazu od Gazpromu przez Turkish Stream. Bułgarzy sygnalizują, że byliby zainteresowani dostawami przez ten gazociąg nawet poprzez jego ewentualną odnogę (poprzez planowany interkonektor grecko-bułgarski) lub też bezpośrednio z Turcji przy wykorzystaniu w trybie rewersowym Gazociągu Transbałkańskiego (obecnie gazociąg służy do przesyłu rosyjskiego gazu eksportowanego szlakiem ukraińskim do Mołdawii, Rumunii i Bułgarii). Moim zdaniem szlak bułgarski wydaje się bardziej realną perspektywą, szczególnie ze względu na składane obecnie deklaracje polityczne zarówno ze strony rosyjskiej, jak i partnerów z południa Europy.

Co w takim układzie z Ukrainą i dostawami gazu przez jej terytorium?

Konsekwencje dla Ukrainy będą widoczne od momentu uruchomienia pierwszej nitki Turkish Stream. Biorąc pod uwagę to, że wolumeny tranzytu utrzymają się na poziomie z 2017 roku (93,5 mld m. sześc.) można będzie mówić o spadku rzędu ok. 14 proc. Ten wolumen zostanie przekierowany do Turkish Stream. Oczywiście jest to zmniejszanie wpływów tranzytowych oraz osłabienie politycznej pozycji w momencie gdy prowadzone są rozmowy trójstronne na linii Rosja-Komisja Europejska-Ukraina w sprawie tranzytu gazu po 2019 roku. Pod względem politycznym i ekonomicznym uruchomienie nawet tylko jednej nitki Turkish Stream rodzi dla Ukrainy wyłącznie negatywne konsekwencje; w przypadku uruchomienia i pełnego wykorzystania obu nitek wolumen tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę zmniejszy się o blisko jedną trzecią.

Rozmawiał Piotr Stępiński

Jakóbik: Turkish Stream, czyli show dyktatorów bez konkretów (ANALIZA)