Zblewski: Nord Stream 2 pokazał, że Unii grozi implozja

23 grudnia 2015, 07:45 Energetyka
Rada Europejska.jph

KOMENTARZ

Dr Maciej Zblewski

Ekspert bezpieczeństwa energetycznego

Na ostatnim szczycie Rady Europejskiej (17-18.12.2015) podnoszono wiele bardzo ważnych kwestii dotyczących szeroko rozumianego bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Obok aspektów związanych m.in. z kryzysem migracyjnym i wynikających z nich projektów stworzenia nowej formacji – europejskiej straży granicznej, podniesiono też temat rozbudowy gazociągu Nord-Stream o dwie kolejne nitki.

W tym wymiarze należy stwierdzić, iż państwa członkowskie zgodziły się na następujący zapis w dokumencie końcowym Rady Europejskiej:

„…szybkiej realizacji projektów będących przedmiotem wspólnego zainteresowania i do optymalnego wykorzystania infrastruktury dla dobra w pełni funkcjonującego rynku z siecią połączeń międzysystemowych oraz dla dobra bezpieczeństwa energetycznego. Ewentualna nowa infrastruktura powinna być w pełni zgodna z trzecim pakietem energetycznym i innym mającym zastosowanie prawodawstwem UE oraz z celami unii energetycznej.”

Powyższy zapis można rozumieć na dwa sposoby. Z jednej strony odpowiada on m.in. stanowisku Polski oraz państw Grupy Wyszehradzkiej, które się wypowiadały przeciwko tej inwestycji widząc w niej zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa energetycznego oraz wynikającego z niego wzrostu niebezpieczeństwa energetycznego całej Unii Europejskiej. Z drugiej strony mamy pozycję państw zrzeszających się wokół Niemiec, które uznają rozbudowę Nord Stream jako projekt ekonomiczny, który nie ciągnie za sobą żadnych politycznych gróźb. Powyższy zapis będzie teraz dokładnie analizowany przez jedną i drugą stronę, aby wykazać sprzeczność bądź brak sprzeczności tej inwestycji z nim. Kluczowym pojęciem w tej dyskusji będzie stwierdzenie „ewentualna nowa infrastruktura”. Czy NordStream 2 zostanie uznany za nową infrastrukturę czy tylko za adaptację, rozbudowę już istniejącej? Takie niejasności i niedopowiedzenia nie będą działać na korzyść Polski i innych państw krytykujących ten projekt. Również z tego powodu, co należy uznać za porażkę m.in. Polski, w dokumencie końcowym nie ma wymienionego z nazwy gazociągu Nord-Stream 2. Szczyt Rady Europejskiej pokazał dobitnie, iż Kanclerz A. Merkel jest gotowa bronić realizacji rozbudowy Nord-Streamu, nie zwracając uwagi na powiększające się grono państw krytycznie nastawionych do tego projektu. Niezrozumiale i nielogiczne jest różne podejście Niemiec do kwestii South-Streamu i Nord-Stream 2. Czy oprócz realizacji swoich partykularnych interesów Niemcy są gotowe do dalszego współtworzenia wspólnotowego podejścia w Unii Europejskiej? Można stwierdzić, że kanclerz Angela Merkel z dużą zawziętością broniła sprawy, która nie służy bezpieczeństwu energetycznemu Unii Europejskiej a dla Ukrainy i Białorusi oznacza dodatkowe problemy polityczno-gospodarcze, gdyż w krótkim i średnim okresie zwiększy możliwość nacisku Federacji Rosyjskiej na te państwa.

Inną bardzo ważną decyzją podjętą w ostatnim tygodniu było odrzucenie przez sąd administracyjny w Hamburgu pozwu Zarządu Morskich Portów w Szczecinie i Świnoujściu dot. ułożenia gazociągu Nord-Stream na dnie Bałtyku. Po raz kolejny Polska musiała odebrać bolesną lekcję, że słowne obietnice/deklaracje nie mają charakteru wiążącego. Deklaracja kanclerz Merkel złożona premierowi Donaldowi Tuskowi okazała się w kontekście partykularnych interesów Niemiec nieistotna. Szczególnie w polityce trzeba mieć świadomość, iż oświadczenie ministrów infrastruktury Cezarego Grabarczyka i Petera Ramsauera nie zawierające podpisów, jako dokument bilateralny jest de facto co najwyżej wyrazem woli. Oświadczenie tego typu nie jest wiążące. Zarówno kanclerz Merkel jak i Ramsauer wykorzystali nie zbyt profesjonalne podejście Polski do kwestii zagrożeń wynikających z ułożenia Nord-Streamu dla performance Portów Szczecin-Świnoujście. Jest to tym bardziej zaskakujące jeśli weźmie się pod uwagę decyzję o lokalizacji terminalu gazowego w Świnoujściu i jego znaczenie dla dywersyfikacji i bezpieczeństwa energetycznego Polski. W tym kontekście należy zadać sobie pytanie, czy nastawienie ówczesnego rządu Niemiec nie wynikało również z następujących przesłanek: 1) rozbudowa Portów Szczecin-Świnoujście oznaczałaby wzrost konkurencji dla portu w Rostocku; 2) terminal gazowy w Świnoujściu osłabiłby pozycję Niemiec jako hubu gazowego w Europie i ograniczył potencjalne zyski z tym związane. Zarówno znaczenie portu w Rostocku, jak i osiągnięcie statusu hubu ma dla gospodarki i pozycji Niemiec znaczenie. Jak poważnym konkurentem dla Szczecina i Świnoujścia jest Rostock pokazują najnowsze dane przeładunkowe. W pierwszej połowie 2015 roku przeładowano tam 14 mln ton, to o prawie 3 mln ton więcej niż w porcie Szczecin-Świnoujście. Najważniejsza w tym kontekście jest tendencja wzrostu, którą można zaobserwować w Rostocku. W ciągu dwóch ostatnich lat przeładunek towarów w tym porcie zwiększył się o 1/4. Jeśli ten trend się w następnych latach utrzyma będzie to oznaczać zmniejszenie konkurencyjności portów Szczecin-Świnoujście. Jeżeli na powyższy fakt nałoży się problem płytkiego toru wodnego (Nord-Stream), który ogranicza potencjalne inwestycje w portach w Szczecinie i Świnoujściu widoczna staje się cała złożoność sytuacji.

Zarówno treść dokumentu końcowego Rady Europejskiej, jak i decyzja sądu administracyjnego w Hamburgu odnośnie Nord-Streamu pokazują istniejący poważny dysonans pomiędzy teoretycznymi aspektami unii energetycznej a polityczną praktyką, charakteryzującą się partykularnymi interesami poszczególnych państw członkowskich. Jeśli ten rozdźwięk będzie się w następnych latach utrzymywał względnie jeszcze bardziej wzmagał stanowić to będzie zagrożenie dla wspólnotowej istoty Unii Europejskiej. Możliwym efektem takiej ewolucji będzie wzrost sił odśrodkowych w Unii jak i w państwach członkowskich zmierzających do poważnego przewartościowania podstaw UE. Trzeba mieć świadomość, iż jednym z rezultatów takich zmian może być „implozja” Unii Europejskiej i powrót do narodowych państw europejskich mających zdecydowanie mniejszy potencjał polityczny, gospodarczy i militarny, co w oczywisty sposób przełoży się na ich pozycję w relacjach np. z Federacją Rosyjską.