Zachmann: Nord Stream 2 to marny interes także dla Niemców

24 czerwca 2016, 12:30 Energetyka
Nord Stream Nord Stream AG

Pod koniec zeszłego roku rosyjski koncern energetyczny Gazprom porozumiał się z pięcioma zachodnioeuropejskimi przedsiębiorstwami (BASF, E.on, Engie, OMV i Shell) na temat budowy dwóch dodatkowych nitek obok istniejącego rurociągu Nord Stream. W ten sposób, do roku 2019 przepustowość gazociągu ma wzrosnąć z 55 do 110 miliardów metrów sześciennych rocznie. Na temat projektu są prowadzone żywe dyskusje, ponieważ zaostrza on spór wewnątrz Unii Europejskiej na płaszczyźnie polityki energetycznej, jak i zagranicznej.

Na temat planowej budowy Nord Stream 2 ukazał się we wtorkowym wydaniu niemieckiego dziennika Süddeutsche Zeitung komentarz Georga Zachmanna, analityka ds. polityki energetycznej i klimatycznej w brukselskim think-tanku Bruegel. Zwraca on uwagę na poważne zagrożenia, jakie niesie ze sobą projekt Nord Stream 2 nie tylko dla Europy jako całości, ale dla Niemiec w szczególności.

Niemiecki ekspert podkreśla sprzeczność jaka przebija w działaniach Unii Europejskiej. Z jednej strony Wspólnota dąży do zmniejszenia zależności od jednego dostawcy gazu, a w perspektywie średnioterminowej chce całkowicie zrezygnować z kopalnych nośników energii. Z drugiej strony, największe europejskie koncerny energetyczne planują budowę Nord Stream 2, a Niemcy wręcz stawiają się w roli rosyjskiego partnera.

Kolejny gazociąg z Rosji nie jest potrzebny

W zeszłym roku pozycja rynkowa Unii Europejskiej znacznie się poprawiła. Z powodu niespodziewanie niskiego popytu na gaz, który w 2015 r. znalazł się na poziomie o 40% niższym niż przewidywały prognozy z 2005 r., a także spadających cen energii w skali światowej, europejscy konsumenci mogli uzyskać znacznie niższe ceny za importowany gaz. W ostatnich dwóch latach ceny tego surowca spadły o połowę do poziomu wynoszącego obecnie ok. 170 dolarów za 1000 m3.

Analityk wskazuje, że z powodu dalszego spadku popytu na gaz w Europie, nadwyżek na światowych rynkach gazu oraz wciąż niewykorzystanych mocy europejskiej infrastruktury importowej gazu ziemnego, w nadchodzących latach nie będzie potrzebny kolejny kosztowny rurociąg z Rosji, aby pokryć zapotrzebowanie w Unii Europejskiej.

Europejskie koncerny chcą wzmocnić swoje interesy w Rosji

W perspektywie  średnioterminowej, zdaniem Zachmanna, należałoby się raczej zastanowić, kiedy europejskie zobowiązania dotyczące ochrony klimatu doprowadzą do tego, że popyt na gaz w Unii Europejskiej spadnie szybciej niż rodzima i norweska produkcja surowca. Zatem ramy czasowe, w których inwestycja Nord Stream 2 zostałaby spłacona i stała się opłacalna ekonomicznie, są relatywnie krótkie.

Jednak przeciw temu wychodzą interesy zachodnioeuropejskich przedsiębiorstw uczestniczących w projekcie rozbudowy gazociągu. Poprzez udział w Nord Stream 2 obiecują one preferencyjne dostawy rosyjskiego gazu, chcąc wzmacniać w ten sposób swoje interesy handlowe w Rosji. Tak się składa, że cztery przedsiębiorstwa zaangażowane w projekt prowadzą w tym kraju znaczne inwestycje.

Dla samych Niemiec Nord Stream 2 otwiera perspektywę stania się węzłem rozdzielczym gazu – hubem dla całej Europy kontynentalnej. W ramach tego, Berlin oczekiwałby niższych cen gazu niż te dla krajów sąsiadujących. Zachmann uważa jednak, że byłaby to gra o sumie zerowej. Berlin mógłby bowiem korzystać w ten sposób jedynie w stosunku do tych sąsiadów, którzy znajdują się na końcu tras przesyłu gazu przebiegających przez Niemcy.

Polityczne narzędzie w rękach Gazpromu

Na co jednak niemiecki ekspert zwraca szczególną uwagę to, że Gazprom otrzyma kolejne narzędzie, za pomocą którego będzie mógł dowolnie dyskryminować poszczególne kraje. Jeżeli projekt dojdzie do skutku, rosyjski gigant energetyczny będzie miał możliwość gróźb wstrzymania dostaw gazu do Europy Środkowej bez zagrażania przy tym zaopatrzeniu na swoje głównych rynki zbytu w Europie Zachodniej.

Dzięki temu Gazprom mógłby w dalszym ciągu ustalać wyższe ceny za surowiec w Europie Środkowej bez konieczności uwzględniania brukselskich organów ds. ochrony konkurencji, które mogłyby zakwestionować umowę sprzedaży. Dodatkowo klauzule dotyczące miejsca przeznaczenia zobowiązują kupujących od Gazpromu do sprzedaży gazu wyłącznie krajowym odbiorcom końcowym.

Ukraina musiałaby zrezygnować z 2% PKB

Analityk podnosi także kwestię ukraińską, w której Nord Stream 2 odgrywa kluczową rolę. Unia Europejska oficjalnie wspiera Ukrainę w obronie jej suwerenności i integralności terytorialnej w konflikcie z Rosją. Tymczasem jasnym celem projektu rozbudowy gazociągu jest dążenie Rosji do całkowitego wyeliminowania ukraińskiego udziału w tranzycie gazu. Obecnie przez Ukrainę płynie około 1/3 dostaw rosyjskiego gazu do Europy Środkowej. Przerwanie tranzytu oznaczałoby straty nawet do 2 miliardów dolarów rocznie, co odpowiada 2% ukraińskiego PKB.

Z powodu spadającego popytu na gazu w Europie i mocno rosnącego importu ze Słowacji Ukraina mogła obecnie zrezygnować z importu gazu z Rosji. W ten sposób gaz nie jest sprowadzony od Gazpromu od listopada 2015 r. To znacznie podwyższyło poziom politycznej przestrzeni do działania, między innymi dla potrzebnej reformy skorumpowanego ukraińskiego sektora gazu.

Wysoka cena układów z Rosją

Gdyby Europa Środkowo-Wschodnia – w tym przede wszystkim Słowacja i Węgry – była zaopatrywana w gaz przez Nord Stream 2 z ominięciem Ukrainy, Moskwa mogłaby w najgorszym przypadku naciskać na redukcję eksportu gazu na Ukrainę z Zachodu, a w każdym razie zapewniać surowiec po znacząco wyższych cenach. Takie działanie z pewnością podwyższyłoby gotowość Kijowa do ponownej akceptacji „ceny przyjaźni” rosyjskiej w zamian za bezpośrednie dostawy gazu z Rosji. Rzecz jasna, taka umowa byłaby związana politycznymi koncesjami.

Co więcej, Zachmann podkreśla, że Gazprom pozostaje narzędziem rosyjskiej polityki zagranicznej także wewnątrz Unii Europejskiej. Wyraz temu dał kryzys jesienią 2014 r., kiedy to rosyjski koncern gazowy jednostronnie ukrócił dostawy surowca – częściowo o nawet do 50% – do państw, które odsprzedawały gaz Ukrainie. Dalsze wzmocnienie takiego aktora na europejskim rynku gazu pociąga za sobą wysokie koszty w polityce zagranicznej.

Niemieckie partnerstwo z Rosją zagraża Europie

Na koniec Zachmann zwraca uwagę, że Nord Stream 2 zagraża także jednemu z nielicznych sukcesów europejskiej polityki zagranicznej minionych lat. Pomimo obaw państw członkowskich, związanych z konsekwencjami gospodarczymi, Unii Europejskiej udało się znaleźć wspólną odpowiedź na aneksję Krymu i rosyjskie zaangażowanie we wschodniej Ukrainie. Jednakże kompromis europejski odnośnie sankcji gospodarczych jest kruchy, szczególnie w momencie, gdy Niemcy stawiają się w pozycji wyjątkowego partnera dla Rosji oraz wspierają tak wielki projekt jak Nord Stream 2, bez jakichkolwiek choćby ustępstw ze strony Rosji w spornych kwestiach polityki zagranicznej. Takim działaniem Niemcy ryzykują rozsypanie się już i tak z trudem utrzymywanego konsensusu w kontaktach UE z rosyjskim rządem.

Niemiecki ekspert zauważa, że wszystkie wymienione wady projektu Nord Stream 2 mogą być w znacznym stopniu tłumione przez dodatkowe inwestycje w wewnątrzeuropejskie sieci gazowe, silniejsze wsparcie finansowe dla Ukrainy, czy niemieckie gwarancje dla bezpieczeństwa dostaw gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednak koszy za to poniosą również niemieccy konsumenci i podatnicy. Najtrudniejsze do oszacowania są pośrednie koszty związane z konsekwencjami projektu dla polityki zagranicznej. W sumie jednak budowa Nord Stream 2 byłaby marnym interesem nie tylko dla państw wschodnioeuropejskich, ale także dla Niemiec.

Opracowała: Anna Kucharska